GRUDZIEŃ 2005

Zaszczepiliśmy koniki przeciwko EHV-1

W sobotę wszystkie koniki mieszkające w naszym przytulisku zostały zaszczepione przeciwko EHV-1. Po konsultacjach z weterynarzami zdecydowaliśmy, że mimo dużych kosztów musimy zaszczepić stado gdyż zawsze lepiej zapobiegać niż leczyć lub patrzeć  na cierpienie i śmierć. Teraz czeka je 2 tygodniowa kwarantanna a nas niestety........... rachunek do zapłacenia. Mamy nadzieję, że po szczepieniach wszystko będzie dobrze, a ludzi o dobrym sercu bardzo prosimy o pomoc w zapłaceniu rachunku.

 

Serdecznie dziękujemy wszystkim firmom, które odpowiedziały na nasz świąteczny apel i ofiarowały nam swoje produkty, które my z kolei wystawiliśmy na aukcjach a część podarowaliśmy naszym sponsorom. Wszystkim naszym darczyńcom bardzo dziękujemy i w Nowym Roku 2006 życzymy  pomyślności oraz wielu kontrahentów. Dziękujemy firmom:

BELL

DAX COSMETICS

DERMIKA

JOHNSON & JOHNSON

SPIN COMMUNICATIONS

ARKADY

ORIFLAME

COTY POLSKA

AVON

DR IRENA ERIS

HARLEQUIN ENTERPRISES

 

 

PILNE!! Potrzebna pomoc dla Odrusi!

Poszukujemy pilnie lekarstwa o nazwie EQUIPALAZONE, jest bardzo potrzebne dla naszej Odrusi. Niestety, nie ma ono atestu w Polsce, można je kupić w Niemczech lub Austrii. Bardzo prosimy Państwa o pomoc w jego zdobyciu. Może ktoś z Państwa wyjeżdża właśnie tam na Święta i pomoże nam je zdobyć. Potrzebne jest w postaci proszku, aby można je było dodawać do karmy. Błagamy o pomoc dla niej, to wspaniały kochany koń a to jedyne co możemy dla niej jeszcze zrobić. Wszelkie informacje dodatkowe pod tel. 0 501 241 784. Z całego serca Państwu dziękujemy. Każdego dnia dostajemy wiele miłych telefonów .pytacie Państwo jak można jej pomóc, lub prosicie nas, abyśmy w Waszym imieniu przekazali jej w ten szczególny wigilijny wieczór najpiękniejszą marchewkę. Co oczywiście uczynimy, ale może oprócz marchewki ktoś z Państwa podaruje jej to lekarstwo lub pomoże nam w jego zakupie. Będziemy wdzięczni bezgranicznie.

 

No i mamy OSCARA......

Oscar to nowe imię na nowe życie dla naszego Dziadzia. Tak bardzo się cieszymy, że i on znalazł wśród Państwa tych, którzy się o niego troszczą - dzwonią do nas i piszą maile z zapytaniem o jego zdrowie, wspierają zakup lekarstw dla niego. Za to wszystko składamy serdeczne podziękowania. Jednak dzień 15 grudnia był dla niego szczególny. W tym właśnie dniu ktoś okazał mu szczególne zainteresowanie przyjeżdżając, aby go zobaczyć i nadać mu nowe - piękne imię. Ten stary i zaniedbany, ale kochany i spokojny koń zyskał matkę chrzestną - a kto nią został (postanowiliśmy tego chwilowo nie ujawniać) zobaczycie Państwo podczas wigilii wśród zwierząt w "Przystani Ocalenie", która zostanie wyemitowana w dniu 28.12.2005 w TVP2. To wyjątkowa - serdeczna, ciepła i wspaniała osoba. Jeszcze raz zapraszamy do oglądania tego programu!

Telewizyjna Wigilia w "Przystani Ocalenie"!

Zapraszamy serdecznie wszystkich naszych wspaniałych przyjaciół na  wigilię wśród naszych zwierzaków i gości - 28.12.2005 środa o godz.19.35 TVP 2- "Święta wśród zwierząt". Bardzo chcielibyśmy zaprosić na to wydarzenie wszystkich wiernych nam ludzi o wielkim sercu, którzy przez tych kilka lat wspierają nas dobrym słowem, darem i sercem - nie jest to jedynka możliwe - więc spotkajmy się dzięki telewizyjnemu ekranowi. Bardzo prosimy o przekazanie tej wiadomości wszystkim  swoim znajomym, o których Państwo wiedzą, że kiedykolwiek wspierali nasze zwierzęta i nasze działania-bo nie wszyscy mają dostęp do Internetu. Szczególnie chcielibyśmy, żeby ta wiadomość dotarła do  starszych i samotnych naszych wspaniałych przyjaciół, aby tego dnia nie czuli się sami! W tym dniu, w którym "Miłość przyszła na Ziemię" łamiąc się opłatkiem z każdym z Was  chcemy z łzą szczęścia w oku podziękować za wszystko co zrobiliście, żeby to miejsce -szczęśliwe dla naszych zwierzaków- mogło istnieć, żeby miały jedzenie, lekarstwa i opiekę, swoje przyjaźnie i wolność od pracy ponad siły i poniżenia. To miejsce powstało i żyje z miłości - ta miłość łączy nas wszystkich - niech nam wolno będzie powiedzieć, że przy wigilijnym stole zasiądziecie Państwo w naszych domach razem z naszymi rodzinami, bo jesteście dla nas jak rodzina! Spotkajmy się przy szklanym ekranie oglądając wigilię w Przystani Ocalenie!

Kasztanek już uratowany!

Właściwie jest to wielka radość - choć przez łzy! Kasztanek już został odkupiony i przewieziony do kliniki we Wrocławiu. Nie udało się go podnieść-musiał być wciągnięty do przyczepy na leżąco i w takiej pozycji przewieziony do kliniki, gdzie nadal leży. Rokowania nie są optymistyczne, a wręcz....... - konsultowano jego przypadek z różnymi specjalistami i już wiele wykluczono - ale właściwie cały czas jego życie jest pod znakiem zapytania. Obecnie jest mu podawany lek o nazwie nivalin - i on jest w tej chwili najbardziej potrzebny - znów więc zwracamy się do Państwa - są to zastrzyki podawane też ludziom - może ktoś może mu podarować ten lek. Jest potrzebna dość duża ilość - jednorazowo kilka ampułek. Jest przemiłym, ciekawym świata konikiem - podbił serca pracowników kliniki i studentów na praktykach. Bardzo byśmy chcieli, żeby udało mu się podnieść i chcielibyśmy, żeby żył. Prawdopodobnie jest jeszcze młodszy niż sądziliśmy początkowo- może mieć 14 miesięcy. Musimy się spieszyć, każdy dzień  leżenia to nieodwracalne zmiany w organizmie. Bardzo gorąco dziękujemy za pomoc w wykupieniu Kasztanka, a teraz bardzo prosimy o wspieranie nas w jego leczeniu- bez Państwa pomocy jest to niemożliwe. W czasie transportu Kasztanek zachowywał się bardzo grzecznie, a jechaliśmy z nim przeszło 500 km- całą drogę skubał sianko. Najbardziej obawialiśmy się tego, jak poradzimy sobie z rozładunkiem leżącego konia w klinice we Wrocławiu - ponieważ byliśmy tylko we trójkę. Jednak tam spotkało nas bardzo mile zaskoczenie- na Kasztanka czekała już cała ekipa gotowa do rozładunku, za co z całego serca dziękujemy Panu Dr Jakubowi Nicponiowi. Został tam niezwykle troskliwie i życzliwie przyjęty - był przecież niesamowicie przerażony, chyba pierwszy raz w życiu zobaczył neonowe światła i tak strasznie się ich wystraszył, że gdyby  umiał chodzić to pewnie uciekłby. Jest taki młody i wielka chęć życia tkwi w nim- dużo zależy od niego, ale też od lekarstw, które zostaną mu podane- prosimy o pomoc! W swoim krótkim życiu doświadczył już wiele zła- kiedy przyjechaliśmy po niego leżał we własnych odchodach, był cały mokry, a to co zobaczyliśmy tylko utwierdziło nas w przekonaniu, że wiele możemy się nauczyć od zwierząt. Obok niego stała końska przyjaciółka niedoli- miała może zaledwie 10 miesięcy - jednak z wielkim poświęceniem wylizywała całego, leżącego Kasztanka, a w momencie rozpoczęcia ładowania tak strasznie za nim krzyczała, nerwowo biegała po malutkim boksie (właściwie trudno to nazwać boksem), a i Kasztanek nawet kiedy już był w naszej przyczepie rżał za nią bardzo długo- to było ich pożegnanie, które i nas doprowadziło do łez. Niestety los klaczki był przesądzony... . Jak trudno zabrać jednego, kiedy patrzą inne oczy i też proszą - ale niekiedy nie ma innego wyjścia... no i to bardzo boli. Bardzo prosimy - wiemy, że czas przedświąteczny nie sprzyja takim decyzjom i wydatkom - ale może ktoś zrobi mu prezent świąteczny - prosimy o kontakt telefoniczny 0501 241 784. Dziękujemy za każdy grosz, za każdą złotówkę przekazaną na leczenie Kasztanka.

 

Kasztanek w klinice.

 

Kasztanek w klinice.

 

Wiara i nadzieja odchodzą ostatnie......

Niestety nadal nie mamy pomyślnych informacji dotyczących stanu zdrowia Kasztanka. Jego stan nadal weterynarze określają jako bardzo ciężki, dodając przy tym, że Kasztanek sam sie jeszcze nie poddał i z wszystkich sił  walczy o życie. Otrzymujemy dziennie wiele maili i telefonów dotyczących pomocy i z zapytaniem o stan jego zdrowia. Tak wielu ludzi poruszyła historia tego konika, że jeszcze wciąż mamy nadzieję, że mu się uda, że dane mu będzie spróbować soczystej zielonej trawki. Byliśmy u niego 31.12.2005 i zgodnie z prośbą wielu z Państwa ucałowaliśmy go w chrapki, wygłaskaliśmy, tak trudno było nam od niego odejść. Tak serdecznie przyjmuje wszelkie pieszczoty, liże po rękach i dotyka swoją głową każdą nachylającą się nad nim ludzką twarz, tak bardzo potrzebuje pieszczot i miłości. Zawsze będziemy to podkreślać to wyjątkowo cierpliwy i kochany konik, razem z Państwem będziemy walczyć o jego życie do samego końca, dopóki on sam się już nie podda........ Niestety klinika we Wrocławiu nie jest w stanie już mu pomóc, dlatego też zdecydowaliśmy się na przewiezienie Kasztanka do innej  kliniki, tym razem w Warszawie, która dysponuje wspaniałym sprzętem. Załadunek i wielogodzinny transport Kasztanka przebiegały bez zastrzeżeń, mimo, że w tym dniu panowały fatalne warunki atmosferyczne. Dziękujemy lek weterynarii  z Kliniki w Warszawie, którzy natychmiast po naszym telefonie z prośbą o pomoc dla niego zgodzili się go przyjąć. Teraz pozostało nam tylko czekanie na wyniki dodatkowych badań, którym Kasztanek zostanie tam poddany. Tak bardzo chcemy, żeby mu sie udało, żeby mógł z nami pozostać. Nadal gorąco prosimy Państwa o wspieranie leczenia Kasztanka, dopóki jest jakaś nadzieja........ bo przecież wiara i nadzieja  zawsze  odchodzą ostatnie......

Stan KASZTANKA nadal poważny......

Niestety nadal nie mamy pomyślnych wiadomości dotyczących stanu zdrowia naszego Kasztanka. Po licznych badaniach i konsultacjach weterynaryjnych okazało się, że Kasztanek ma pękniętą miednicę. Nie wiadomo dokładnie co mogło być tego przyczyną, ponieważ nie możemy dowiedzieć się od byłego właściciela co tak naprawdę się stało-czy Kasztanek się przewrócił, czy też może ktoś go uderzył. Rokowania nadal są bardzo ostrożne. Kasztanek leży już 3 tydzień i zaczynają się nowe problemy- od soboty zaczął  kaszleć dlatego dostaje antybiotyk. Weterynarze robią wszystko, aby nie doszło do zapalenia płuc, bo wtedy nie dane mu będzie spróbować zielonej trawy i zobaczyć prawdziwego słońca......................... Dlatego gorąco prosimy Państwa o dalsze wspieranie jego leczenia i trzymanie kciuków, żeby mu się udało. Siła życia w tym koniku jest olbrzymia- dzielnie walczy o życie. Z wielkim spokojem przyjmuje wszelkie zabiegi, którym jest poddawany w celu odzyskania zdrowia. Jedno jest pewne, że jeśli miednica się zrośnie to czeka Kasztanka długa rehabilitacja i już do końca życia będzie niepełnosprawny, będzie "chodził po swojemu" jak to określają nasi weterynarze. Pragniemy gorąco podziękować wszystkim Państwu, którzy dzwonicie do nas, piszecie maile -to piękne i wspaniałe, że tak wielu ludzi interesuje się losem tego chorego konika, że tak wiele osób go pokochało i chce mu pomóc. Prosicie nas, abyśmy go wyściskali i ucałowali w chrapy, co też uczynimy. Kasztanek spędzi Święta w klinice dla koni- nie będzie go z nami w ten piękny wigilijny wieczór. Pragniemy jednak Państwu powiedzieć, że  wspaniałą opiekę ma  w klinice. Leży na grubej warstwie czyściutkiej i pachnącej słomy skubiąc zielone sianko,codziennie jest szczotkowany i ma smarowane odleżyny . Został tam bardzo serdecznie przyjęty- z czego bardzo się cieszymy- dlatego jeszcze raz dziękujemy wszystkim weterynarzom, szczególnie Andrzejowi Golachowskiemu, Panu Radomirowi Henklewskiemu, Panu Jakubowi Nicponiowi, wszystkim studentom, którzy się nim zajmują a także Panu stajennemu, który polubił bardzo Kasztanka.

 

 

Już nigdy nie zobaczy prawdziwego słońca, nigdy nie spróbuje zielonej trawki, już nigdy..........

Kasztanek Odszedł...............

Nie myśleliśmy, że tak szybko będziemy pisać te słowa, jeszcze ciągle żyła wiara i nadzieja, która razem z Kasztankiem dzisiaj odeszła. Nie mamy słów, żeby wyrazić to, co teraz czujemy, my i wielu z Państwa, którzy byliście przy nim sercem i myślami. Kasztanek poruszył  tak wiele ludzkich serc i jeszcze do tej pory przychodzą maile i słowa wsparcie dla nas, że mamy o niego walczyć i się nie poddawać... Niestety dzisiejszego popołudnia on poddał się już sam..... a my przegraliśmy kolejną walkę, walkę o jego życie. Wiemy, że jest już szczęśliwy i nie czuje bólu...., ale bardzo cierpimy z powodu jego odejścia. Wiemy, że w wielu domach dzisiaj  na wieść o jego odejściu popłyną łzy, nie można się z tym tak nagle pogodzić....to niesprawiedliwe. Całe jego krótkie życie, szczególnie, warunki w jakich żył to droga przez mękę, dlaczego nie dane mu było pozostać tu z nami, zaznać miłości, ciepła i szacunku. Pozostanie wiele pytań na które nie mamy odpowiedzi....... Dziękujemy wszystkim Państwu, którzy pomogliście nam w wykupieniu Kasztanka. Dziękujemy za środki, które przekazywaliście na jego leczenie, aby miał wszystko i niczego mu nie zabrakło. Dziękujemy Klinice dla Koni we Wrocławiu, Klinice dla Koni w Warszawie. Dziękujemy studentom, którzy zajmowali się nim każdego dnia. Dziękujemy Asi, Dorotce, Oli za to, że go odwiedzały, szczególnie dziękujemy Naszej Grażynce, która mimo swojego stanu (jest w ciąży) była dzisiaj z nim do ostatnich chwil życia i przeprowadziła go przez tęczowy most, tam gdzie już czekał na niego Wiatronogi Bóg Koni, gdzie jest już wolny i biega z tymi, które odeszły. Dziękujemy wszystkim Państwu za maile, sms-y, ciepłe i serdeczne telefony z zapytaniem o jego stan i chęć pomocy. Możemy powiedzieć, że przez te ostatnie pięć tygodni życia zaznał wiele ciepła i miłości, doświadczał tego każdego dnia w klinikach, bywaliśmy u niego i wiemy, jaki był cierpliwy i kochany.

Dzisiaj Grażynka pożegnała go i ucałowała ostatni raz od wszystkich Państwa. On sam nie wiedział  ilu tu miał przyjaciół, ilu z nas cierpi z powodu jego odejścia. Bądź szczęśliwy Kasztanku, zasłużyłeś na wieczne szczęście, pewnie spotkałeś już swoją przyjaciółkę z którą się tak żegnałeś...... Pozostaniesz w sercach i pamięci na zawsze.

Kto zaopiekuje się niepełnosprawną kotką ELISIĄ?
Nowa mieszkanka przytuliska to kotka po wypadku - spadła z balkonu w bloku, prawdopodobnie chciała zapolować na muchę. Była leczona - ale niestety upadek prawdopodobnie uszkodził rdzeń kręgowy. Początkowo tylne łapki miała całkowicie bezwładne, poruszała się ciągnąć tył po podłożu.  Miała dobrą opiekę weterynaryjną i z czasem zaczęła na chwilkę podnosić się na tylnych łapkach. Największym problemem było to, że załatwiała potrzeby fizjologiczne bezwiednie - gdzie popadło, co spowodowało, że nie mogła zostać u swoich poprzednich właścicieli. Straszna tragedia zwierzaka i ludzi - dwóch młodych dziewcząt, które ją bardzo kochały. Wymaga szczególnej opieki - tak jak Bufinka - trzeba ją myć codziennie nawet kilka razy, używać maści, pudrów, konieczne są pampersy i specjalna - podawana w zastrzykach - kuracja wspomagająca układ nerwowy - to wszystko jest dość kosztowne - więc prosimy Państwa o pomoc. Może ktoś z Państwa zechciałby wspomóc codzienne utrzymanie Elisi, która tak dzielnie walczy o życie? Buffinka wogóle nie podnosi się na nóżkach a Elisia wstaje i nawet robi kilka kroków - może jeszcze będzie mogła wrócić do całkowitej sprawności.  Nie akceptuje nas - swoich nowych opiekunów-gryzie wszystkich, nie pozwala się dotykać, tęskni......Pomóżmy i dajmy jej szansę na życie i może nawet zdrowie. W jej imieniu prosimy - może ktoś chciałby zostać jej wirtualnym opiekunem?! A może ktoś chciałby ją adoptować na stałe-dać jej kochający dom - ona sobie na to zasłużyła. Jest piękna - podobna do kota syjamskiego, nawet oczy ma niebieskie.  Czy jest miejsce w czyimś domu lub sercu dla Elisi? Wiemy, że to trudna decyzja - jeśli nawet Mruczuś z jedną łapką znalazł dom - może więc i dla niej znajdzie się ktoś kto ją pokocha ?!

 

 

 



LISTOPAD 2005

My również błagamy o pomoc dla nich, pomóżcie........

One stoją 20 km od miejsca z którego ocalały Viktor i Dziadzio....

"Tym razem 12 zwierząt potrzebuje naszej pomocy. Już mówię, jak sprawa wygląda - konie zostały odebrane za długi, w najbliższym czasie komornik ma ogłosić termin licytacji. Pierwsza licytacja rozpoczyna się od 3/4 wartości rzeźnej, jeżeli dojdzie do drugiej, ceną wywoławczą będzie 1/2 wartości rzeźnej koni.

Są to konie rekreacyjne. podobno posiadają pochodzenie (papiery będą do wglądu dopiero po ogłoszeniu terminu licytacji). Termin licytacji musi być podany do wiadomości publicznej na min. 7 dni przed planowaną licytacją.

Jest 5 klaczy i 7 źrebiąt. Na 5 źrebiąt najprawdopodobniej są już chętni - w poniedziałek mają potwierdzić, ile mogą kupić. Na kasztanowatą klacz ze źrebakiem mam sponsorów, czyli zostają 4 klacze i 1 źrebię. Klacze najprawdopodobniej są źrebne. Źrebięta w wieku 3-10 miesięcy. Staramy się przekonać panią komornik, że źrebię do 6 miesiąca życia nie może być sprzedane oddzielnie.

Być może ktoś chce konika do rekreacji? Koni nie badał weterynarz, na pierwszy rzut oka znalazłyśmy opuchniętą nogę, sarkoid, nakostniaka, grzybicę - u różnych koni.

Postanowiliśmy przeprowadzić też zbiórkę. Podczas licytacji trzeba od razu zapłacić za kupionego konia, inaczej licytacja jest nieważna. Mamy miejsce, w którym po licytacji konie będą mogły czekać na odbiór przez nowych właścicieli. Jeżeli uda nam się wykupić konie z zebranych pieniędzy, zostaną one przewiezione do stajni Ten Veroniqa, który zgodził się je przyjąć bez dodatkowych opłat.

Akcję prowadzę ja - Agnieszka Zera - ponieważ KPdZ też prowadzi w tej chwili bardzo poważną sprawę.

Czasu jest mało... Proszę, powiadomcie znajomych, że jest naprawdę niebywała okazja - można nabyć konika za małe pieniądze. Ruszamy z aukcjami na allegro na rzecz tych koników, próbujemy poszukać sponsora choć na jednego zwierzaka wśród lokalnych mediów. Szukamy też ludzi, którzy mogą charytatywnie wypuścić serię plakatów z tymi konikami lub innych gadżetów. Bardzo proszę, pomóżmy... Zbliżają się święta, a uratowanie tych 12 zwierząt może być pięknym gestem na zakończenie pracowitego roku... Bo w tym roku, właściwie od wakacji, Forumowiczom Volty udało się zebrać pieniążki na wykup 6 koni!"

 

5010 2055 5811 1112 6636 6001 80
Agnieszka Zera
ul. Wielkopolska 43/10
44-335 Jastrzębie Zdrój

dopisek: konie z krakowa

 

 

Jurand już w domu!

Tydzień temu przywieźliśmy Seduma - Juranda z kliniki do domu. Został podleczony - w różnych miejscach miał pokaleczenia  i opuchnięte nogi - oraz  wykastrowany. Niestety okazało się, że z oczami  nie da się nic zrobić. Kiedy został wprowadzony w narkozę specjalista od leczenia oczu u koni mógł dokładniej go zbadać i stwierdził, że nasze nadzieje się nie spełnią - Jurand zostanie w krainie mroku. Nie widzi nic - obija się o ściany boksu i żłób - chociaż zamontowaliśmy mu taki, który nie powinien stanowić dla niego zagrożenia - musi dopiero dokładnie poznać swój nowy boks i przyzwyczaić się do niego. Na spacerze potyka się o wszystko, nie widzi żadnych nierówności terenu, żadnego dołka czy rowka, płoszy go najmniejszy hałas i przechodzące obok niego inne konie. Jeszcze nie zdążył się zaprzyjaźnić z żadnym z nich - ale będziemy starać się o to, aby któryś z nich, stał się jego oczami - przyjacielem i przewodnikiem. Czasem takie przyjaźnie zawiązują się same bez naszego udziału - tak było z Balbinką, która otoczyła jakby macierzyńską opieką Kostusia. Kiedy są razem na pastwisku traktuje go jak swojego źrebaka - broni przed innymi końmi, swoim ciałem zakrywa gdy podchodzą do niego nasze najmłodsze i najbardziej rozbrykane konie - ciągle przez nas nazywane źrebakami - gdy znajdą się zbyt blisko niego początkowo ostrzega a potem kopie. Może z czasem i Jurand będzie miał taką opiekę. Jurand ma  bardzo wyczulony słuch - nic się przed nim nie ukryje - wydaje się, że pierwszy słyszy wszystkie rozmowy, a gdy roznosimy marchew lub inne smakołyki, to choć stoi w ostatnim boksie słyszy szybciej niż inne konie, że ten pierwszy już dostał i rżeniem upomina się, aby o nim nie zapomnieć. Mamy nadzieję, że z czasem przywyknie i nauczy się rozpoznawać wokół siebie wszystko co obecnie jest nowe - tak aby jego życie w Przystani było szczęśliwe.

 

 

 

Jaśmin po operacji!

Jaśmin został wykupiony przez nas, gdy okazało się, że po diagnozie weterynarzy jego właściciel nie zdecydował się na leczenie i postanowił  oddać go do rzeźni. Miał uszkodzony staw, należało wyjąć odłamki kości , które powodowały kulawiznę i opuchnięcie nogi. Dzięki akcji prowadzonej przez Panią Kasię Stutz w Szkole Międzynarodowej przy Korpusie NATO w Szczecinie mogliśmy go uratować. Obecnie jest już po zabiegu, ale  będzie kulał nadal co ufamy  - dzięki dobrej opiece, życiu bez pracy i rehabilitacji - z czasem uda się naprawić. Gdy już wszystko będzie w porządku pojedzie do stajni pod Szczecinem ponieważ  dzięki wspaniałomyślności Dyrekcji  społeczność Międzynarodowej  Szkoły przy Korpusie NATO będzie opłacać jego comiesięczne utrzymanie i rehabilitację - dzieci, które tak wiele serca, pracy i wysiłku włożyły w przygotowanie akcji ratowania Jaśmina (zorganizowano "pchli targ", aukcje, bufecik ze słodkościami i rundkę na koniu, przygotowano także breloczki ze zdjęciami naszych koników i zakładki do książek) czekają na niego - będą nadal  mu pomagać - odwiedzać, czyścić, dokarmiać i pewnie rozpieszczać. I tu jeszcze raz serdecznie dziękujemy Pani Kasi uczącej w tej szkole za wszystko co zrobiła dla Jaśmina i co robi dla wychowania młodych ludzi w szacunku dla naszych braci mniejszych. Prosimy jednak o pomoc - niestety  nam zostaje rachunek za operację i leczenie - ufamy, że uda się nam go spłacić dzięki Państwa pomocy  -niektórzy pytają jak można pomóc - prosimy o znalezienie chętnych do wpłacenia choćby złotówki, żeby można było zapłacić za leczenie Jaśmina. Bardzo, bardzo prosimy! W najbliższym czasie zamieścimy zdjęcia Jaśmina w nowym domu pod opieką dzieci i Pani Kasi!

 

 

 

Dziękujemy za to, że jesteście!

Przy różnych okazjach różnym osobom dziękujemy za okazaną pomoc i zaangażowanie. Najbardziej  należy się ono wszystkim  naszym kochanym sponsorom, dzięki którym wszystkie nasze zwierzaki żyją-zostały uratowane, są  operowane i leczone, mają co jeść i pić, mają boksy, w których mogą się położyć -mają swoje miejsce na ziemi - dom, gdzie one są najważniejsze. Wiele osób składa się na to comiesięczne zabezpieczenie wszystkich potrzeb-wiele spośród nich to osoby, które  same nie mają  zbyt wiele (ludzie starsi, emeryci i renciści), ale są szczęśliwe, mając świadomość, że gdzieś tam na drugim końcu Polski jest zwierzak, który żyje dzięki nim. Wszystkim sponsorom stałym i osobom, które kiedykolwiek wpłaciły choć złotówkę na utrzymanie przytuliska z całego serca dziękujemy. W tym miejscu chcemy jednak zwrócić się ze szczególnym podziękowaniem do osób, które pomagają nam nie tylko materialnie, które razem z nami niosą ten wielki ciężar odpowiedzialności za życie naszych podopiecznych bo  wspierają nas dobrym słowem , podtrzymują na duchu lub poszukują stale nowych  sposobów zaradzenia potrzebom przytuliska przez organizowane przez siebie akcje, poszukiwanie sponsorów itp. Te szczególne podziękowania kierujemy do:

- Ani i Marka Rymuszko wraz z czytelnikami Nieznanego świata

- Pani Katarzyny Kresek-Urbaniak

- Pani Katariny  i Ronnego Hard ze Szwecji

- Kamy Frąckowskiej

- Joanny Nowak

- Krystyny Kaszty

- Grażyny Kwintal z Chicago

- Tomasza Grobelnego

- Katarzyny  Stutz

- Anny Jędrzejewskiej

- Agnieszki Zery

- Aleksandry Krzeszewskiej oraz  Xenii,

a także naszych wspaniałych weterynarzy:

- Julii i Michała  Mazur

- Andrzeja Golachowskiego

- Jarosława Tomana

- Mieczysława Hławiczki

oraz grupy wolontariuszek z Gliwic i Zabrza:

- Kasi, Ninki, Halinki, Justynki i Kasi

a także Mysłowic:

- Justynki, Bożenki i Jadzi.

Ponadto dziękujemy wszystkim osobom, które pomagają nam w codziennym rozwiązywaniu problemów związanych z działalnością Przystani - posyłają paczki, obdarowują potrzebnym sprzętem. Dziękujemy również wszystkim szkołom, które tak licznie nas odwiedzają, nauczycielom, dyrektorom. Potrzeba tak wiele ludzi, żeby miejsce zwane "Przystań Ocalenie" mogło istnieć. Ogromnie cieszy nas fakt, że Łańcuch Dobrych Serc ciągle się powiększa i dzięki  temu ratujemy kolejne zwierzęta.

 

Domagamy się surowego wyroku dla sprawców tego bestialstwa!!!

W związku z zajściem z dnia 18.11.2005 w Rawiczu, w dniu 27.11.2005r do Prokuratury Rejonowej w Rawiczu skierowaliśmy pismo w którym domagamy się potraktowania tego barbarzyństwa z całą surowością. Zarówno właściciel psa jak i osoba, która dokonała bestialskiego mordu na bezbronnym zwierzęciu powinny otrzymać surowy wyrok, na który z całą pewnością zasłużyły. Czekamy na odpowiedź z Prokuratury Rejonowej w Rawiczu i jeśli tylko ją otrzymamy, powiadomimy Państwa o dalszym przebiegu sprawy.

 

Artykuł z Radia Merkury 18.11.2005

Zastrzelił owczarka
Egzekucja na oczach przechodniów - w taki sposób dwóch mężczyzn w Rawiczu zastrzeliło rano psa.

Właściciel owczarka niemieckiego poprosił myśliwego o zabicie zwierzęcia, bo było agresywne wobec innych zwierząt na podwórku. Myśliwy nie miał pozwolenia na pistolet, z którego strzelał - powiedział Radiu Merkury rzecznik rawickiej policji Leszek Juszkowski.
Mężczyźni przywiązali psa do drzewa. Po pierwszych dwu strzałach zwierzę się zerwało i zacząło uciekać. Trzeci strzał oddany został bezpośrednio w łeb psa.
Myśliwemu grozi kara pozbawienia wolności do roku. Zostanie mu postawiony zarzut z ustawy o ochronie zwierząt.

 

Kto pokocha Rokiego?

Na początku listopada otrzymaliśmy telefon, że na jednej z posesji w Bieruniu jest zagłodzony i skrajnie wyczerpany pies przypominający owczarka niemieckiego. Na miejsce zdarzenia pojechała nasza Kasia z patrolem policji. To co zobaczyli wstrząsnęło nawet policjantami. Pies -a właściwie  chodzący szkielet z poranioną i zagrzybioną skórą - nie przypominał w niczym owczarka niemieckiego (może  biedak kiedyś nim był). Zwierzę było smutne, wystraszone, niesamowicie długie pazury uniemożliwiały mu poruszanie się, poza tym był bardzo słaby... on powoli umierał z głodu. W asyście policji natychmiast odebraliśmy psa, a właściciel ograniczył się jedynie do stwierdzenia..." :przecież nic mu nie jest, ja tylko nie miałem go czym karmić. To wielkie bydlę potrzebuje mnóstwo żarcia... a i tak nie szczeka...". Obraz psa był wstrząsający, natychmiast został poddany leczeniu, obecnie przebywa u naszej Kasi, która ma kilka swoich psów, które niestety nie zaakceptowały Rokiego, dlatego w najbliższym czasie zostanie przewieziony do Przystani. Początkowo był duży problem z karmieniem Rokusia, zgodnie z zaleceniami lek. weterynarii podawaliśmy mu małe ilości, teraz zaczyna Rokusiowi dopisywać apetyt. Nadal leczymy jego chorą skórę i poranione nie wiadomo od czego nogi. Bardzo Państwa prosimy o pomoc dla niego, może ktoś z Państwa da mu prawdziwy dom, którego pewnie nigdy nie miał. Może ktoś zostanie jego właścicielem i otoczy go miłością, na którą bardzo zasługuje-tak radośnie nas wita, kocha wszystkich ludzi, mimo wielu krzywd jakich w swoim życiu zaznał. Może ktoś zostanie jego opiekunem na odległość, pomoże nam w jego utrzymaniu, leczeniu, bardzo o to prosimy, chociaż marzymy o tym, aby ten kochany i ufny pies mimo swojego wieku- ma ok. 12 lat -znalazł swój nowy dom. Zasłużył na to. Prosimy o wszelką pomoc dla Rokiego, obecnie Rokuś uwielbia Pedigree Pal, którego pewnie w życiu wcześniej nigdy nie spróbował. Może ktoś z Państwa zostanie dla niego św. Mikołajem i podaruje mu paczkę z jego ulubionym Pedigree?! Czekamy na wszelką pomoc dla niego, za wszystko z serca dziękujemy i polecamy go Państwa pamięci.

Oczywiście skierowaliśmy wniosek do Prokuratury i będziemy  domagać się ukarania właściciela za znęcanie się nad ROKIM.

 

Poniżej przedstawiamy zdjęcia Rokiego po 3 tygodniach od odebrania:

 

 

 

Kolejna końska tragedia.... Kasztanek prosi o pomoc!

Każdego dnia otrzymujemy mnóstwo telefonów dotyczących pomocy dla potrzebujących koni, a teraz - zwłaszcza kiedy zakończył się sezon jeździecki -jest ich jeszcze więcej... to prawdziwy koszmar . Niestety nie jesteśmy w stanie pomóc każdemu, dlatego staramy się wybrać te najtrudniejsze przypadki, te które nie podołają trudom transportu na śmierć. W niedzielę od jednego z posterunków Policji otrzymaliśmy dramatyczny telefon z prośbą o pomoc dla konia, właściwie dla końskiego dziecka. Kasztanek ma zaledwie 16 miesięcy- jest ciężkim, zwykłym, pociągowym koniem, w tej chwili waży ok. 400 kg. Od trzech dni leży na terenie gospodarstwa w woj. świętokrzyskim, pozostawiony całkowicie samemu sobie, ponieważ właściciel nie udzielił potrzebującemu zwierzęciu żadnej pomocy. Na miejscu zdarzenia był patrol Policji i to właśnie oni poprosili nas o pomoc dla tego konia. Stwierdzili, że to młody i spokojny koń, właściwie jeszcze źrebię. Kiedy nakazali właścicielowi wezwanie weterynarza i udzielenie cierpiącemu zwierzęciu pomocy ten niestety odmówił tłumacząc to brakiem środków finansowych na opłacenie wizyty. Jedno co może zrobić to wezwać miejscowych handlarzy (znanych nam bardzo dobrze), którzy słyną z brutalnych praktyk w ładowaniu niepełnosprawnych koni. Nie mogliśmy na to pozwolić, bo wiemy, że ze swojego domu kasztanek trafi na największy targ koński w Bodzentynie, a stamtąd dopiero będzie sprzedany i przetransportowany do rzeźni- wiemy jaka to dramatyczna i trudna droga przez mękę zakończona i tak śmiercią. Nie możemy na to pozwolić, bo wielokrotnie widzieliśmy na targu w Bodzentynie sposób ładowania niepełnosprawnych ruchowo koni, UWIERZCIE PAŃSTWO TEN OBRAZ POZOSTAJE NA CAŁE ŻYCIE w pamięci, to barbarzyństwo najgorszego rodzaju. Nie pozwolimy, aby Kasztanek musiał tego doświadczyć. Dzieli nas  od niego ponad 300 km i nie mogliśmy tam pojechać, ale natychmiast- dzięki uprzejmości Policji-otrzymaliśmy numer do weterynarza, który już od niedzieli rozpoczął leczenie konika (oczywiście na nasz koszt). Rokowania są bardzo ostrożne, stan jest dość poważny- tak mówi  weterynarz prowadzący i nasi weterynarze. Jeśli tylko uda nam się go wykupić, jeśli tylko się podniesie to zostanie przewieziony do kliniki dla koni we Wrocławiu pod opiekę naszego wspaniałego wet. Andrzeja Golachowskiego, który również uczestniczy telefonicznie w leczeniu Kasztanka (konsultuje się każdego dnia z lekarzem prowadzącym służąc radą i pomocą). Kasztan jest bardzo młody, ale jego życie to droga przez mękę. W wieku ok. 4 miesięcy został kupiony na targu w Bodzentynie i od roku czasu stał uwiązany w drewnianej szopie - nie widział trawy, ani prawdziwego słońca, spędził tam prawie całe dotychczasowe życie. Nie miał możliwości żadnego ruchu, dlatego doszło do zapalenia stawów i dzisiaj leży i prosi Państwa o pomoc. Miał takie nędzne życie, więc nie pozwólmy, aby doświadczył jeszcze więcej krzywdy zanim zakończy je w rzeźni. Wiemy, że możecie Państwo zapytać dlaczego nie odbierzemy, a musimy kupić, otóż tak jak w przypadku Viki czy Jarusia, padnie pytanie - "czy Pan odsprzeda czy kieruje na ubój sanitarny (tzn. przyjeżdża rzeźnia bezpośrednio na miejsce i zabiera)"- a odpowiedź my znamy, bo słyszeliśmy ją wielokrotnie. Kasztanek nie jest zagłodzony, jest wręcz zatuczony - wiadomo w jakim celu był hodowany-a brak środków finansowych na leczenie nie jest powodem do odebrania, bo zawsze jest to drugie wyjście- skierowanie na ubój z konieczności. Dlatego też nie chcemy próbować odebrać bo procedura będzie długa, a żeby ratować musimy odkupić. Jeśli tylko zgromadzimy potrzebne środki natychmiast tam pojedziemy i będziemy negocjować cenę, obecnie właściciel chce 2,2 tys.- bo to źrebak, więc jako mięso jest cenny. Jeśli tylko ktoś z Państwa chce pomóc uratować go to z całego serca prosimy o wpłaty z dopiskiem- na ratowanie Kasztanka. Jeśli uda nam się go tylko przetransportować do Wrocławia tam już będzie pod troskliwą opieką weterynarzy z kliniki, oraz naszej wolontariuszki Asi. Jeśli natomiast będzie tak,........ że Wiatronogi Bóg koni zechce go u siebie to pozwolimy mu odejść i będziemy-  również w Państwa imieniu-  z nim do końca, do ostatniej chwili jego życia. Chociaż na koniec będzie z nim ktoś komu na nim  zależy, kto nie traktuje go jak kawałek mięsa. Już raz byliśmy w takiej sytuacji, kiedy ratowaliście Państwo z nami Maię - spotkaliśmy się ze zrozumieniem i wielkim sercem z Państwa strony - nie mówiliście,  że można było uratować inne życie. Dajmy szansę też jemu... . Z serca o to prosimy. Dziękujemy także Komendantowi Posterunku Policji, który razem z nami stanął w obronie cierpiącego i potrzebującego zwierzęcia - to jakieś światło na przyszłość, może kiedyś będzie lepiej.... Bo wiemy ile takich dramatów z udziałem zwierząt rozgrywa się każdego dnia...

Z ostatniej chwili..... trochę opadła gorączka, ale Kasztanek nadal leży-jest młody mamy wszyscy nadzieję, że zwalczy chorobę. Nie podaliśmy nazwy miejscowości z powodu natarczywości mieszkających tam handlarzy końmi, którzy byli po Kasztanka już w poniedziałek .Każdego dnia dzwonimy do weterynarza pytając o jego stan - traktujemy go tak jakby już był nasz. Nasz - bo jest w naszych sercach.

Potrzebna pomoc dla Dziadka!

Kochani nasi Przyjaciele! Kolejny raz zwracamy się do Was z gorąca prośbą, tym razem chcemy prosić w imieniu naszego kochanego konika Dziadka. Niestety nie mamy jeszcze dobrych informacji - według opinii naszych weterynarzy jego stan jest nadal poważny. Kiedy przywieźliśmy Dziadka i Viktora z bazy koni rzeźnych, okazało się, że mają zapalenie płuc. Viktor już sobie poradził z chorobą, a Dziadek mimo podawania antybiotyków nie. Prawdopodobnie wcześniej miał już problemy z płucami i COPD, ale nie był leczony i teraz trudno opanować ten przewlekły stan. Wielu z Państwa dzwoni do nas, pytając o jego zdrowie i o to, jak można mu pomóc - potrzebujemy lekarstw dla niego lub pomocy w ich zakupie. Może ktoś z Państwa używał dla swojego konika i nie potrzebuje już leków - Sputolysyn i Ventipulmin... bardzo gorąco prosimy, może ktoś z Państwa pomoże nam w zakupie tych leków (miesięczny koszt to ok. 270 zł). Po zamieszczeniu jego zdjęć na stronie internetowej, odebraliśmy wiele wspaniałych wiadomości, tak wielu z Państwa się cieszyło, że się udało. Były też takie maile, które otrzymaliśmy np. od naszych dziewczynek (grupa wolontariuszek z Zabrza i Gliwic): "Kiedy go zobaczyłyśmy, łzy płynęły nam po policzkach, wygląda jak nasz ukochany Azi, który odszedł na zawsze, dlatego tak bardzo się cieszymy, że dziadzio jest, tak bardzo przypomina nam naszego Azika"... Kasia z Krakowa napisała: "Kiedy go zobaczyłam, tak strasznie się ucieszyłam, mam wrażenie, że to mój ukochany Urbanek wrócił, jest taki podobny do niego....." Nam natomiast Dziadzio bardzo przypomina Luckiego, za którym niestety strasznie tęsknimy, zachowuje się dokładnie jak on - krzywdy wcześniej zaznane od człowieka nie pozwalają mu jeszcze nam zaufać, ale wiemy, że kiedyś będzie taki dzień, że nam zaufa i pokocha nas. Bardzo tego pragniemy... Kiedy odchodzą nasi zwierzęcy przyjaciele, bardzo za nimi tęsknimy, staramy się ich dostrzec w innych przybywających do naszej Przystani zwierzętach, wiemy, że nie da się zastąpić jednych drugimi, ale teraz żyjemy w głębokim przekonaniu, że Wiatronogi Bóg Koni dał nam Dziadzia, a wraz z nim wróciły nasze kochane konie: Lucki, Azi i Urbanek. Dlatego bardzo prosimy o pomoc dla Dziadzia, chcemy zrobić wszystko, spróbować wszystkiego, co tylko może mu pomóc, dlatego prosimy o te lekarstwa dla niego. Bardzo prosimy wszystkich bioenergoterapeutów o pomoc dla niego, aby wspierali go swoją energią. Dziadziu to wyjątkowy konik, kiedy pierwszy raz go wyprowadziliśmy na dwór, kiedy przyjechał nasz kowal Tomek, żeby zrobić mu kopytka, Dziadziu natychmiast podszedł do wozu, w którym przechowujemy marchew, stanął przy dyszlu i schylał głowę, widocznie myślał, że do pracy idzie; schylał głowę tak, jak do założenia chomąta. On sam chyba nie wierzy w to, że dzięki wielu wspaniałym ludziom, którzy go ocalili i pozwolili mu tu zamieszkać, będzie tu żył wolny, szczęśliwy i bez pracy. Prosimy o pomoc dla niego.

Zapraszamy serdecznie do Agnieszki i jej zwierzyńca!

"Tym razem konie pomogły - od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem zorganizowania podobnej imprezy. W  końcu nadarzyła się okazja, choć do ostatniej godziny powodzenie całej akcji  stało pod znakiem zapytania z powodu brzydkiej pogody. O czym mówię? Dziś  odwiedziły nas dzieci ze specjalnego ośrodka. Całkiem spora gromadka roześmianych buziek wparowała na pastwiska, żeby pogłaskać koniki. Później  ustawiliśmy kolejkę i każdy miał okazję spędzić kilka minut na grzbiecie  karej Ginji, która kilka miesięcy temu została wykupiona od handlarza. Klacz  stanęła na wysokości zadania - w stosunku do dzieci była tak cierpliwa, jakby całe życie z nimi pracowała. Podczas oprowadzanek w charakterze "osoby  towarzyszącej" krok w krok za swoją narzeczoną podążał Ptysiu. Dzieciaki i  konie bardzo szybko znalazły wspólny język; nawet się nie obejrzeliśmy, jak  małe wszędobylskie rączki zaczęły obgłaskiwać zwierzaki ze wszystkich stron - a te nie miały nic przeciwko :) Razem z Ginją i Ptysiem chciałam  gorąco podziękować Wam za tę wizytę, czekamy na Was z niecierpliwością!" - tak o tym wydarzeniu mówi Agnieszka.

Bardzo się cieszymy, że nasz kochany Ptysiek tak bardzo pokochał dzieci, że tak jak Odrusia pozwala się głaskać setkom dziecięcych rączek. U Agnieszki zamieszkały jeszcze dwa nasze konie Tancerz i Oczkoś oraz inne, między innymi takie, które sama uratowała. Można zorganizować sobie u niej kulig, ognisko -pomagając jej ratujesz kolejne zwierzęta. Gorąca prośba do wszystkich szkół, to fajna wycieczka dla dzieci.

ZAPRASZAMY - chcąc się umówić proszę dzwonić 693135440

 

 



PAŹDZIERNIK 2005

Kiedy przyjaciel odchodzi....

Kochani nasi, dzielimy się z Wami tą smutną dla nas wiadomością, niestety nie mamy dobrych wiadomości... W ubiegłą sobotę Odrusia wróciła do swojego domu, zamieszkała w swoim ulubionym boksie, właśnie w tym, do którego zawsze się kierowała, schodząc z pastwiska, chociaż nie był jej. Wielu z Państwa odwiedziło ją w tych ostatnich dniach, nie kryjąc łez wzruszenia na jej widok, wielu z Państwa pisze do nas maile ze słowami otuchy, wielu pisze o niej swoje wspomnienia, wkładając w to całe swoje serce. Odrusia to wspaniały - kochany i spokojny - koń, nawet teraz kiedy jest już tak bardzo chora, stara się zachowywać tak jak zawsze: wita każdego i można powiedzieć, że czeka na odwiedziny. Otrzymujemy też wiele listów z prośbą, żeby ją ratować, żeby nie pozwolić jej odejść... Niestety my nie jesteśmy w stanie zrobić już nic, jak tylko być z nią do końca, towarzyszyć jej w ostatnich chwilach życia, co też czynimy. Nie widzą już dla niej możliwości ratunku lekarze weterynarii, a prosiliśmy wielu z nich o pomoc. Pisaliśmy nawet w sprawie Odrusi do niemieckich i szwajcarskich weterynarzy. Niestety każdy mówi: "Już nic nie da się zrobić." Najtrudniej jest pogodzić się z tym, że kiedyś Odrusia pomagała swoim małym przyjaciołom, dzieciom, a ktoś nie potrafił zadbać o godziwe warunki  do życia dla niej, nie zapewnił opieki weterynaryjnej, a potem skazał ją na śmierć. Bardzo nas boli to, że ona sama kiedyś leczyła, pomagała, dawała radość... a teraz kiedy potrzebuje pomocy, nie można już nic zrobić. W te dni są z nią również jej zwierzęcy przyjaciele. Nie zostawia jej ten, którego tak wielu z Państwa pokochało (nie bez powodu) - jest z nią KOSTUŚ. Ten mały, zniszczony i schorowany konik kładzie się obok niej, głowa w głowę, żeby być jak najbliżej. Tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć... a łzy same leją się po policzkach - dwie końskie tragedie jakże połączone razem... ze sobą. Będziemy z nią do końca....

Kochani nasi Przyjaciele.

Pragniemy gorąco przeprosić Was za wszelkie opóźnienia jakie w tej chwili wystąpiły w naszych kontaktach z Wami, opóźnione są odpowiedzi na maile, wysyłki materiałów na akcje w szkołach, podziękowania i dyplomy. Ta sytuacja wróci w przyszłym tygodniu już do normy. Wszyscy bardzo przeżywamy to co teraz dzieje się w Przystani, Państwo nas w tym wspieracie, pisząc do nas tak piękne maile, dodające  nam tym otuchy, w tym co teraz przeżywamy. Nie ukrywamy to wielki dramat dla nas i nie tylko nas, Odrusię odwiedzają jeszcze dzieci i  młodzież, żegnają ją z nami wszyscy. Spędzamy z nią każda nasza wolną chwile, dlatego myślimy, że Państwo w pełni nas rozumiecie i wybaczycie te opóźnienia.

 

Żeby się pożegnać.....

Nie bardzo wiem jak to napisać - nie wiem od czego zacząć - chodzi o Odrusię. Ogólnie stan jej organizmu jest dobry, ale nóżki odmówiły posłuszeństwa - zwłaszcza jedna (cały czas walczyła z przewlekłym ochwatem). Trudno to napisać - ale tak jak kiedyś pomogliśmy jej uratować życie tak teraz będziemy musieli  pomóc jej  odejść. W ostatnim czasie przebywała poza przytuliskiem w miejscu gdzie podjęto ostatnią próbę  udzielenia pomocy jej obolałej nóżce, ale.......... niestety. Jutro przewieziemy ją do domu - i prosimy - kto nas odwiedzał, kto znał Odrusię - może będzie chciał do niej przyjechać - żeby się pożegnać. Wiele lat służyła dzieciom w hipoterapii, a u nas była niezmiernie cierpliwa dla dzieci, pozwalała się dotykać setkom dziecięcych rączek, mogły się do niej tulić; głaskać gdy odwiedzała je w szkołach, otaczały ją ze wszystkich stron, a ona nigdy nie bała się ich, nie gryzła, nie kopała - była dla nich bardzo przyjacielska. Może podarujmy jej  teraz troszkę swojego czasu, żeby choć na chwilkę poczuła się jak dawniej - uwielbiana - kto chciałby - zapraszamy - proszę  zadzwonić 0501 241 784

Nie zdążyliśmy  podziękować.... ale zapamiętamy na zawsze.

Tak bardzo się cieszymy, że łańcuch dobrych serc wspierających nasze przytulisko ciągle się powiększa. Cieszymy się,  z każdego nowego sponsora - przyjaciela. Często przeżywamy z naszymi sponsorami smutki i radości. Dostajemy piękne listy i słowa wsparcia - co bardzo cieszy i pomaga-ale są też bardzo bolesne chwile, kiedy ich żegnamy na zawsze, kiedy  odchodzą. Z całego serca dziękujemy Pani Margarett Reimann, której nie zdążyliśmy podziękować naszym tradycyjnym dyplomem, gdyż zanim pieniądze dotarły na nasze konto - odeszła. Pani Małgosiu -z całego serca dziękujemy i zawsze będziemy o Pani pamiętać, ma Pani swoje miejsce w łańcuchu Wielkich Serc wspierających Przystań Ocalenie.
 

Ptyś już w domu.

Czas tak szybko płynie, że nie zdążyliśmy jeszcze napisać, iż Ptyś już od dwóch miesięcy jest w swoim nowym domu. Ponieważ nam już brakuje miejsca - nie mamy wolnego boksu - Ptyś zamieszkał u Agnieszki razem z Tancerzem i Oczkosiem. Ptysiu został ocalony dzięki akcji zorganizowanej przez wspaniałą młodzież oraz dyrekcję i nauczycieli z Gimnazjum Nr 5 w Pile. Szczególne podziękowania kierujemy dla  Kamy Frąckowskiej - nauczycielki pracującej w tej szkole-która organizuje teraz różne inne akcje, aby wesprzeć codzienne utrzymanie Ptysia. Ta szkoła uratowała już Balbinkę i przekazuje pieniądze na jej utrzymanie. Mają więc Balbinkę i Ptysia! Pani Karma zorganizowała niedawno akcję zbierania środków opatrunkowych i przysłała wielkie pudło-bardzo dziękujemy za takie prezenty, dzięki którym można robić codzienne opatrunki naszym staruszkom.  Żadnego zwierzaka nie zostawi w potrzebie - od pewnego czasu razem ze swoją mamą wspiera  akcje ratowania kolejnych zwierzaków-można powiedzieć, że ma po kawałeczku z kilku naszych koników!

Wracając do Ptysia-początkowo strasznie rozrabiał - łamał ogrodzenie i gryzł inne konie, ale wszystko zmieniła miłość do karej klaczy, którą  Aga wykupiła od handlarza koni rzeźnych, a więc również uratowała od śmierci. Wiele razy go tam odwiedziliśmy i wiemy, że  jest tam szczęśliwy - Aga troskliwie zajmuje się nim jak i pozostałymi naszymi konikami, które tam zamieszkały. Ptyś jest koniem starym i spracowanym, dlatego potrzebuje witamin oraz lepszej karmy-może ktoś z Państwa pomoże uczniom Gimnazjum Nr 5 w Pile w utrzymaniu Ptysia? Może ktoś zechce zostać jego sponsorem? Z góry serdecznie dziękujemy.

 

    

 

VIKI nadal żyje w naszych sercach i pamięci.

Mija 5 miesięcy od kiedy nie ma jej z nami, ale towarzyszy nam prawie każdego dnia w myślach i w pamięci. Teraz nadszedł najtrudniejszy moment  w naszej działalności - rozpoczyna się kolejna sprawa dotycząca znęcania się nad zwierzętami -stajemy w imieniu Viki jako oskarżyciele posiłkowi .To bardzo trudne chwile dla nas. Kolejny raz przewoźnik zostanie postawiony przed sądem, za transport do rzeźni niepełnosprawnego ruchowo konia, w nieodpowiednich warunkach. Już raz uczestniczyliśmy w takim procesie (z tym samym przewoźnikiem), teraz znowu czekają nas przesłuchania, oglądanie zdjęć z tego dnia( 07.03 2005 r )i wracający ból  na widok tych, które wtedy odjechały na śmierć. Nasza desperacka walka o życie Viki trwała pół dnia i sami nie mogliśmy uwierzyć, że udało się uratować konia bezpośrednio z samochodu śmierci. Niestety na razie nie udało się doprowadzić do ukarania przewoźnika, który przywiózł Viktorię na targ do Bodzentyna. Wg relacji naszego kolegi, był to samochód ŻUK zupełnie nie przystosowany do przewozu zwierząt, z którego została zrzucona nasza Viki i dwa małe źrebaki. W trakcie postępowania ustalono, że Viki przyjechała na targ ze swoim dzieckiem-ona trafiła do transportu do polskiej rzeźni, natomiast źrebaczki, które z nią przyjechały trafiły do włoskiego transportu. Od postanowienia prokuratury o umorzeniu sprawy (dotyczącej przewozu Viki samochodem Żuk) odwołaliśmy się i czekamy na ponowne rozpatrzenie. Gorąco prosimy Państwa o pomoc, jeśli nie uda nam się znaleźć prawnika, który w formie darowizny poprowadzi ją przed sądem, to będziemy musieli skorzystać z płatnej pomocy prawnej. A może ktoś z Państwa zna prawnika, który mógłby nieodpłatnie pomóc w tej sprawie lub przygotował konieczne pisma, odwołania itp.. Są to dwa osobne postępowania - w sprawie przewoźnka, który przywiózł Viki na targowisko w Bodzentynie i drugie w sprawie tego, który ją wiózł do rzeźni. Bardzo prosimy o wsparcie naszych działań! Nie można tolerować bestialstwa  wobec zwierząt. Często piszecie Państwo do nas, że należy takie sytuacje nagłaśniać i doprowadzić do ukarania winnych (choćby ostatnio po akcji ratowania Mai i Seduma), ale nie da się tego zrobić bez prawników lub pieniędzy na ich wynajęcie.
 Cudem ocalone życie odeszło tak nagle i nadal trudno nam się z tym pogodzić-jeszcze upłynie trochę czasu zanim będziemy w stanie pożegnać Viki na naszej stronie, to jeszcze zbyt mocno boli, bo wiemy, że mogło być inaczej. Jedno co pozostało to wierzyć, że jest szczęśliwa, nie czuje bólu, spotkała się ze swoim dzieckiem, a życie na niebieskich pastwiskach jest lepsze..... wolne od okrutnego człowieka.
Będziemy Państwa informować o rozwoju sytuacji.

 

Żeby tylko zdążyć.... Uratujmy Victora!!!!

Kochani nasi przyjaciele, z wielką determinacja prosimy Was kolejny raz o pomoc. Szczerze mówiąc czasu jest tak mało, że nie wiemy czy zdążymy, choć bardzo byśmy chcieli. Razem z Agnieszka ratowaliśmy Maję i Sedumka, a teraz wspólnie chcielibyśmy ocalić kolejne końskie życie. Wczoraj Agnieszka dowiedziała się od handlarzy końmi, że mają pojechać po 39 letnią klacz i że jest możliwość jej odkupienia z miejsca, z którego ma pojechać do rzeźni. Serce mocniej nam zabiło, taki stary konik z pewnością zasługuje na godne życie. Jeszcze tego samego dnia Aga rozpoczęła zbiórkę na ratowanie klaczy i już dzisiaj na nasze konto wpłynęły pierwsze pieniądze z dopiskiem "na ratowanie BABCI". Niestety wiadomość jaką otrzymaliśmy popołudniu doprowadziła nas wszystkich do łez, smutku i żalu. Wczoraj zabrali ją inni handlarze i prawdopodobnie mieli zawieźć do którejś z rzeźni. Z wielka determinacją rozpoczęliśmy poszukiwanie Babci, która ze swojego domu została sprzedana wraz ze źrebakiem. Dzwoniliśmy po skupach, bazach i rzeźniach. Po rozpaczliwym telefonie naszemu Dominikowi udało się wejść do największego skupu koni rzeźnych w okolicy. Punkt ten jest nam bardzo dobrze znany, bo gdy nazbieramy jakąś sumę pieniędzy, dzwonimy do właściciela z prośbą o odsprzedanie jakiegoś chorego konia; żeby pozwolił nam uratować jakieś życie. Czasem się to udaje, ale często słyszymy, że był gorszy tydzień i nie ma zrealizowanego zamówienia na końskie mięso. Dzisiaj na bazie stoi może 150 - 200 koni. Część z nich wyruszy jutro w ostatnią podróż swojego życia do Włoch, a część w sobotę rano zostanie dostarczona na ubój do polskiej rzeźni, której ten Pan jest również właścicielem. Proszę, uwierzcie Państwo, jak trudno jest wejść do takiego miejsca, gdzie stoi kilkaset koni, z których każdy kończy już swoje życie, a my musimy wybrać tylko jednego...
Dlatego tez my, dziewczyny, nie wchodzimy tam nigdy - czekamy zapłakane na dole przed wjazdem do bazy. Już w czasie drogi rozmawialiśmy o tym, jak ciężko tam wejść i nie ocalić chociaż jednego biedaka, bo na wykup nie pozwala nasza dość trudna sytuacja finansowa. Po godzinie z bazy wyszedł Dominik. Okazało sie, że nie ma tam naszej Babci, ale właściciel zaproponował nam zakup starszego zniszczonego wałaszka...
Cóż można powiedzieć? Mieliśmy przy sobie 300 zł zaliczki postanowiliśmy ją zostawić żeby ratować konika. Nie można go przecież tam zostawić -z takich miejsc konie wyjeżdżają już tylko na śmierć, a "nasz" staruszek po wielu latach ciężkiej pracy dostał szansę na godne życie. Do jutra musimy zapłacić jeszcze 1700 zł. Kiedy Dominik kolejny raz wszedł do bazy, żeby pozostawić zaliczkę, zobaczył naszego konika uwiązanego na krótkim sznurku w boksie, a do niego stał przytulony młody, wychudzony i niesamowicie przerażony koń. Jak można z boksu w którym stoją dwa życia wyprowadzić tylko jedno, a drugie pozostawić na śmierć? Dominik powiedział nam, że nigdy nie zapomni tych dwóch przytulonych do siebie przerażonych stworzeń. Wiedział, że nie mamy środków na drugiego, więc na miejscu nie pytał czy jest szansa na jego odsprzedanie.
Dopiero w drodze do domu zaczęliśmy się zastanawiać co zrobić. Nie możemy jutro zabrać jednego, a zostawić drugiego, chociaż wokół w boksach stało jeszcze wielu końskich skazańców, a wśród nich małe źrebaczki.
Zdajemy sobie sprawę, że nie możemy pomóc im wszystkim - to straszne i bardzo boli. Najwięcej bólu zawsze sprawia wybranie tego jednego spośród wielu. Zawsze zdaje nam się, że oczy tych innych patrzą na nas ze smutkiem i rezygnacją, że to nie one zostały uratowane.
Jednak postanowiliśmy zadzwonić jeszcze raz do tej bazy i zapytać czy jest szansa na uratowanie drugiego konika. Początkowo właściciel w ogóle nie chciał się zgodzić, ale ok. godziny 16 otrzymaliśmy telefon, że do soboty do godziny 14 mamy czas na zapłacenie 2 tys zł, po tym czasie konie zostaną przewiezione do ubojni. W takich miejscach nie ma możliwości negocjowania ceny i czasu na uzbieranie pieniędzy. Właściciel dał nam jasno do zrozumienia, że jeśli nie zdążymy konie pojadą na mięso.
DLATEGO gorąco prosimy Państwa o pomoc. Z tego miejsca ocalały już Lakuś. Bandero, Urbanek, Nadzieja i Kolumb. Błagamy, pomóżcie też Viktorowi, takie imię otrzyma ten wychudzony, zabiedzony konik, jeśli tylko zdążymy. Prosimy nawet o najmniejsze wpłaty na nasze konto, z dopiskiem DLA VIKTORA.. Jesteśmy świadomi, że czasu jest bardzo mało, dlatego BŁAGAMY, kochani nasi podarujmy mu życie i nie pozwólmy, żeby w sobotę wyjechał w swoja ostatnią drogę.
Wszelkie informacje pod nr tel. 502 226 862 lub 501 241 784. Z serca za pomoc dziękujemy.

Dziadzio i Viktor uratowane!

Nie wierzyliśmy, że to się uda - czasu było tak mało. Tak jak pisaliśmy nie było mowy o negocjacjach - w tym miejscu się nie negocjuje ani terminu ani ceny ani konia - bierze się to co chcą sprzedać-tak był uratowany Lucky, Bandero, Urbanek, Nadzieja i Kolumb. Niestety Babci nie  znaleźliśmy - choć ostatnie wiadomości wskazywały na to, że trafiła do rzeźni w Rawiczu - było jednak już za późno. Szybko napisaliśmy wiadomość, która zamieszczona na naszej stronie internetowej została jakimś cudem natychmiast prawie przeczytana przez ludzi o wielkim sercu, chyba też rozesłana dalej, potem jeszcze dzwoniliśmy do naszych przyjaciół, którzy również dalej dzwonili - i w ten  sposób w tak krótkim czasie udało się zebrać potrzebne pieniądze, żeby wyrwać śmierci te 2 końskie życia. Pisaliśmy już jak to bardzo trudno zdecydować się kiedy tak wiele końskich oczu wypatruje szansy na  życie, ale wiedzieliśmy, że są i że można właśnie im podarować to co najcenniejsze dla każdego z ludzi i zwierząt - życie! Dziadzio-tak ma w tej chwili na imię stary wałaszek, którego nam zaproponowano. Przytulonego do niego konika nazwaliśmy Viktor - ufając , że takie imię pozwoli nam zwyciężyć w walce o jego życie. Wielu z Państwa dzwoniło ofiarując swoją pomoc - za co serdecznie dziękujemy, ale wiadomo jak to jest z przelewami bankowymi - czasem pieniądze krążą przez kilka dni - dlatego największe podziękowanie kierujemy w stronę Moniki i Roberta Gawlińskich z dziećmi, którzy wpłacili całą potrzebną kwotę na ratowanie Viktora. Zawsze kochaliśmy zespół Wilki za ich twórczość, a teraz kochamy ich jeszcze bardziej za ich wrażliwe serca, otwarte na krzywdę  naszych braci mniejszych. Pomogli nam już wcześniej podczas ratowania Mai i zakupu maty dla Kostusia-jeszcze raz dziękujemy za wszystko. Dziękujemy wszystkim osobom, które wspomogły nas w uratowaniu Dziadzia i Viktora - jak zawsze w takich okolicznościach otrzymaliśmy wiele wspaniałych telefonów, sms-ów, maili - jak zwykle nie zostawiliście tych skazanych już na śmierć  zwierzaków bez pomocy - szkoda że nie można tu zamieścić tych wzruszających rozmów, pełnych wzruszenia, często łez i uczuć, które przekazywaliście nam w ten sposób. I wszystko to sprawiło, że nie tylko mogliśmy uratować te koniki, ale teraz jeszcze poddać je leczeniu. Po przewiezieniu do przytuliska okazało się, że oba mają zapalenie płuc. Choć minęło już kilka dni Dziadzio nadal ma wysoką gorączkę, miał też uszkodzone oko z którego cieknie  ropa, oraz prawdopodobnie 28 lat - jest więc starszy niż się spodziewaliśmy. Z oględzin weterynarza wynika, że musiał mięć bardzo ciężkie życie - może pracował w górach - ma zniekształcone nogi, mięśnie mu stale drżą, a stawy w takim stanie, że gdy idzie to tak go słychać jakby rycerz w metalowej zbroi przechodził. Bardzo boi się mężczyzn, ale lgnie do kobiet-tuli się, kładzie głowę na ramieniu, podkłada się do głaskania. Viktor również ma zapalenie płuc, ale jest dużo młodszy - ma prawdopodobnie 5 lat - więc nie ma żadnych obaw o jego życie. Miał już obciętą grzywę i wycięte znaki rzeźne - przygotowanie do uboju, zdjęto mu też 3 podkowy, ale jedną zostawiono. On również bardzo boi się mężczyzn i  reaguje agresywnie - w pierwszym dniu pogryzł dotkliwie Domina. Przy oględzinach okazało się, że jest ogierem - choć powiedziano nam, że to dwa wałaszki. Kolejnym  jego problemem jest łykawość - mamy już jednego konika łykającego i wiemy, że opieka nad nim wymaga specjalnych warunków. Będziemy musieli przygotować dla niego specjalny boks no i poddać go kastracji. Viktor znalazł swoich sponsorów - rodzina Gawlińskich - a może ktoś pokocha Dziadzia - steranego życiem staruszka, który teraz ma swoją emeryturę - polecamy go Państwa pamięci.

Dziękujemy za uratowanie Seduma -Juranda!

Serdecznie dziękujemy wszystkim , którzy pomagali w uratowaniu Seduma, który na nowe życie otrzymał imię Jurand. Obecnie przebywa w klinice we Wrocławiu, gdzie został poddany badaniom diagnostycznym i leczeniu nóg-na nogach miał rany po wypadku samochodowym oraz opuchnięte mocno stawy-dopiero potem może zostać wykastrowany. Zaprzyjaźnił się z naszym Jaśminem i stał się ulubieńcem wszystkich osób przebywających w kilnice - nie widzi, ale podsłuchuje wszystkie rozmowy-wyciąga głowę z boksu, naciąga szyję i przechyla głowę na bok-jest bardzo ciekawski. Czuje się bezpiecznie i  chętnie poddaje się wszystkim zabiegom leczniczym i pielęgnacji, jest spokojny i opanowany. Szczególnie dziękujemy Państwu Ani i Pawłowi Kublik, którzy w szczególny sposób wspomogli uratowanie Seduma i nadali mu nowe imię. Tak jak obiecaliśmy wszystkim osobom, które pomagały w uratowaniu Seduma - Juranda - i dopisały, że to pomoc dla niego - z całego serca dziękujemy wymieniając je poniżej:

  • Pani Małgosia i Pani Irmina z gazety "7dni radomskich"

  • Adamus Katarzyna

  • Antoń Magdalena

  • Białokoz Ewa

  • Budzisz Agnieszka

  • Bukowińska Ewa

  • Cetler Bartłomiej

  • Ciuraszkiewicz Aleskandra

  • Cheba Katarzyna

  • Chmura Aneta

  • Chodowiec Joanna

  • Ćwiek Janusz

  • Dańczak Leszek

  • Daraczyńska Katarzyna

  • Dink Agnieszka

  • Dorobczyńska Beata

  • Dylong Jolanta

  • Feliga Joanna

  • Fokszej Sebastian

  • Frąckowska Kama

  • Gacka Karolina

  • Gawrychowska Hanna

  • Gemza Iwona

  • Goller Aleksandra

  • Górska Milena

  • Hagel Paulina

  • Hajduk Halina

  • Kaczmarczyk Justyna

  • Kabat-Mliczkowska Małgorzata

  • Kaczmarek Marzanna i Andrzej

  • Kandziak Bartłomiej

  • Kania Justyna

  • Klejne Agnieszka

  • Kilian Małgorzata

  • Konwińska Elżbieta

  • Kosakowska Urszula

  • Kosowski Rafał

  • Krajniczyn Agnieszka

  • Kublik Anna

  • Kulikowska -Bieniek Katarzyna

  • Lamża Katarzyna

  • Lenart Ewa

  • Lipowczan Jolanta

  • Lorenc Anna

  • Łojas Agnieszka

  • Macher Anna i Małgorzata

  • Matlakiewicz Aldona

  • Mrozicki Paweł

  • Narejko Izabela

  • Naskręcka Maria

  • Naszarkowska Klara

  • Nowak Sabina

  • Neldner Małgorzata

  • Olbrychowska Iwona

  • Olejniczak Monika

  • Oleksy Małgorzata

  • Otawa Tatiana

  • Osuch Anita

  • Panek Natalia

  • Pawłowicz Joanna

  • Piwowarczyk Inez

  • Poreda Agnieszka

  • Puchalska Anna

  • Rychwalska Bogumiła

  • Rymarczyk Natalia

  • Sadowska Wioletta

  • Sajewicz Marta

  • Sagan Edyta

  • Semla Patrycja

  • Skrzypczyńska Milena

  • Starzyńska Małgorzata

  • Stawiński Jarosław

  • Szarek Sylwia

  • Szulc Karolina

  • Świezawska Sonia

  • Tejszerska Karolina

  • Tusiewicz Anna

  • Wabik Artur

  • Widawska Katarzyna

  • Więckowska Maria

  • Wilczyńska Urszula

  • Wronek Małgorzata

  • Wróbel Małgorzata

  • Załogowska Marzena

  • Zielińska -Gawęda Katarzyna

  • Zemis Aleksandra

  • Żukowska Justyna

  • Dzieci ze Szkoły nr 5 w Radomiu i Pani Walczak Katarzyna

  • Ośrodek Szkolenia Kierowców Auto Szkoła Kamila-Krakowiak

  • Usługi przy projektowaniu Małgorzata Stanejko

  • "Melka" Zakład remontowo-budowlany Melka Zbigniew

Sedum uratowany.

Było bardzo, bardzo trudno porozumieć się z jago właścicielem - ale został uratowany - w końcu stanęło na 2900zł..  W tej chwili (piątek wieczór) jedzie do kliniki  we Wrocławiu, gdzie zostanie przebadany, odrobaczony zaszczepiony, sprawdzony zostanie stan jego oczu, i jeśli będzie to możliwe  w najbliższym czasie zostanie wykastrowany. Wygląda gorzej niż na zdjęciach, które zamieściliśmy na stronie (były robione wcześniej), może ma to związek z jakimiś niezdiagnozowanymi urazami po wypadku. Zaczyna nowe życie i dostał nowe imię - Jurand. Dziękujemy za wszystko - więcej napiszemy za kilka dni.

Ratujemy kolejnego konia.

Dzisiaj dostaliśmy wiadomość od redakcji gazety "7 dni radomskich" w sprawie ratowania Seduma.11-letni ogier pełnej krwi angielskiej - Sedum - to konik, którego musimy uratować! Dostaliśmy czas na zbiórkę pieniędzy, jednak właściciel rozmyślił się, w czwartek oddaje konia na rzeź! Nie możemy do tego dopuścić... trzeba mu pomóc! - bardzo chcielibyśmy pomóc, tym bardziej, że już na miejscu wiele osób zaangażowało się w jego ratowanie.

Sedum cierpi na jaskrę nabytą, w chwili obecnej jest już niewidomy. Jednak z doświadczenia wiemy, że konie ze ślepotą mogą żyć bez problemu - jak już poznają swoje otoczenie, nawet o drzwi boksu się nie ocierają podczas wyprowadzania! Dlaczego więc nie dać szansy temu pięknemu, dumnemu zwierzęciu...?

Oprócz jaskry, Seduma spotkało jeszcze jedno nieszczęście - wpadł pod samochód. Trzeba leczyć rany na nogach, trzeba zająć się opuchniętym okiem... To nie są rzeczy, których nie da się uleczyć! Tutaj trzeba działać! Niestety właściciel też podjął działania - tuczy konia, żeby dostać lepszą cenę w rzeźni... Nie pozwólmy mu umrzeć... Umknęła nam Majeczka... Może to właśnie ona z wiecznych pastwisk zwróciła naszą uwagę na Seduma...? Pomóżcie nam, prosimy! Bez Was nie damy rady!

W ostatniej chwili dowiedzieliśmy się, że może to nie być takie proste, ponieważ kiedy właściciel dowiedział się, że są ludzie chętni pomóc konikowi stale podnosi cenę-ostatnia jego propozycja jest aż absurdalna.. Ale zarówno osoby wymienione w gazecie jak i my nie składamy broni - będziemy nadal próbować-może ktoś zna sytuację na miejscu i mógłby pomóc - w artykule są nr telefonów do kogo można dzwonić. Prosimy pomóżcie on już dość wycierpiał!

ARTYKUŁ O SEDUMIE: część I, część II

Dziękujemy za miejsce, które stało sie jego domem.

W sierpniu udało nam się wreszcie odwiedzić jednego z pierwszych  wykupionych przez nas koników. Zawsze bardzo o tym marzyliśmy, ale to zbyt daleko, żeby móc pojechać tam w czasie roku szkolnego i zostawić sporą gromadkę naszych zwierzaków. Dlatego Ania pozostała w Przystani i zajęła się wszystkim dzielnie.

Odwiedziliśmy niemieckie Schronisko dla koni, w którym zamieszkał nasz Bingo (obecnie ma na imię Caruso). Nie pozostaje nam powiedzieć nic innego, jak tylko podziękować za to piękne miejsce, które stało się jego domem. Dziękujemy Pani Prezes Johane Wotke za wspaniałe miejsce, które stworzyła i z determinacją ratuje konie wywożone na rzeź, dziękujemy Pani Iwonce Stuckiej za codzienną opiekę nad Bingiem, dziękujemy jego niemieckim sponsorom, którzy zapewnili mu utrzymanie. Jesteśmy szczęśliwi, że po latach ciężkiej pracy w rekreacji Bingo ma swoje szczęśliwe miejsce na Ziemi i swojego wielkiego końskiego przyjaciela Achilla, z którym sąsiaduje jego boks.

 



WRZESIEŃ 2005

Kolejny raz Komitet Pomocy dla Zwierząt prosi o pomoc - kolejna końska tragedia...

Dożynki zbierają krwawy plon....

18.09.2005

Wczoraj podczas pochodu dożynkowego, z wielka gracją ciągnęła pięknie przystrojony wóz... dziś leży na łące i nie potrafi się podnieść! W trakcie marszu dostała silnego ataku mięśniochwatu, w jednej chwili  porażony został zad - zaczęła powłóczyć nogami, a zanim zdążono odpiąć ją z uprzęży, już przysiadała na tylnych nogach. W końcu położyła się, nie mogąc dłużej utrzymać ciężaru własnego ciała... Straż pożarna pomogła ją załadować na lawetę i  przetransportować na "swoje" pastwiska. Już nie była podziwiana... Do rana leżała na zimnie... Właściciel, choć z żalem," bo dobra była pod siodło i do bryczki" zadzwonił po "rzeźnię". Przyjechali, zważyli - 500kg. Miała od razu być zabrana do zakładu... Na szczęście dziewczynka, która się opiekowała izabelowatą Mają, zadzwoniła do nas. Cudem zdążyliśmy wszystko odwołać! Możemy konia kupić na raty... Za zaliczką. Niestety nawet tego teraz nie mamy... Nie mówiąc nic o kosztach weterynarza i przewozu klaczki do nowego domu... Błagamy, POMÓŻCIE!!!

 

 

 

 

 

 

20.09.2005

Dziękujemy za wspaniały odzew - jak zwykle nie pozostawiliście Państwo potrzebującego konika bez pomocy. To wzruszające- cieszy i budzi nadzieje na przyszłość, że nasze 60 uratowanych koni (z czego żyje 53) nie zostaną pozostawione bez pomocy. Wszystkim darczyńcom z serca dziękujemy za tak szybki odzew-wszystkich Państwa wymienimy imiennie w najbliższym czasie-chyba, że ktoś sobie tego nie życzy - chcemy jednak wspomnieć, że zespół Wilki włączył się w akcję pomocy Mai. Dziękujemy serdecznie Monice i Robertowi Gawlińskim za błyskawiczną pomoc. Dziękujemy także za wiele telefonów i maili z chęcią pomocy dla niej w dalszym leczeniu i utrzymaniu. Bardzo nas to cieszy, bo gdy mówimy iż jej stan jest ciężki i nie jest pewne czy przeżyje mimo to prawie wszyscy nie rezygnują z pomocy, nie mówią, że nie warto jeśli nie ma pewności, ale z łzami deklarują , że pomogą i że mamy dalej robić wszystko, żeby miała szansę życia. Dla wielu osób to okrucieństwo i barbarzyństwo oddać ciężarną klacz do rzeźni - więc razem z Państwa wsparciem nadal walczymy o życie Mai! Niestety nie mamy dobrych wiadomości - mimo pomocy weterynarzy, poświęcenia Agnieszki i Dominika oraz wszystkich naszych wysiłków - nie ma poprawy. Zrobiliśmy badanie krwi, USG, 2 razy dziennie dostaje kroplówkę i konieczne lekarstwa. Agnieszka mimo zimna  i braku snu czuwa przy niej całe noce - Maja już ją rozpoznaje, gdy Aga odeszła w nocy na chwilkę, żeby sobie zrobić coś ciepłego do picia to podnosiła głowę i rżała-prósząc żeby nie zostawiała jej samej!  Bardzo chcielibyśmy, żeby się udało!!!!!!

21.09.2005

"pojechałam do domu się przebrać. oczy piekły niemiłosiernie po 2 nieprzespanych nocach i od ciągłego płaczu... od poniedziałku nasze nastroje nierozerwalnie związane były ze stanem, w jakim znajdowała się Majeczka. a była to ciągła huśtawka... czuliśmy oddech śmierci, ale ona wciąż walczyła! niespodziewane poprawy dawały nam nadzieję - dziewczynka bardzo chciała żyć... więc pomagaliśmy jej, żeby w tej przeprawie z okropną chorobą nie była sama. noc z wtorku na środę była straszna... Maja chciała biec do domu, ale coś ją jeszcze powstrzymywało... prosiła o pieszczoty, podnosząc pyszczek, żeby dać buzi... mruczała w prośbie o masaż brzuszka. w szaleńczym galopie zrywała owijki z nóg, zrzucała z siebie koce i derki. to był koszmar! ale kiedy znów podnosiła głowę, patrzyła jednak spokojnym wzrokiem, jakby mówiła: „nie zostawiaj mnie, nie teraz; mam siłę, chcę spróbować raz jeszcze...” i jej cichutkie rżenie: „chodź, bądź przy mnie... boli mnie oczko, możesz wziąć moją głowę na kolana?” to było niesamowite - tak bardzo chciała być zrozumiana, tak potrzebowała bliskości... więc nie zostawialiśmy jej samej, wciąż ktoś przy niej był. także wczorajszej nocy, kiedy już się poddała i zrozumieliśmy, że musimy i teraz jej pomóc, wesprzeć ją w tej decyzji. około 1:00 w nocy Majeczka zasnęła... byłam z nią zaledwie 3 dni, 2 noce, lecz pokochałam tę dziewczynkę całym sercem. chcę wierzyć, że teraz pasie się ze swoim źrebaczkiem w końcu wolna od bólu... i od człowieka..."

Agnieszka

Dziękujemy za ratowanie Mai.

Pragniemy jeszcze raz imiennie podziękować wszystkim, którzy pomagali w ratowaniu Mai. Dużo osób dzwoniło do nas i stąd wiedziało, że jej stan jest bardzo ciężki i nie jest pewne czy uda się ją uratować, a jednak zarówno w słowach jak i w materialnej pomocy okazaliście Państwo wielkie serce i zrozumienie, że trzeba dać jej szansę do końca-jej i źrebaczkowi. Każda taka wiadomość od Państwa jest dla nas bardzo ważnym potwierdzeniem, że w naszym postanowieniu-ratowania tych najbiedniejszych, najbardziej chorych i prawie bez szans - nie jesteśmy sami, ale mamy Wasze poparcie!

Dziękujemy z całego serca (gdybyśmy kogoś pominęli to bardzo przepraszam - kiedy się robi wszystko po nocach to literki są jakieś takie podobne):

  • Katarzyna Adamus

  • Gabriela Bartecka

  • Natasza Bartkowiak

  • Małgorzata Biedrzycka

  • Monika Bryłka

  • Mariusz Chojnowski

  • Kama Frąckowska

  • Barbara Gałązka

  • Iwona Gałązka

  • Hanna Gawrychowska

  • Beata Głowicka

  • Justyna Gołaszewska

  • Justyna Grzelecka

  • Joanna Jaroszyńska

  • Agnieszka Kania

  • Mirosława Klęczek-Kasperczyk

  • Iwona Konnowska

  • Rafał Kosowski

  • Agnieszka Krajniczyn

  • Anna Kublik

  • Dominika Kulczyńska - Piekarska

  • Dorota i Piotr Kwiatkowscy

  • Joanna Lenarczyk - Przekwas

  • Monika Milusz

  • Danuta Myszkiewicz

  • Joanna Nowak

  • Magdlena Nowak

  • Monika Niewiadomska

  • Jan Podsiadły

  • Małgorzata Prokopowicz

  • Elżbieta Przytarska

  • Anna Radomska

  • Małgorzata Skok - Wlczyńska

  • Urszula Siniarska

  • Marta Sieńkowska

  • Zbigniew Skórski

  • Agata  Sobczyk

  • Paulina Sołtowska

  • Aneta Starczewska

  • Dorota  Szaran - Domańska

  • Bogna Szlósarczyk

  • Katarzyna Susz

  • Izabela Szumielewicz

  • Anna Zielińska - Gawęda

  • Gabriela Wałach

  • Maciej Widawski

  • Sylwia  Wilczyńska

  • Małgorzata Werat

  • Maria Wolosek

  • Anna Wołowiec

  • Katarzyna Wieszołek

  • Magdalena  Zalewska

  • Ewa Wronko

  • A.K Farma Agnieszka Kowalczewska

  • Biuro Tłumaczeń Ewa Wronko

  • Dzieci ze świetlicy przy SP Nr 2 w Chełmku wraz z Pania Ewą Wędzina

  • Mystic Produktion Barbara Mikuła

  • Personel San Sanvit Ciechocinek

  • Usługi przy projektowaniu Małgorzata Stanejko

  • Viz- projekt Joanna Korczyńska

  • Zespół Wilki

A może ktoś ma  niepotrzebny rower?

Uprzejmie prosimy o pomoc dla naszej wolontariuszki. Aga  mieszka 5 kilometrów od stajni, w której  opiekuje się naszymi końmi - Oczkosiem, Tancerzem i Ptysiem, które stoją tam w pensjonacie, ale ona się nimi zajmuje (Tancerza wzięła na swoje utrzymanie). To również ona wypatrzyła Maję i zaczęła jej pomagać, a teraz robi to  z nami i najwytrwalej siedzi przy niej mimo zimna i niewyspania-więc tym bardziej chcemy ułatwić jej pracę. Codziennie idzie piechotą gdyż nie ma samochodu a tą drogą nie kursuje żaden autobus...... Jest to bardzo miła i oddana zwierzętom osoba.... Jeśli ktoś z Państwa - z okolic Śląska lub Warszawy - miałby niepotrzebny rower to bylibyśmy bardzo wdzięczni w swoim i jej imieniu.. Nie istotna jest marka czy model ważne jest aby jeździł. Za pomoc bardzo dziękujemy.

 

Poszukujemy telefonu i faksu - nasze się zepsuły!

Nasze przytulisko jest w większości wyposażone w sprzęt podarowany przez różne osoby więc często ulega zepsuciu - dodatkowo jest to dom pełen zwierząt, gdzie nie żyją one w klatkach, ale chodzą po całym domu. Ostatnio zepsuły się podarowane dość dawno temu faks oraz telefon bezprzewodowy-starość i kilkakrotny upadek spowodowany przez nasze koty i Kabana, który bojąc się burzy i wybuchów petard  wpada do domu przez otwarte okno zrzucając wszystko co spotka na drodze (próbuje się schować do wanny albo nawet umywalki, wyrwał ją kiedyś ze ściany). Mamy więc prośbę - może ktoś z Państwa posiada niepotrzebny faks i telefon bezprzewodowy - może zmieniając wyposażenie domu lub biura macie Państwo gdzieś taki sprzęt, którego nie używacie-bardzo prosimy o podarowanie, gdyż ich brak sprawia nam wielki problem w codziennym funkcjonowaniu przytuliska. Z góry dziękujemy !

 

Kto zaadoptuje na odległość Wacusia.

W  sierpniu  do  naszego Przytuliska trafił Wacuś - 3 letni biało - czarny buldożek francuski. Ten przeuroczy i kochany piesek był tzw. odpadem hodowlanym, ponieważ w hodowli nie nadawał się na reproduktora, a z powodu wad rozwojowych nikt go nie kupił. Jest całkowicie głuchy, ale to kalectwo zupełnie mu nie przeszkadza, jest radosny i chętny do zabawy (szczególnie piłką) - podbił serca wszystkich odwiedzających nas gości.Kocha wszystkich ludzi i wita z taką radością jakby znał ich od urodzenia, uwielbia pieszczoty, każdemu  wchodzi na kolana. Oprócz wady słuchu Wacuś ma jeszcze inne wady genetyczne, które sprawiły, że ma uszkodzoną wątrobę, dlatego potrzebuje drogiej, specjalistycznej karmy. Jest dużo mniejszy od buldożków w swoim wieku, nie rozwinął się prawidłowo (wygląda jak miniaturka buldożka), można powiedzieć, że jest to piesek specjalnej troski. Wacuś zaprzyjaźnił się z naszym Czarusiem, śpią razem na jednym fotelu - obydwaj są głusi. Buldożki  nie żyją  długo, więc chcemy Wacusiowi dać wszystko co możliwe - każdy kto go widzi wie, że zasłużył na to. Dlatego gorąco prosimy o pomoc, może komuś spodoba się ten kochany piesek i pomoże nam w jego utrzymaniu.

 

Kochani nasi przyjaciele i sponsorzy naszych zwierzaków!

25.09.2005 w niedzielę o godz.9.55 zapraszamy do oglądania programu Animals (TVP 2). Będzie można zobaczyć Kostusia i innych mieszkańców Przystani. Prosimy o powiadomienie osób, które kiedykolwiek wpłaciły choć grosik na utrzymanie Przystani, aby każdy kto nie miał możliwości przyjechać mógł  zobaczyć uratowane przez siebie "życie" na szklanym ekranie.

Smutna, ale prawdziwa końska historia.

Proszę przeczytajcie tę bajkę, niestety treść jej jest odzwierciedleniem rzeczywistości dotyczącej sposobu traktowania naszych braci mniejszych. Jest piękna, ale i bardzo smutna, wyciśnie wiele łez, może ktoś po przeczytaniu stanie się lepszy...

"I spojrzał Bóg na Ziemię ze smutkiem. Nie był to już świat stworzony z miłości do wszystkich istot żywych. Śmierć braci mniejszych, krew wsiąkająca w ziemię, ból i cierpienie zadawane przez ludzi uzurpujących sobie prawo "Jam jest Panem życia i śmierci wszelkiego stworzenia" to wszystko wzbudziło jego gniew. I spojrzał na łąki w Raju gdzie pasły się stada roślinożernych. "Wymierzcie sprawiedliwość idźcie i zgładźcie lud okrutny." "Nie potrafimy" powiedziały konie. "Nie jesteśmy drapieżnikami jesteśmy zwierzętami uciekającymi, nie czyniłyśmy zła. Jeżeli byłyśmy agresywne to w obronie własnego życia. Ludzie w swojej pysze nie chcieli się nauczyć naszego języka przemawialiśmy - boimy się nie krzywdźcie nas, a oni pętali nasze nogi, batożyli boki, wkładali drut do naszego pyska, zamykali w ciasnych pomieszczeniach. Cierpiałyśmy w milczeniu i pokorze, bo nie obdarzyłeś nas Boże głosem przejmującym na wzór ryku lwa i skomlenia psa. I zawstydził się Bóg i postanowił zesłać na Ziemię apostołów by oświecili okrutnych. Za ich przyczyną pojawiły się fundacje ratujące zwierzęta, apelujące do ludzi o miłosierdzie, edukujące młodzież, piętnujące bezmyślne okrucieństwo. Jednak ci najbardziej zatwardziali w swoich występkach byli coraz bardziej okrutni, wspierali się wzajemnie by usprawiedliwić swoje czyny. Bóg uniósł się strasznym gniewem i postanowił zgładzić ród ludzki. Pasąca się na rajskiej łące klacz o łagodnych oczach podniosła głowę. "Nie wszyscy ludzie są źli zarżała. Ja żyłam w stajni gdzie moi ludzie dbali o nas, my konie byłyśmy szczęśliwe. Nie brakowało obroku, pastwiska były bezkresne, ciepła stajnia. Pamiętam miękki dotyk dłoni Mojej Pani na swoim karku, pamiętam wspólne galopy, zawody, miłość jaka nas obdarzała. Pamiętam jak bardzo się cieszyli kiedy urodziłam gniadą córeczkę "Nadzieję". Całe dnie spędzałam z nią na łące. Pewnego dnia gdy zmierzchało na łąkę przyszedł człowiek, ufałam ludziom, podeszłam żeby się przywitać. Przypiął mi do kantara uwiąz i poprowadził. Za mną pobiegła córeczka. Nagle za zakrętem zobaczyłam duży samochód, przeraziłam się. Mój instynkt ostrzegał mnie przed zagrożeniem. Zaczęłam się bronić, "Uciekaj ratuj się wołałam do córki" ale ona nie rozumiała też ufała człowiekowi. "Szybko pakujcie to mięso do wozu, bo może nas ktoś zobaczyć i zawołać właścicieli" krzyczał drapieżnik. Opierałam się jak mogłam ale to nie pomogło, za mną do wozu wskoczyła przerażona Nadzieja. Było ciemno, karmiłam córeczkę i modliłam się do Ciebie Boże, żeby zjawiła się Moja Pani ale ty nie słyszałeś. O świcie wypędzili nas na plac - "Bodzentyn" szeptano dookoła. Zapach krwi zobaczyłam lekarza w białym fartuchu, pachniał jak ten, który pomagał moim braciom w chorobie.. Ale ten miał martwe serce, obojętnie przechodził między końmi licząc srebrniki. Wygolono mi numer, jakaś Pani podeszła i zatarła z uśmiechem ręce "Jeszcze jeden paszport - więcej srebrników" . Moja córeczka drżąc schowała się za mnie. Zrobiło się zamieszanie wszyscy krzyczeli z kłębiącego się tłumu wyłoniła się postać o dobrych miłościwych oczach, podeszła do mnie, przytuliła się "Uratuje cię, dzieciaki uzbierały pieniądze dla Fundacji, pojedziesz z nami" . Nic z tego Powiedziała Kobieta z paszportem ona ma już numer. Spojrzałam na postać o miłościwych oczach wiedziałam że mnie zrozumie. Całym swoim jestestwem wykrzyczałam "Ratuj Nadzieję" i odstąpiłam na bok ukazując przerażoną córeczkę. I tak się stało. Na ostatnią drogę dostałam nowy czerwony jak krew kantarek. Całą drogę z braćmi odmawialiśmy modlitwę "Konia z transportu". Śmierć zgotowana przez drapieżników była okrutna ale ja cały czas myślałam o tym, że Nadzieja żyje" I Bóg zesłał na Ziemię szwadron Czarnych Aniołów Śmierci i stała się sprawiedliwość. Wszyscy ci którzy hańbili, okaleczali i okrutnie zabijali zwierzęta przed śmiercią dostali nowe czerwone buty by nie potknęli się na schodach szafotu. Na Ziemi zapanowała miłość i harmonia pomiędzy Ludźmi o dobrych sercach i Zwierzętami."

Autor: Bożena Wrona

 

Znowu mamy Luckiego!

Kolejne końskie życie ocalone, to  60 konik uratowany wspólnie z Państwem. Dziękujemy wszystkim za wspieranie naszej akcji ratowania koni, polecamy się dalszej pamięci. Wprawdzie u nas brakuje już miejsca, wszystkie boksy zajęte, a część naszych koników mieszka w pensjonatach, nie liczyliśmy, że uratujemy kolejnego, ale udało się i jest. Kiedy zadzwonił telefon z prośbą o pomoc dla konia byliśmy załamani, że nie jesteśmy w stanie pomóc. Właściciel opowiedział nam historię życia angloaraba Luckiego - chciał konia pod siodło, pokrył swoją klacz nasieniem cenionego ogiera, ale konik który się urodził nie nadaje się do sportu, ma problemy z przednimi nogami i nigdy nie będzie w pełni sprawny. Bardzo prosił nas o pomoc, nie chciał na nim zarobić- chciał go odsprzedać w cenie 1450 zł (cena całkiem przyzwoita). Dodał jeszcze, że koń ma  paszport i ma na imię Lucky Supreeme. Serce mocniej nam zabiło - jak można dopuścić do tego, żeby "szczęściarz" trafił do rzeźni - co prędzej czy później i tak by go czekało. Poza tym wróciło wspomnienie o naszym Luckym, którego w ubiegłym roku pożegnaliśmy, którego wszyscy kochali bardzo i za którym wszyscy tęsknimy (wiele osób przyjeżdżających do przytuliska mówi jak bardzo brakuje Lakusia) .Zapadła jednogłośna decyzja - ratujemy. Pozostał problem domu dla niego. Część z naszych koników trafia do naszych przyjaciół, którzy mogą im zapewnić dom bez bólu i pracy. Dlatego od razu pomyśleliśmy o Joli i Bolku (stworzyli wspaniały dom naszej Alicji) no i udało się. Serdecznie dziękujemy Joli i Bolkowi za warunki jakie mu stworzyli. Byliśmy tam i wiemy, że jest bardzo szczęśliwy i kochany. Dziękujemy również Pani Grażynce, która zajmuje się nim każdego dnia. Łasi się jak pies do swoich opiekunów i kładzie głowę na ramieniu. Ma zaledwie dwa lata, więc czeka go jeszcze długie i szczęśliwe życie.....

 

 



SIERPIEŃ 2005

Mamy nowego Prezesa!

Kolejny sierpniowy nabytek to tchórzofretka o bardzo znaczącym imieniu -Prezes. W poprzednim miejscu nie miał się nim kto zajmować więc zamieszkał u nas. Jest bardzo zabawny - całymi dniami potrafi bawić się na podwórku lub tańczy w klatce. Upodobała go sobie do zabawy szylkretowa koteczka Tytusia -można siedzieć godzinami i przyglądać się ich wspólnym zabawom. Lubią go psy - Kaban i Karuś - i często zaczepiają do zabawy. Jedynie kury omijają go z daleka. Jest bardzo sprytny - zwłaszcza w otwieraniu klatki, trzeba stosować potrójne zabezpieczenie. Obecnie śmierdzi okropnie-w najbliższych dniach czeka go kastracja. Może ktoś z Państwa chciałby zapewnić mu utrzymanie i zostać jego sponsorem na odległość? Lub może ktoś z Państwa miał kiedyś tchórzofretkę i może podarować mu klatkę lub wyposażenie, hamak czy jakieś zabawki. Obecnie dużo czasu spędza na podwórku, ale w zimie będzie musiał być w domu w klatce, trzeba mu więc zapewnić możliwość ruchu i zabawy. Prezes czeka na sponsora!

 

Podaruj dom!

W ostatnim czasie dostajemy bardzo wiele listów z prośbą o pomoc. Prawdę mówiąc tak wiele listów w prawie beznadziejnych sprawach jeszcze nie dostaliśmy. Ten ogrom cierpienia i krzywd wyrządzonych zwierzętom przez ludzi i choroby nie pozwala spokojnie żyć, zdjęcia zwierząt, które czekają na naszą pomoc śnią się po nocach. Niektóre z tych próśb umieściliśmy w dziale "zwierzęta do adopcji" - i bardzo prosimy - wszystkich  naszych wspaniałych przyjaciół - przeczytajcie i poszukajcie - może wśród znajomych lub sąsiadów jest ktoś kto mógłby dać kochający dom któremuś z tych pokrzywdzonych braci mniejszych! Czasem warto zebrać się na odwagę i zapytać - a może się okaże, że nie spodziewaliśmy się a tu wielkie zaskoczenie - ktoś okaże serce tym zwierzakom! Prosimy z całego serca - jesteście dla nich jedyną szansą!

Więcej w dziale "zwierzęta do adopcji".

 



LIPIEC 2005

Grafitek, Sajra i Allegro - proszą o pomoc!

Grafit jako wałaszek uspokoił się trochę, jest bardziej cierpliwy i zrównoważony. Jednak stan jego nogi jest zmienny - raz lepiej raz gorzej. Obecnie jest gorzej - krążenie krwi w nodze  jest zaburzone więc czasem robią się przetoki, do tego dochodzą otarcia podczas chodzenia. Bardzo potrzebujemy bandaży, waty,  bandaży elastycznych oraz maść propolisową i rivanol. Codziennie trzeba mu zmieniać opatrunki i dlatego każda ilość się przyda. Oprócz tego po zabiegu wycięcia raka kopyta codziennie trzeba zmieniać opatrunki Sajrze i Alusiowi - prosimy więc bardzo - może ktoś ma jakieś zapasy, albo inne możliwości. Z góry dziękujemy za paczki i pomoc finansową na ten cel bo wiemy, że tak jak dotychczas - nasz apel spotka się ze zrozumieniem i pomocą - Z serca dziękujemy w imieniu Grafitka, Sajry i Alusia.

 

Pomoc przyszła za późno!

Freja - takie imię otrzymała klacz (kucyk szetlandzki), którą odkupiliśmy ze stajni rekreacyjnej, po telefonach osób oburzonych stanem w jakim się znajdowała. Z powodu kolejnej bardzo poważnej awarii samochodu nie mogliśmy na miejsce pojechać od razu, jednak  zawiadomiliśmy  Straż Miejską, Policję oraz PIW. Wmawiano nam, że nie podejmą żadnych działań, ponieważ jest to konflikt sąsiedzki, odsyłano od Annasza do Kajfasza . Powiadomiony o całej sprawie Powiatowy Lekarz Weterynarii też nie widzi żadnych problemów i zaniedbań wobec zwierząt w tej stajni. Jednak postanowiliśmy ją ratować - musieliśmy ją odkupić. Po  przewiezieniu do Przystani została poddana kwarantannie, gdyż okazało się, że ma zapalenie płuc, wirusową biegunkę, nie leczone zapalenie ropne oka - gdyby przeżyła oko trzeba byłoby usunąć - oraz porozrywane ujście macicy co powodowało dodatkowo stan zapalny. Została zdiagnozowana i przez 2 dni podawaliśmy jej kroplówkę - niestety pomoc przyszła za późno. Nie dało się uratować organizmu zniszczonego przez choroby, których wystarczyłoby dla kilku koni, a co dopiero dla takiego maleńkiego kucyka-podobno wycierpiała w swoim życiu bardzo wiele. Czuwaliśmy przy niej do końca - i my i weterynarz mieliśmy nadzieję, że kroplówka pobudzi wyniszczony organizm. Gdyby była leczona wcześniej - gdyby człowiek, który ją wykorzystywał do pracy okazał jej szacunek jak istocie żyjącej , gdyby... Ale niestety - chcieliśmy jej pomóc - jednak  było już za późno. Dziękujemy serdecznie pani  Kasi Hard, która przekazała pieniądze na jej wykupienie, nadała jej imię i cieszyła się jak dziecko gdy usłyszała, że udało się ją wyrwać z tego miejsca kaźni, płakała też jak dziecko, gdy dowiedziała się, że nie zdążyliśmy z pomocą. Policji i Straży Miejskiej warto zadać pytanie - jeśli tak wygląda konflikt sąsiedzki-to jak wygląda ich zdaniem znęcanie się nad zwierzęciem-jak musi ono wyglądać i ile mieć chorób stwierdzonych przez weterynarza, żeby uznano, że warto się tym zająć. Czy musiało do tego dojść - nie, ale niestety nikt wcześniej nie zrobił żadnego kroku, żeby jej pomóc - zdjęcia mówię same za siebie-oceńcie sami do czego zdolny jest człowiek?! Po Freji zostaje nam kłucie w sercu - taka była dzielna, witała nas już jak swoich, gdy do niej wchodziliśmy, patrzyła nam w oczy tak ufnie, choć była u nas tylko 3 dni... Jeśli ktoś z Państwa może, to prosimy o pomoc w spłaceniu  rachunków za leczenie, kroplówki, prześwietlenia...

 

  

 

 

Wspaniali nauczyciele i młodzież ratują życie konikom przeznaczonym na rzeź!

Jaśmin - "Podaruj koniom Życie" takie hasło przeświecało akcji prowadzonej przez Panią Kasię Stutz w Szkole Międzynarodowej przy Korpusie NATO w Szczecinie.  Zorganizowano "pchli targ", aukcje, bufecik ze słodkościami i rundkę na koniu, przygotowano także breloczki ze zdjęciami naszych koników i zakładki do książek-dziękujemy Pani Kasi za ogromne zaangażowanie i wspaniałe pomysły. Tak wielkie poświęcenie zaowocowało szybko uratowaniem kolejnego konika przeznaczonego na śmierć. W tym samym czasie  kiedy Pani Kasia napisała do nas o zakończeniu akcji  otrzymaliśmy wiadomość o koniku, który po diagnozie weterynarza został przez swego właściciela przeznaczony do rzeźni. I nie zawiedliśmy się - gdy tylko Pani Kasia i jej uczniowie dowiedzieli się o nim natychmiast została podjęta decyzja- ratujemy!    No  i mamy Jaśmina, który musi zostać poddany skomplikowanej operacji  artropii stawu i przebywa pod opieką weterynarzy w klinice we Wrocławiu. Nie wiemy jeszcze jakie koszty będą związane z jego operacją i rehabilitacją, ale ufamy, że tak jak inne nasze zwierzęta zostanie otoczony Państwa ofiarną pomocą. Jaśmin dziękuje Ci Kasiu za uratowane życie! Jego zdrowie i dalsze leczenie zależy od nas!

 

 

Ptyś - W tej samej klinice przebywa kolejny uratowany przed rzeźnią wałaszek - uratowany przez młodzież z Gimnazjum nr 5 im. Tadeusza Kościuszki w Pile. A więc mają parkę-Balbina i Ptyś. Ptyś jest ochwacony na tylne nogi, ale prawa tylna jest w gorszym stanie (praktycznie chodzi na 3 nogach) i obecnie poddawany jest leczeniu. Nie był źle żywiony co widać na zdjęciu, ale niestety koszt leczenia był niemożliwy do pokrycia przez dawnych właścicieli, którzy ze łzami w oczach musieli podjąć decyzję o skazaniu na śmierć konia, któremu wiele zawdzięczali, który pracował na utrzymanie ich rodziny przez wiele lat. Młodzi ludzie z Piły wraz z Panią Kamą Frąckowską podarowali mu życie, ale może znajdzie się ktoś  kto chciałby razem z nimi sponsorować codzienne utrzymanie oraz leczenie i rehabilitację Balbiny i Ptysia.  Z doświadczenie wiemy, że leczenie ochwatu jest długotrwałe - prosimy więc o pomoc, aby mógł wrócić do pełni sił i szczęśliwie żyć na zasłużonej emeryturze.

 

Dziękujemy za matę dla Kostusia!

Znowu okazało się, że nasze zwierzaki mają wiernych i wspaniałych przyjaciół!  Tak wiele osób dzwoniło, pisało do nas pytając o stan zdrowia  Kostusia, wyrażało swoją wielką troskę-wielokrotnie pytanie o niego  kierowane było łamiącym się głosem, potem w słuchawce nastawała cisza i słychać było szloch - to Państwa zainteresowanie i miłość w stosunku do tak spracowanego i schorowanego konika przeszło nasze najśmielsze oczekiwania! Dziękujemy za wszystko co dla niego zrobiliście - to chyba trochę za małe słowa wobec tego ogromu troski, ale nie wiemy co można więcej powiedzieć! Matę ma rozłożoną w boksie-choć nie bardzo mu się to coś podoba i próbuje położyć się obok niej! Odleżyny się goją, a ponieważ skóra w tych miejscach swędzi to Kostuś wykorzystuje wszystko wokół siebie, żeby się podrapać-nawet krzesło, które stało przed domem - o mało na nie usiadł drapiąc się! Po odejściu Azika szuka kontaktu z ludźmi-zagląda przez okno do domu, jak tylko mu się uda to otwiera drzwi do przedsionka i wchodzi do domu. Czasem stoi sobie tak jakby czekał, żeby go wpuścić do kuchni. Koń domowy się z niego zrobił! Bardzo serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy pomogli w zakupie maty - dzięki Państwa hojności zakupiliśmy jeszcze lekarstwa, maści na odleżyny i opatrunki dla niego. Nadal jest słaby choć jedno z podawanych lekarstw bardzo pomagało mu w chodzeniu. Właśnie się skończyło-kubełek kosztuje ponad 200 zł, a jak się okazuje bez tego  zaczęły się znowu problemy ze wstawaniem i znowu trzeba go podnosić. Jesteśmy przekonani , że właśnie dzięki temu preparatowi Kostuś tak szybko się pozbierał i dlatego ośmielamy się prosić - chcielibyśmy je podawać jemu oraz  naszym innym starym i mającym problemy z chodzeniem konikom-dla niego okazało się najlepsze-może i reszcie pomoże.  Gdyby ktokolwiek mógł wspomóc ten cel- z góry dziękujemy za zrozumienie! Wszelkie maści na gojenie ran, odleżyny i wszystko co służy do dezynfekcji, oraz bandaże, plastry są nam potrzebne w każdej ilości - także z góry dziękujemy.

 

Odszedł Azi.

Jak trudno uwierzyć, że go już nie ma, żegnamy Cię AZICZKU... czytaj więcej w "te, które odeszły"

 

Smutna historia Alicji.

Nieszczęścia chodzą parami- to w naszym przypadku się kilkakrotnie sprawdziło. Pod koniec  marca przybyła nam kolejna klaczka - choć nie było o niej ani słowa na stronie. Została przekazana z powodu niemożności dalszej pracy w rekreacji i rozmnażaniu. Alicja - tak mówili do niej jej opiekunowie Jola i Bolek - miała około 20 lat i chyba bardzo trudną przeszłość. Gdy ją przekazano jedynym problemem był podobno sarkoid w okolicy oka, który trzeba było usunąć, ale -jak się potem okazało po bliznach na brzuchu - musiała w swoim życiu przejść wiele. Ponieważ nie mieliśmy żadnego wolnego boksu-kilkanaście dni wcześniej przybyli Viktoria i Kostuś-przekazaliśmy ją pod opiekę Joli i Bolkowi, którzy zapewnili jej utrzymanie bez pracy i opiekę weterynaryjną - sarkoid został usunięty. Alicja odpłaciła im się ogromnym przywiązaniem, łasiła się jak pies, prosiła o pieszczoty i stała się dla nich jak kolejny członek rodziny. Sielanka trwała niespełna 2 miesiące - 3 dni po odejściu Viki, kiedy jeszcze nie mogliśmy się pozbierać i pogodzić z tym co się stało- w nocy otrzymaliśmy wiadomość-Alicja nie żyje. To było ogromne zaskoczenie zarówno dla nas jak i dla jej opiekunów-prawdopodobnie zawał serca-po prostu przewróciła się i odeszła. Byliśmy o nią spokojni, taka sytuacja nie przeszła nam nawet przez myśl. Jola i Bolek tak troskliwie się nią zajęli, pokochali - a tu nagle..... Tak szybko odeszła, ale przynajmniej ostatnie dni życia miała ze strony ludzi to co najważniejsze - dobrą  opiekę, pomoc w cierpieniu, pieszczoty, smakołyki, życie wolne od pracy i wiele miłości-do dziś mówią o niej jak o własnym dziecku. Dziękujemy Wam Jolu i Bolku za wszystko co dla niej zrobiliście-za to, że miała w ludziach przyjaciół. Serdecznie dziękujemy także  Pani Grażynce, która sprawowała nad nią codzienną opiekę. Alicja dołączyła do grona naszych opiekunów za tęczowym mostem.

 

Nasza Balbina kochana.

Tak mówiła młodzież z Gimnazjum nr 5 im. Tadeusza Kościuszki w Pile, kiedy okazało się, że po przeprowadzonej w szkole akcji "Uratujmy konia" za nazbierane przez nich pieniądze udało się uratować 16 letnią klacz. Dzięki wspaniałej nauczycielce Pani Kamie Frąckowskiej, Dyrekcji i Gronu Pedagogicznemu oraz  wspaniałej młodzieży dochód z dyskotek, aukcji prac a nawet pieczonych przez mamy ciast przeznaczono na ratowanie konika. Kiedy  Pani Kama zadzwoniła do nas, że mają pieniądze powiedzieliśmy jej o liście od pewnej dziewczyny, która chciała ratować klacz, pracującą u jej rodziców przez wiele lat, ale z powodu choroby nie nadającą  się już do dalszej pracy - szukała dla niej pomocy. Nie zastanawiali się - nie pytali czy nie ma konika młodszego, może ładniejszego, może zdrowszego, a może takiego z papierami. Postanowili, że właśnie ta -spracowana, ciężka klacz od pola będzie ich wymarzonym, uratowanym konikiem, dla którego tak się poświęcali organizując akcję w szkole i rezygnując z wielu swoich przyjemności. Jedynym pytaniem było- czy mogą nadać jej imię- i ostatecznie wybrali - Balbina. Jest po ochwacie-czasem kuleje - początkowo było duże zagrożenie konieczności zabiegu - ale na szczęście pomogła terapia bez kliniki i ma niedźwiedzie łapy. Później ujawniły się, że są problemy z macicą, ale zdjęcie rentgenowskie ukazało, że to nic groźnego. Ma trudny charakter, jest typem samotnika, nie lubi towarzystwa innych koni, nie nawiązała relacji przyjacielskich z żadnym z nich, a najbardziej nie lubi szalejących młodych wałaszków. Mamy nadzieję, że jeszcze się zmieni. Nauczyciele i młodzież postanowili nie tylko uratować jej życie, ale również przekazywać środki na jej comiesięczne utrzymanie-już mają plany jak to  po wakacjach zorganizować. O akcji ratowania Balbinki będzie można niedługo przeczytać w dziale "artykuły".

 

Pomóżmy znaleźć mu dom - otrzymaliśmy list z prośbą o pomoc dla pieska.

"Pilnie potrzebujemy pomocy - został znaleziony doberman ze złamaną i źle zrośniętą nogą. Pies ma 8 lat jest piękny i bardzo łagodny. Jak to w takich przypadkach bywa odwdzięcza się za każdy dotyk i pieszczotę. Pies jest do odratowania trzeba mu zrobić ponowną operację. Nawet byłby sponsor aby pokryć jej koszty. Problem jest taki że potrzebuje domu! Właściciel został odnaleziony i chce się go pozbyć. Pomimo że jest pod nadzorem, niewiadomo co może zrobić z psem.  Może udałoby  się znaleźć mu dom. My cały czas próbujemy, ale to duży pies i przez jakiś czas będzie wymagał opieki, więc jest to trudne. Najgorsze że czas nagli! Mamy trzy dni, dokładnie nie znam sprawy bo znalazła go moja szwagierka: proszę o kontakt Dagmara Cześnicka tel. 602 73 66 52." - bardzo prosimy może ktoś z Państwa ma możliwość przyjąć go i zapewnić mu opiekę.

 

Nowa mieszkanka - Syrenka.

Przepraszamy bardzo, że z różnych przyczyn (a szczególnie z powodu chorób naszych koni i ogromnego nawału obowiązków) zrobiło się nam trochę zaległości. Syrenka trafiła do nas jeszcze w maju, ale z powodu braku miejsca zamieszkała u Kasi i Olka, którzy kiedyś opiekowali się Selią i Vivcią. Obecnie maja  pod swoją opieką naszego Mystica oraz baranka Domina, a teraz przyjęli  Syrenkę- około 24-letnią klacz. Wykupiły ją dziewczynki, które  opiekowały się nią w stajni w Nakle, gdzie była od 1996 roku. "Jest wspaniałym, spokojnym i bardzo cierpliwym koniem. Służyła człowiekowi całym sercem, nigdy nie była uparta lub złośliwa, rwała się do współpracy i chętnie znosiła "pieszczoty" dzieciaków, które ją uwielbiały.  Niestety to wszystko nie przekonało odpowiednich osób, dla których argumentami są brak zysków, koszty leczenia itp." tak pisały do nas dziewczynki prosząc o przyjęcie Syrenki do przytuliska. Dziękujemy im i podziwiamy za determinację i umiejętność znalezienia pieniędzy na wykupienie jej oraz przetransportowanie do nas. Taka postawa nawet wśród miłośników koni jest rzadkością-no i Syrenka ma dzięki nim zapewnione dożywocie.  "Na szczęście jej się udało. Trudno tu wymienić nazwiskami osoby, które pomogły w mniejszym lub większym stopniu. Nieważne teraz czy ktoś się dorzucił, czy wspierał duchowo - bo to też było bardzo potrzebne. To wszystko nie ma wielkiego znaczenia. Syrenka jest już bezpieczna i może spokojnie skubać trawkę.
Razem z nią szczęśliwa jest ekipa stajenna z Nakła.

Dobrze, że są tacy ludzie jak Wy, takie miejsca jak Przystań Ocalenie. Bardzo Wam dziękuję! " - napisała Iwona

Tak jak większość starych koni, wyeksploatowanych przez człowieka w rekreacji ma problemy ze stawami i utyka. Gdyby ktoś z Państwa chciał wspomóc jej leczenie - prosimy o pomoc w zakupie lekarstwa - podaje się je przez długi czas i dlatego jest to dość kosztowne - bardzo prosimy - to pomoże jej w dobrym, pozbawionym bólu życiu na zasłużonej emeryturze.

 

Podrzucony szczeniaczek znalazł dom.

Bardzo się cieszymy, że tak szybko udało się znaleźć mu stałą i dobrą opiekę.

 

Dzieci Romy adoptowane.

Udało się także wyadoptować kociaki Romy, a mama została wysterylizowana i wygląda na to, że spodobało jej się mieszkanie u nas i nie ma zamiaru się wyprowadzić-przyszła przecież nie wiadomo skąd.Na razie więc zostaje-chyba,że znajdzie się osoba chętna do adopcji dorosłej, zdrowej i spokojnej kotki.

 

Kotki do adopcji.

Szukamy domów dla dwóch kotek-około 3 miesięcznych-pięknej szylkretowej i szarej z białymi łapkami. Na razie nie mamy zdjęć ,ale jak będą to dołączymy. Są jeszcze kotki w trakcie leczenia kociego kataru, ale prawdopodobnie nie uda się uratować ich oczu-być może będą miały tylko jedno oko-bardzo prosimy osoby o sercu pełnym miłości-jeśli ktoś ma możliwość podarować im dom prosimy o tel. 0502 226 862.

 



MAJ 2005

Kontrole transportów.

W maju wraz z Inspekcją Transportu Drogowego przeprowadziliśmy kontrole 4 transportów z końmi i 1 z bydłem jadących poza granice naszego kraju. Niestety musimy przyznać, że niewiele się zmieniło w podejściu osób odpowiedzialnych za transport zwierząt. Mimo przepisów, ustaw i rozporządzeń, mimo szkoleń którym poddani są przewoźnicy nikt nie dba o pojenie zwierząt podczas transportu, samochody nie są wyposażone w poidła oraz brak w nich ściółki. Ciekawe w jaki sposób przeprowadzane były szkolenia, jeśli przewożący zwierzęta kierowcy nic nie wiedzą o konieczności pojenia i o ściółce. W związku z nadchodzącym latem i upałami można sobie tylko wyobrazić mękę zwierząt podczas transporcie bez picia i na mokrym nie
ścielonym podłożu. Może ustawy są dobre-ale transport zwierzat  wygląda inaczej.

Sajra w szpitalu.
Sajra przeszła operację guza na kopycie. Na szczęście narośl została zauważona i zoperowana bardzo szybko. Obecnie wszystko jest dobrze, a resztę czas pokaże. Bardzo serdecznie dziękujemy Pani Agnieszce, która sponsoruje miesięczne utrzymanie  i Pani Asi z Wrocławia, które odwiedzały Sajrę w
szpitalu. Pani Agnieszce szczególnie dziękujemy za własnego wypieku ciasteczka - wszystkie nasze konie przepadają za nimi - muszą być pyszne.

Guz kopyta u Allegra.
Kilka dni później podobną narośl znaleźliśmy u Aliego. Na szczęście guz był usytuowany w innym miejscu - i nie trzeba było wieźć go do szpitala, tylko został usunięty na miejscu. Ali nie lubi zmiany opatrunku. Podczas tych zabiegów, ten okaz dobroci i spokoju nagle staje się agresywny. Mamy cały czas nadzieję, że zarówno u Sajry jak i Aliego nie będą to guzy złośliwe.

Felisia znalazła dom.
Nasza kotka specjalnej troski z niedowładem przedniej łapki znalazła dom. Zamieszkała w Wałbrzychu u wspaniałej Pani Marzeny i będzie tam miała towarzystwo kastrowanego kocurka. To niesamowite, że nawet  takie kalekie zwierzęta są adoptowane i mają szanse na wspaniałą opiekę i miłość ludzi. Dziękujemy Pani Asi z Wrocławia, która wśród swoich znajomych znalazła ten wspaniały dom dla Felisi. A Felisia jest wyjątkowo wdzięcznym kotkiem nie sprawia żadnych problemów. Dziękujemy, że są ludzie, którzy nie wstydzą się
i nie widzą problemu w opiekowaniu się kalekim zwierzęciem, że dają im szansę dobrego życia!

Fortuś odwiedził swoje dzieci!
Kolejny raz społeczność Szkoły Podstawowej nr 40 w Tychach zorganizowała festyn szkolny, z którego część dochodu przeznaczono na utrzymanie Fortusia - dzieci tej szkoły pomogły w uratowaniu mu życia i nadały imię. Fortuś pierwszy raz odwiedził swoje dzieci, które  dla niego zbierają
makulaturę i puszki a nawet listy do niego piszą. Takiej radości dawno nie widzieliśmy - choć część dzieci była już kilkakrotnie w naszym przytulisku, i widziały swojego podopiecznego - to jednak fakt, że teraz Fortuś odwiedził  je
w szkole - wywołał  niewyobrażalną radość. A Fortuś zachowywał się bardzo grzecznie - choć jeszcze nigdy nie widział takiej wielkiej liczby ludzi, którzy na dodatek chcą go głaskać, przytulać i robić zdjęcia.

Odeszła Viki.
Jeszcze teraz napisanie tej wiadomości przychodzi nam z trudem. Nikt z nas takiego scenariusza nie zakładał - więc jesteśmy zdruzgotani. Viki - z powodu przykurczu ścięgien została poddana operacji w szpitalu dla koni dr P. Golonki w Gliwicach. Początkowo wszystko było dobrze i cieszyliśmy się bardzo, że w przyszłości będzie mogła lepiej chodzić. Niestety z powodów do dziś niewyjaśnionych przez opiekujących się nią po operacji weterynarzy doszło do martwicy w operowanej nodze. Przewieźliśmy ją do kliniki w
Wrocławiu, ale okazało się, że na pomoc było już za późno-liczyła się każda godzina, każdy dzień, a gdy wreszcie zostaliśmy poinformowani o jej stanie pomoc okazała się  niemożliwa. Boli nas niezmiernie fakt, że zostaliśmy oszukani!.. Odwiedzaliśmy ją w szpitalu, niemal codziennie, byliśmy jeszcze poprzedniego dnia - ale wpierano nam, że wszystko jest pod kontrolą. Zdziwiło nas to że będzie leczona dłużej niż się spodziewano ale nie mówiono o zagrożeniu życia... Może dla niektórych  to tylko koń - jeden więcej, jeden mniej - a dla nas to była nasza Viki. Chcieliśmy jej dać szczęśliwe życie po wielu latach cierpień, ale się nie udało, ktoś odebrał jej tą szansę. I co tu jeszcze dodać............już kilka razy zabieraliśmy się do napisania  - pożegnania Viki - ale jakoś nie wychodzi-jak już trochę przestanie boleć to napiszemy o niej więcej... Serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób pomogli ją uratować - Dominowi, który z determinacją gonił samochód wiozący ją do rzeźni w Jaśle, cudem wyrwał ją z transportu na śmierć, a potem całą noc poświęcił na przewiezienie jej do kliniki we Wrocławiu -  niestety  cudem uratowane końskie życie zostało..........
Dziękujemy też wszystkim osobom, które pisały do nas listy, maile oraz dzwoniły ciesząc się z wiadomości o jej uratowaniu, za wszystkie łzy, słowa wsparcia, za pieniądze na jej wykupienie i leczenie. Dziękujemy za wszystkie wpłaty-mniejsze i większe - a szczególnie naszej kochanej Mirce z Brzegu, która gdy tylko dowiedziała się, że potrzebne są pieniądze na ratowanie Viki we Wrocławiu natychmiast je przekazała. Dziękujemy personelowi kliniki  we Wrocławiu , a szczególnie Panu Prof. Ratajczakowi oraz Panu Dr Andrzejowi
Gołachowskiemu. który do końca wierzył, że się uda, pocieszał nas i podtrzymywał na duchu - szkoda, że się nie udało. Największe podziękowania kierujemy dla Joasi Nowak z Wrocławia, która odwiedzała ją codziennie, czesała, karmiła, organizowała wszelką potrzebną pomoc - walczyła do końca. Nie zostawiła nas bez pomocy w najtrudniejszym momencie, gdy musieliśmy podjąć decyzję o eutanazji i w szoku nie umieliśmy załatwić samodzielnie wszystkich spraw, które pozostały po odejściu Viki. Wkrótce będzie można o Viki przeczytać więcej - te, które odeszły........


Grafitek został wałaszkiem!
To też jest cudem uratowane życie - nikt nie dawał mu szans-a jednak żyje, czuje się dobrze, choć - jak to widać na zdjęciu - nigdy nie będzie sprawny jak ninne konie. Ale można powiedzieć, że gdybyśmy go nie ograniczali to pewnie chciałby na tej nodze skakać przez płoty. Kilka dni temu został wykastrowany - więc nie jest obecnie zbyt szczęśliwy. Ale to wszystko dla jego dobra - zbytnio zaczynał  oglądać się za klaczami. Bardzo potrzebujemy nadal środków opatrunkowych - wata, bandaże, plastry - potrzebna jest każda ilość, bo codziennie trzeba zmieniać opatrunek na nodze - tych Państwa, którzy mogą prosimy o pomoc w tym zakresie. Poszukujemy też osoby, która będzie mogła uszyć specjalny but dla niego - bardzo prosimy o kontakt - 0502 226 862. Dziękujemy Danusi z Chorzowa wraz z rodziną za zaadoptowanie Grafitka i codzienną opiekę. Trafili mu się wspaniali opiekunowie! Dziękujemy za wszelkie wyrazy wsparcia związane z Grafitkiem - piękne listy, telefony-szczególnie od czytelników Nieznanego Świata, oraz za paczki z różnymi lekarstwami, maściami, ziołami - zapewne to wszystko razem daje mu szansę życia.

 

 

Nasza interwencja w sprawie transportu świnek!
O naszej interwencji w sprawie transportu świnek, który zatrzymaliśmy w Poznaniu można przeczytać w archiwum aktualności - a w interwencjach zobaczyć krótki film. Po naszej pisemnej skardze powiatowy Lekarz Weterynarii w Pile
odwołał  w trybie natychmiastowym lekarza weterynarii wyznaczonego do badania zwierząt umieszczonych na rynku i wystawiania świadectw zdrowia. Wystąpiliśmy też do rzecznika odpowiedzialności Zawodowej Wielkopolskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej i zostaliśmy poinformowani, że wszczęto postępowanie wyjaśniające przeciwko weterynarzowi, który dopuścił do transportu zwierząt w takich warunkach. Czekamy jeszcze na rozpatrzenie tej sprawy przez prokuraturę. Może dzięki takim działaniom coś się zmieni w przestrzeganiu prawa i stosunku do zwierząt.

 

Uratujmy szczeniaczki!

Błaganie o ratunek dla małych szczeniaczków !

Małe szczenięta pilnie potrzebują ratunku i bez Waszej pomocy zginą. W Warszawie na Mokotowie biedny bezdomny człowiek o litościwym sercu opiekuje się gromadką 20 małych szczeniaków, podobnych do wilczurów. Właściciel sam znajduje się w tragicznej sytuacji i nie jest w stanie zapewnić im dalszej opieki. Zrozpaczony  błaga więc o pomoc w uratowaniu swoich podopiecznych. Małe pieski potrzebują dachu nad głową, ciepła, pożywienia i poczucia bezpieczeństwa. Nie pozwólmy zginąć tym małym bezbronnym istotkom. Uratowane, będą cieszyć się życiem i odpłacą za to wiernością i miłością tak wielką, w ludzkich kategoriach nie da się jej zmierzyć.

Bardzo prosimy o pomoc w znalezieniu dla nich domów.

Sprawa jest bardzo pilna.

Kontakt:

Grażyna   0603-586-183

Krzysztof    849 06-08

 

Apel - pomóżcie w zorganizowaniu wystawy !

Organizujemy drugą już wystawę, z której dochód przekazujemy na schronisko. W planach był koncert ale nie wypaliło. Dlatego pilnie poszukujemy prac (pastele akwarele zdjecia i inne). Byle na poziomie-prace muszą być dobre- bo miejsca jest mało - a nie możemy robić płatnych wejściówek  dlatego liczymy na zyski ze sprzedaży. Jednak przyjmujemy wszystkie prace - reszta po prostu zostanie sprzedana na stoisku, a nie na licytacji. Wystawa będzie 4-11czerwca 2005 więc czasu nie jest dużo! Prace muszą wisieć w miejscu wystawy  do końca maja!!! Tak więc sprawa jest pilna. Poprzednio dzięki zebranym pieniądzom udało się uratować Aziego - jaki teraz jest śliczny i szczęśliwy! Może i tym razem skończy się sukcesem? Ale do tego potrzebna nam Wasza pomoc-może pomóc każdy - kontakt: czarna_hancza@o2.pl Czekamy na pomoc - Justyna, Halinka, Nina.

 

Przyłączamy się do tego apelu - poprzednią wystawę dziewczynki zorganizowały tak wspaniale, że wiele dorosłych osób nie mogło wyjść z podziwu. A owocem tych działań jest Azi, który dzięki nim został wykupiony . Wystarczy zobaczyć jego zdjęcia, żeby przekonać się czy warto było - teraz wygląda jeszcze lepiej, czasem biega po pastwisku jak młodzieniaszek. A to, że żyje zawdzięcza dziewczynom. Wcześniej te same dziewczyny  utatowały Sama! Pomóżcie im -bardzo o to prosimy -bo robiąc tak niewiele można dać tak wiele tzn. życie.

 

Natalka już się zadomowiła na dobre.

Jak widać na zdjęciach znalazła sobie u  nas  wielkiego przyjaciela. Bardzo zaprzyjaźniła się z naszym  barankiem Jarusiem, jedno nie może nigdzie wyjść bez drugiego. Natusia jest bardzo koleżeńska i chętnie nawiązuje nowe znajomości z wszystkimi naszymi zwierzakami, szczególnie upodobała sobie konika Kubusia ,oraz całymi dniami zagląda do naszej świnki Haidi. Powoli wraca do zdrowia i jest uwielbiana przez wszystkie osoby odwiedzające nasze Przytulisko.

 

 



KWIECIEŃ 2005

Tragedia zwierząt na drogach!

Tego samego dnia, gdy wracaliśmy z ośliczką do domu spotkaliśmy przypadkowo transport świń do rzeźni. Zwierzęta przewożone były w potwornych warunkach - w ogromnej ciasnocie, bez ściółki, zadeptywały się podczas drogi, 2 sztuki leżały padłe. Ponieważ zauważyliśmy ten dziwny transport przypadkowo na skrzyżowaniu-samochód nie był przystosowany do przewozu zwierząt-postanowiliśmy go zatrzymać i sprawdzić. Telefonicznie poprosiliśmy  o pomoc policję-i tu dziękujemy za szybkie przybycie i profesjonalne podejście Sekcji Ruchu Drogowego w Poznaniu , patrolowi o numerze bocznym 033.Okazało się, że przewoźnik  nie ma koniecznych zezwoleń na przewóz zwierząt tym samochodem, a dokumenty, które okazał kierowca wystawione były na inny samochód. Cierpienie tych zwierząt można sobie tylko wyobrazić -patrząc na krótki film, nagrany na miejscu przez ekipę telewizji regionalnej- zamieszczony na naszej stronie w dziale " interwencje". Cała sprawa jest przejawem świadomego łamania prawa, a szczególnie Ustawy o ochronie zwierząt, jest przejawem wyjątkowego okrucieństwa. Te zwierzęta są traktowane jak przedmioty - a może nawet gorzej, bo gdy się przewozi przedmioty to się dba o to, żeby się nie poobijały, nie połamały. Pewnie gdyby się udało to wciśnięto by tych świnek więcej - jak węgiel albo piasek. Będziemy dalej monitorować tą sprawę, żeby właściciel zakładów mięsnych do których jechały te zwierzęta został ukarany. W drodze powrotnej - jakby tego wszystkiego nieszczęścia było mało-zepsuł się nam samochód i to tak skutecznie, że nie mogliśmy jechać dalej. Gdyby nie pomoc Pani Natalii Wojciechowskiej i Pana Piotra Kazińskiego z Poznania, to razem z Natusią spędzilibyśmy noc na 5 stopniowym mrozie. Serdecznie im dziękujemy.

 

 

 

 

Kaleka koteczka!

Do naszej kolekcji kalekich kotów dołączyła czarna koteczka po wypadku. Ma źle zrośniętą łapkę, tak wydłużoną, że ciągnie ją po ziemi. Jest wyjątkowo miła i spokojna. Zamieszkała w wiklinowej budce i  prawie stamtąd nie wychodzi - chyba, że zobaczy ludzi i chce się popieścić. Wołamy na nią Felisia, bo do złudzenia przypomina kotka z puszki karmy Felix. Koteczka poleca się Państwa pamięci, może ktoś zechce zaadoptować ją na odległość i przekazywać środki finansowe na jej utrzymanie, za co z góry serdecznie dziękujemy... a Felisia głośno mruczy.

 

Bury!

Tak ma na imię kolejny konik, który trafił do Przystani. Ma około 20 lat, ciężko pracował na polu i w gospodarstwie w górach. To, że żyje na emeryturze zawdzięcza wspaniałym siostrom - Bożence, Basi oraz reszcie rodzeństwa, których imion nie znamy. Jest okazem spokoju i łagodności- bardzo przyjaźnie nastawiony do ludzi, można powiedzieć, że zachowuje się jak pies. Rozumie wszystko co się do niego mówi, jest niezwykle posłuszny i opanowany. Trzeba przyznać, że u poprzednich właścicieli był zadbany i dobrze odżywiony. Dziewczyny odwiedzają go, martwią się o niego jak o członka rodziny. Poruszyły niebo i ziemię, żeby uratować go w momencie, gdy stał się nieprzydatny do dalszej pracy. Wspaniałe-godne podziwu i dziewczyny! Był z nami w Warszawie na festynie z okazji Dnia Ziemi i podbił serca wielu warszawiaków.

 

Roma urodziła!

Koteczka, która niewiadomo skąd sama się do nas wprowadziła (daliśmy jej na imię Roma) okociła się. Jako dobra matka broniła małych przed wszystkimi intruzami - biła wszystko co pojawiło się w zasięgu jej wzroku. Maluszki już otworzyły oczka i zaczynają łazikować po domu. Roma ma z nimi urwanie głowy - są 2 koteczki  i 3 kocurki. Za 3 tygodnie będą gotowe do adopcji - chowają się zdrowo i są piękne. Bardzo prosimy o pomoc w znalezieniu domów

dla tych kociaków!!!!!!

 

Serdeczne podziękowania!

Nie da się wyrazić słowami wielkiej wdzięczności za serce i pomoc jaką okazali naszemu Stowarzyszeniu oraz mieszkańcom naszego przytuliska-Przystań Ocalenie- Pani Natalia Wojciechowska i Pan Piotr Kaziński z Poznania.

Pomoc Pani Natalii i Pana Piotra przyszła niespodziewanie i to w sytuacji, dla nas najtrudniejszej, a właściwie beznadziejnej. Po nieprzespanej nocy i przebyciu kilkuset kilometrów w celu ratowania osiołka (który będzie nosił imię Natalia) oraz po długotrwałej interwencji w sprawie transportu świń do rzeźni  w potwornych warunkach, łącznie z pomocą w rozładowaniu samochodu z 80 świnkami, wyruszyliśmy z Poznania w drogę powrotną do domu i mieliśmy do przebycia kilkaset kilometrów-zepsuł się nam samochód. Byliśmy na obcym terenie zapadła noc, nastał 5 stopniowy mróz , a my staliśmy w ciemnościach na poboczu drobi i jedyne co nam pozostało to nocować w tym miejscu. Właściwie żadnego rozwiązanie z tej sytuacji nie było i myśleliśmy, że na żadną pomoc nie mamy co liczyć- ale okazało się , że Pan Piotr zorganizował noclegi dla nas i dla ośliczki Natalii, zakupił potrzebne części do samochodu i opłacił mechanika, który je wymienił, oraz obdarował różnymi prezentami mieszkańców naszego przytuliska. Byliśmy tak zaskoczeni dobrocią i niesamowitą ofiarnością, że początkowo nie mogliśmy w to uwierzyć.To było jak w bajce. Serdecznie dziękujemy-takich wyjątkowych ludzi spotyka się rzadko, ale my mamy to szczęście, że ze wzglądu na nasze zwierzaki spotykamy wielu dobrych i wspaniałych ludzi-sponsorów, sympatyków, wolontariuszy.

 

I tylko brakowało nam osła!

20 kwietnia zamieszkał w przytulisku osioł - a właściwie ośliczka. Otrzyma na imię Natalka - na cześć Pani Natalii, która udzieliła nam nieocenionej pomocy podczas drogi powrotnej z ośliczką , gdy zepsuł się nam samochód. Historia życia tego osiołka nie jest dokładnie znana, bo  przechodziła z rąk do rąk. U ostatniego właściciela była krótko, więc tak właściwie niewiele  o niej  wiadomo. Ale jedno wiadomo, że jest chuda, zaniedbana, źle żywiona, ma placki gołej skóry bez sierści-z powodu niedożywienia i brudu. Jest jednak urocza - spokojna-choć złości się przy czyszczeniu kopyt (nie była tego nauczona). Gdy  tylko wyprowadziliśmy ją z przyczepy przywitała wszystkich swoim radosnym iaiaia - a głosik to ona ma!. Teraz budzi wszystkich w ten sam sposób o 5.30 rano! Po wizycie weterynarza i kąpieli może wychodzić na spacery i trochę zdziwieni są jej końscy towarzysze dziwnymi odgłosami, które wydaje - ale tak ogólnie to przypomina konia! Mamy nadzieję, że będzie się chowała zdrowo!

 

Belweder w nowym domu!

Niedawno informowaliśmy o tym, że Belweder ma nowy dom-a oto zdjęcie z suczką, która zawojowała go całkowicie. Udało mu się- jest tam kochany i szczęśliwy - ma wspaniałych opiekunów i jeszcze znalazł dziewczynę! Dziękujemy serdeczne Uli i dzieciom-Asi i Wojtkowi  za wszystko co dotychczas zrobili dla wszystkich mieszkańców Przystani oraz za podarowanie wspaniałego, pełnego miłości domu Belwederowi. Dziękujemy za to, że wspieracie nas w naszych poczynaniach, że sami macie głowy pełne pomysłów-jak zapewnić codzienne utrzymanie  wszystkim zwierzakom  w przytulisku. Za ogromne serce dla mieszkańców Przystani -serdecznie dziękujemy!

 

 

 

Dzień ziemi.

W niedzielę 24 kwietnia Komitet Pomocy dla Zwierząt w Tychach reprezentowany przez Grażynę, Dorotę, Dominika i trzech Piotrów  przeniósł się z Tych na Pole Mokotowskie w Warszawie, gdzie trwały uroczyste obchody Dnia Ziemi. Wraz z nami pracował dzielnie i wytrwale na utrzymanie swoich współbraci w naszym schronisku mały wielorasowy konik Bury. Dwudziestoletni Bury przez całe swoje życie pracował ponad swoje siły, ciągnąc wóz i pług. W nagrodę czekała go rzeźnia. Na szczęście, w tej chwili może spokojnie odpoczywać wśród innych naszych koni, syty, czysty i bez bata nad głową.

Wróćmy jednak do festynu z okazji Dnia Ziemi. Na naszym stoisku można było zakupić różne materiały promocyjne jako cegiełki na utrzymanie schroniska. Były koszulki i kubki z naszym logo, balony, kalendarze, obrazki koni malowane przez wolontariuszy, pocztówki ze zdjęciami koni – mieszkańców naszego przytuliska, a także różne figurki zwierząt podarowane nam przez dobre ludzkie dusze. Można było obejrzeć zdjęcia z transportów żywych koni na rzeź oraz z targów końskich. Zbieraliśmy ponadto podpisy pod petycją w sprawie zamknięcia największego targu końskiego w Europie, w Bodzentynie koło Kielc. Jest to chyba najbardziej tragiczne miejsce w naszym kraju i pomijanie milczeniem tego bezmiaru cierpienia żywych istot jest w XXI wieku niedopuszczalne. Targ koński w Bodzentynie w obecnej formie stawia pod znakiem zapytania wszelkie rozprawy o wielkiej wrażliwości ludzkiej na ból i cierpienie. Bodzentyn jest potwierdzeniem, że wciąż tkwimy w średniowieczu, a pojęcie humanitaryzmu jest nam obce.

 

Przez cały dzień nam Polem Mokotowskim świeciło słońce, co sprzyjało frekwencji zainteresowanych. Obchody Dnia Ziemi przyciągnęły bardzo wielu mieszkańców miasta. Całe rodziny zwiedzały poszczególne stoiska. Nasze stoisko także cieszyło się zainteresowaniem, a trochę korzystał z tego także Bury pałaszując podarowany cukier i marchewki. Odwiedziło nas bardzo wiele osób, w tym naszych przyjaciół, od dawna nas wspierających. Poznaliśmy też nowych sympatyków, osób wrażliwych na krzywdę i cierpienie zwierząt. Kontakt z takimi ludźmi daje nam poczucie wspólnoty i wiarę, że nie jesteśmy sami w naszej pracy.

 

Wszystkim więc dziękujemy serdecznie za wszelką pomoc, bez której nie moglibyśmy utrzymać naszego przytuliska. Dziękujemy za wsparcie duchowe i za kupowanie cegiełek. To dzięki Wam mieszkańcy Przystani ocaleni z otchłani cierpienia, mają spokojne życie, dach nad głową, leki i pożywienie. Dziękujemy i bardzo liczymy, że pomożecie nam, aby tak było nadal.

 

Wspólnie uratujmy Tybeta.


Tybet całe swoje życie przepracował jako koń do hipoterapii, gdy zachorował i stał się bezużyteczny właściciele chcą sprzedać go do ubojni. Ironią losu jest to ze Tybet wykorzystywany do leczenia dzieci z bezwładem nóg teraz, gdy sam ma chore nogi i cierpi w podzięce od ludzi otrzymuje wyrok śmierci.
Naszą ambicją i potrzebą serca jest uratowanie tego konia, by godnie dożył swoich dni na zasłużonej emeryturze.


Szczegóły tutaj:
http://www.konie.kary.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=242


Apelujemy o pomoc, może warto odmówić sobie jakiejś przyjemności, żeby uratować wspólnie kolejne istnienie. Nawet najdrobniejsze datki prosimy wpłacać na konto:

Aneta Borkowska
nr 78 1020 1332 0000 1802 0228 7696
 

Z góry dziękujemy za każdą pomoc.

 



MARZEC 2005

Stowarzyszenie Obrońców Zwierząt Arka ogłasza 19 marca  Ogólnopolskim Dniem Sterylizacji Zwierząt-zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi tej akcji na stronie Arki. Im mniej niechcianych i bezdomnych zwierząt tym mniej cierpienia.
http://www.arka.strefa.pl/

 

->Belwder znalazł już dom :) Serdecznie dziękujemy wszystkim za pomoc.

 

Kolejny uratowany konik!

Kostek - takie imię otrzymał nowy konik -takie ma imię jak wygląda. Ma podobno około 18  lat, ale wygląda na 30.Jest strasznie zniszczony pracą dla ludzi. Ma budowę konia gorącokrwistego-jest niski, szczupły, lekki-może powinien służyć do rekreacji, a on wiele lat pracował w górach na polu i jako koń pociągowy, woził węgiel, drewno itp. Jego właściciele kupili go chyba dlatego, że był mały i lekki a co za tym idzie i tani. Na pewno jednak nie był to koń do pracy w takich warunkach. Gdy go zobaczyliśmy to łzy same stanęły w oczach - chudy, kościsty, klejony i brudny, w ciemnej oborze, uwiązany, smutny - obraz wyjątkowej nędzy. Ale wykupiony jest już w przytulisku i nie będzie  pracował-ma emeryturę. Ogólnie jest w złym stanie i boimy się o jego przyszłość-jest strasznie wyniszczony,  słaby-ma problemy z nogami, gdy się położy to czasem nie umie wstać i obija się po ścianach boksu. Ma również ogromne problemy oddechowe - dychawica - i miażdżycę żył. W pierwszych dniach nie wychodził wogóle ze swojego boksu-choć miał otwarte drzwi. Potem przeżyliśmy ogromne zaskoczenie gdy wprowadziliśmy go do stada-okazało się, że młode rozbrykane konie traktują go z ogromnym szacunkiem-żaden nie zaatakował go jak to robią zazwyczaj w przypadku nowego wałacha. Można powiedzieć, że z jakąś wyjątkową delikatnością obchodzą się z nim-a nawet czułością. Od kilku dni  zaprzyjaźnił się z Azikiem - wyglądają razem tak jak kiedyś Węgielek z Urbankiem - "kombatanci wojenni". Gdy tylko otworzymy drzwi boksu drepta do Azika i albo stoi tam obok drzwi albo wchodzi do boksu i nie pozwala się stamtąd wyprowadzić. Cieszymy się bo taka przyjaźń to dla koni najlepsza terapia-może nabierze chęci do życia i walki o każdy dzień. Konieczne jest stałe leczenie - na dychawicę, poprawę krążenia krwi oraz wzmocnienie zniszczonych stawów. Dziękujemy wszystkim osobom, które przyczyniły się do uratowania Kostka!

 

Fortuś w szpitalu.

Wydawało się, że to okaz sił i zdrowia-zresztą  tak właśnie wygląda nasz Fortuś - ale czasem pozory mylą. Na brzuchu urosła mu jakaś narośl, która okazała się sarkoidem (na szczęście). Początkowo narośl nie rosła i leczona była farmakologicznie-ale niestety gdy mimo wszystkich zabiegów zaczęła się rozrastać musieliśmy pojechać z nim do szpitala dla koni. Tam został poddany operacji wycięcia tej narośli-zachodziło podejrzenie, że może to być nowotwór złośliwy, dlatego wycinek został przekazany do  badania histopatologicznego. Kilkudniowe oczekiwanie na wynik było dla nas wszystkich bardzo trudne-na szczęście okazało się, że jest to tylko sarkoid i mamy nadzieję, że Fortuś wróci do pełni zdrowia. Sarkoidy mogą jednak pojawić się w innych miejscach i to w większej ilości-dlatego konieczna jest szczepionka. Obecnie Fortuś jest znowu w Przystani-zdrowy i radosny jak zwykle. Wiele osób nazywa go najpiękniejszym koniem w naszym stadzie. Dziękujemy dzieciom , które pisały listy, interesowały się jego losem i przesyłały mu życzenia. Dziękujemy Dyrekcji, Gronu Pedagogicznemu -szczególnie Pani Ilonie Sokołowskiej - oraz wszystkim wspaniałym dzieciom ze Szkoły Podstawowej nr 40 w Tychach za pomoc w sfinansowaniu jego operacji i leczenia. Fortuś jest Wam bardzo wdzięczny!

 

Deizi - kolejna ofiara ludzkiego okrucieństwa.

Mamy kolejną kaleką koteczkę, która złapała się w lesie w sidła - na szczęście została uratowana przez Panią Magdę, która zapewniła szczęśliwy dom naszym dwóm konikom. Deizi ma uszkodzony kręgosłup i ogon - prawdopodobnie ogon trzeba będzie amputować - oraz nie ma przedniej łapki. Problemem jest też to, że sika gdzie popadnie-nie czuje, że oddaje mocz i prawdopodobnie jest kotna - tyle nieszczęść w jednym małym ciałku. Gdy ją zabieraliśmy była  chora na koci katar - to już zostało opanowane, jest jednak ogólnie osłabiona i dlatego  nie można przeprowadzić amputacji ogona. Wymaga szczególnej opieki i pielęgnacji, ale jest ufna i przymilna w stosunku do ludzi. Może ktoś z Państwa chciałby stać się się jej opiekunem na odległość pomagając w jej leczeniu i utrzymaniu - Deizi poleca się Państwa pamięci. Stała się najlepszą przyjaciółką Buffinki - nieszczęścia chodzą parami!

 

Niestety pomoc przyszła za późno.

W  ostatnich dniach marca trafił do naszego Przytuliska nowy mieszkaniec -młody, ranny jelonek, którego na drodze znalazła nasza wolontariuszka Kasia. Zwierzę było w ciężkim stanie, zostało potrącone przez samochód i pozostawione na ulicy bez udzielenia mu jakiejkolwiek pomocy. Po wizycie u weterynarza okazało się ,że ma złamaną tylną nogę i wszystko wskazywało na to, że reszta jest w porządku. Otrzymał  konieczne lekarstwa i trzeba było czekać na to co będzie dalej. W pierwszym dniu po przybyciu do Przystani  zachowywał się normalnie, próbował wstawać i reagował na to, co się wokół niego działo. Zamieszkał w boksie obok naszego baranka Jarusia, który poświęcał mu wiele uwagi- cały czas mu się przyglądał, a najchętniej to wszedłby do boksu i zamieszkał razem z nim. Radość Jarusia nie trwała jednak długo ,ponieważ stan jelonka znacznie się pogarszał. Niestety nie doczekał następnego dnia. Zasnął na zawsze z główką opartą na przednich nóżkach, a Jaruś do dzisiaj  wchodzi i zagląda do boksu  jakby sprawdzał czy nie ma tam jego nowego przyjaciela.....

 

To już 50 ocalonych, witamy 2 kolejne.

1 marca uratowaliśmy życie  dwóch kolejnych koników, które doświadczyły w życiu wiele krzywdy. Przez lata  ciężko służyły wielu ludziom, pracowały na swoje utrzymanie dziennie po kilka godzin, a kiedy osłabły z sił, zapadła decyzja o pozbyciu się ich. Dramatyczna historia życia tych wałaszków, wystarczyłaby na życiorys całego stada. Z pewnych względów nie możemy jednak  o tym  więcej napisać, gdyż mamy nadzieję ocalić z tego samego  miejsca, jeszcze parę końskich istot.

NAJWAŻNIEJSZE, ŻE ŻYJĄ  I  SĄ  Z NAMI!

Jeden z nich to 23 letni wałaszek  nie mający oka. Jest pięknym - smukły i wysoki- o bardzo przyjaznym usposobieniu. Pomimo ułomności jest  bardzo radosny i szczęśliwy... W jego uratowaniu pomogła nam Pani Kasia z Krakowa, przekazując na wykup brakującą kwotę. Podarowała mu życie i nadała  imię - Oczkoś. Będzie również sponsorować jego utrzymanie. Pani Kasiu - dziękujemy to zbyt mało ,żeby wyrazić wdzięczność, za to wszystko co Pani dla naszych mieszkańców robi. Jesteśmy bezgranicznie wdzięczni, a Oczkoś głośno rży.

Drugi - 20 letni wałaszek czeka na osobę, która podaruje mu serce i miłość. Dalsze jego życie zależy, od kogoś kto zechce ofiarować mu to co najlepsze... Pomagając w opłaceniu comiesięcznego utrzymania oraz nadając mu imię można stać się jego opiekunem na odległość. „Nowy” jest pięknym, gniadym folblutem, który choć płochliwy i delikatny umie zadbać o swoje... Ma niestety problem z tylnymi nogami, lekko na nie utyka - jest bardzo spracowany. Jedynym jego przyjacielem jest Oczkoś - całe życie były razem,  dlatego bardzo zależało nam na tym ,aby nadal razem mieszkały .W Przystani brakuje boksów, dlatego słowa uznania kierujemy w stronę Agnieszki Z. z  Jastrzębia, która pomogła nam w znalezieniu im miejsca. Oba zamieszkały w pensjonacie w Jastrzębiu Zdroju, miesięczny koszt utrzymania jednego to dla nas 250 zł. To bardzo dobra cena - kwoty za pensjonaty bywają czasem wiele wyższe. Agnieszka pewne rzeczy-głównie związane z pielęgnacją- wykonuje przy nich sama. Bardzo jej za to dziękujemy ,bo wiemy ile serca w to wkłada i jaką troskliwą opieką je otoczyła. Jesteśmy o nie spokojni, chociaż postaramy się je często odwiedzać. Może ktoś z Państwa nada ”nowemu” imię i pomoże nam w jego utrzymaniu. Ufamy, że i ten konik znajdzie kogoś kto go pokocha i otoczy opieką.

 

Wielka chęć życia zwyciężyła.......

Grafitek jest już w swoim nowym domu-to wspaniała wiadomość chyba dla nas wszystkich. Po 3 rozpaczliwych miesiącach naszej wspólnej walki o jego życie, usłyszeliśmy słowa - JEST POPRAWA, GRAFITEK POKONAŁ CHOROBĘ. Ta wielka siła życia jaka tkwiła w tym małym koniku jest nie do opisania. W tym miejscu składamy serdeczne podziękowania wszystkim Państwu, którzy w jakikolwiek sposób przyczyniliście się do tego, że Grafit żyje. Dziękujemy za piękne listy, telefony z gorącymi słowami wsparcia dla nas w  tych trudnych chwilach - praktycznie tragiczny los Grafitka śledzili ludzie z całej Polski, a to bardzo cieszy, bo wiemy, że nie jesteśmy z naszymi problemami sami. Dziękujemy za wsparcie finansowe na jego leczenie, za wszystkie lekarstwa jakie w paczkach przychodziły dla niego. Dziękujemy Państwu Ani i Markowi Rymuszkom za pomoc bioenergoterapeutów, również szpitalowi Dr Pawła Golonki za wszelką pomoc jaką tam otrzymał. Największe podziękowanie kierujemy w stronę Danusi Puczek z Chorzowa i jej rodziny. Danusiu - dziękujemy Ci za to, że przez trzy miesiące odwiedzałaś go regularnie  w szpitalu, płakałaś nad nim razem z nami, że dodawałaś nam otuchy kiedy jego stan bywał krytyczny i wierzyłaś, że on będzie zdrowy. Grafit pokochał Cię bardzo, rżał głośno na powitanie, kiedy wchodziłaś do jego boksu i płakał kiedy odchodziłaś. Dziękujemy Ci również za środki finansowe jakie przekazałaś na jego leczenie.

Mamy jednak do wszystkich Państwa ogromną prośbę, ponieważ leczenie Grafitka jeszcze się nie skończyło i już na zawsze będzie niepełnosprawnym konikiem nadal ze wszystkich sił gorąco prosimy o pomoc w jego leczeniu i utrzymaniu. Grafitek zamieszkał w płatnym pensjonacie dla koni, miesięczny koszt to 400zł, więc może ktoś pomoże Danusi i nam w jego utrzymaniu. Na przelewie proszę zaznaczyć, że to dla Grafitka. Bardzo prosimy rownież o środki opatrunkowe w każdej ilości - np. wata, gaza, bandaże ponieważ na nodze ma dużą ropiejącą ranę, którą trzeba zaleczyć. Może ktoś z Państwa ma w domu i są mu już nie potrzebne, a my z chęcią przyjmiemy. Paczki te można kierować na adres Komitet Pomocy dla Zwierzat skr. pocztowa nr 79, 43 -100 Tychy. Z góry dziękujemy my i  Grafitek głośnym rżeniem.

 

Dziękujemy w imieniu Jarusia.

Państwa odzew na prośbę o pomoc dla Jarusia był wspaniały-pragniemy z całego serca podziękować. Narazie wysłaliśmy pocztą pieniądze za niego-a ponieważ jego dawny właściciel ich nie odesłał - mamy nadzieję, że sprawę można uważać za załatwioną i Jaruś jest uratowany. Dziękujemy za wszystkie listy i telefony z pytaniami i wyrazami wsparcia oraz za pieniądze przekazane na pomoc Jarusiowi - gdyby on wiedział ilu ma przyjaciół? Może uda się uratować kolejnego barana lub owcę - Jaruś będzie miał wtedy towarzystwo-bo Milka to trochę zbyt duża "dziewczyna" dla niego. Jego radosny pyszczek będzie nadal witał gości Przystani , a szczególnie dzieci, na których wymusza smakołyki beczeniem i obmacywaniem kieszeni! Dziękujemy za życie dla Jarusia !

 



LUTY 2005

Serdeczne podziękowania dla "Nieznanego Świata" za patronat medialny.

Dziękujemy  z całego serca redakcji miesięcznika "Nieznany Świat", a szczególnie Pani Annie Ostrzyckiej i Markowi Rymuszko za otoczenie naszego przytuliska opieką i pomocą. Dzieki ukazującym się w miesięczniku artykułom i listom o istnieniu przytuliska - a co za tym idzie o losie naszych zwierząt, ich tragicznej przeszłości oraz  zależnej od ludzi o dobrym sercu nadziei na dobre życie - dowiedziało się wiele osób, które zechciały pomóc w utrzymaniu i ratowaniu naszych zwierząt. Nie da się przecenić tak ogromnej pomocy !
Zachęcamy więc wszystkich Państwa do śledzenia losów zwierząt z naszego przytuliska i czytania Nieznanego Świata, zwłaszcza, że Pani Anna i Pan Marek na codzień są wyjątkowymi ludźmi pełnymi miłości do świata, ludzi i zwierząt. U nich schronienie znajdują poniewierane przez codzienną obojętność stolicy koty i psy-pod troskliwą opieką szybko wracają do zdrowia i znajdują kochające domy. Ich serca przepełnione są wiarą w ludzi, którym okazują bezinteresownie swą miłość i poświęcenie. Zawarte w miesięczniku treści są świadectwem  ich życia - miłości, dobroci i prawdy. Jeszcze raz dziękujemy to, że nasze zwierzęta stały się Waszymi zwierzętami, że ich los jest tak samo ważny dla nas jak i dla Was!

 

POZWÓLMY NASZEMU BARANKOWI JARUSIOWI ŻYĆ....

Barani los w waszych rekach...!! znowu prawo staje po stronie okrutnego człowieka a nie po stronie zwierzęcia, które cierpi.

Jego historia jest brutalna, taka sama jak tysięcy innych baranów w Polsce. Okrutny gospodarz hoduje około 30 baranów w skandalicznych warunkach. Zwierzęta nie mają żadnego schronienia czy nawet wiaty. Stoją na deszczu i  mrozie, są głodne, a czasem do jedzenia dostają spleśniałą słomę lub gnijące siano - unijna hodowla?! Właściciel nie dba o ich wygląd gdyż jak twierdzi ważniejsze jest mięso. Dzięki anonimowej informacji, że na tej posesji jeden z baranów ma pokrwawioną całą głowę-prawdopodobnie pobity- udało nam się go ocalić. W asyście Policji i Straży Miejskiej  czasowo odebraliśmy zwierzę. Trwające kilka miesięcy postępowanie zakończyło się okrutnym wyrokiem, gdyż prokurator nakazał zwrot barana. W końcu  to tylko zwierzę gospodarskie i nawet w takim stanie można je poddać ubojowi sanitarnemu. Nie możemy się z tym pogodzić Nie chcemy oddawać Jarusia z powrotem  w ręce oprawcy. Po ogłoszeniu wyroku właściciel z satysfakcją patrząc nam w oczy stwierdził, że  go nie chce do dalszej hodowli i że zaraz po  oddaniu zaszlachtuje go.... chyba, że zapłacimy mu  za niego 600 złotych! Błagamy wszystkich o pomoc w ratowaniu Jarusia. Nie możemy go przecież oddać prosto pod nóż..!  Już raz podarowaliśmy mu życie-Odzyskał wiarę i miłość do ludzi.  Pozwólmy mu żyć -jest symbolem baraniego dramatu.

To zdjęcie zrobiono w chwili odebrania go z rąk oprawcy. Od tego czasu rany na ciele i psychice zagoiły się.W przytulisku zadomowił się-szczególnie pokochał naszą  Milkę, czasem śpi przytulony do niej. Jest wiernym towarzyszem naszych kóz i atrakcją dla dzieci. Polubili go  wszyscy odwiedzający przytulisko. Reaguje na swoje imię, jak tylko ktoś go zawoła to odpowiada i przychodzi .Cena jest wygórowana, ale jeśli prawo stanęło po stronie człowieka to może pieniądze pozwolą Jarusiowi, żyć spokojnie w naszym przytulisku. Taka jest rzeczywistość - jego życie zależy od nas!

TAK BYŁO KIEDYŚ.

 

TAK JEST TERAZ.

CZY POMOŻECIE NAM, ŻEBY NADAL TAK BYŁO....

 

Odeszła Łatka....

W dniu 10 lutego odeszła nasza świnka Łatka. Więcej informacji na ten smutny dla nas temat znajdziecie "W tych, które odeszły"....

 

Nowy Mieszkaniec.
4.02.2004 do naszego przytuliska trafił kolejny koziołek. Miał być rarytasem na ostatkowym ognisku. Zdobiące jego głowę imponujące poroże było przeznaczone do ozdoby gabinetu jednego z biznesmenów. Dowiedzieliśmy się o nim przypadkiem i od razu złożyliśmy ofertę kupna. Właściciela ostatecznie do sprzedaży przekonała "flaszka"... Ale jest, udało się go odkupić. Jest bezkonkurencyjną gwiazdą i przewodnikiem stadka kóz. I chociaż nasze kozły Oluś i Rumun spoglądają na niego z zazdrością, to naszej Agatce strasznie się spodobał.


Może ktoś z Państwa zechce nadać mu imię i wesprzeć finansowo jego utrzymanie?

Bufinka ma już wózeczek.

Zgodnie ze wcześniejszą informacją przedstawiamy Bufinkę na swoim wózeczku. Radzi sobie doskonale!!! Jest bardzo inteligentnym kotkiem i szybko nauczyła się do czego to urządzenie ma służyć...

Nowy Mieszkaniec - Pies.

Do naszego przytuliska trafił uroczy 7 letni  pies Belweder. Niestety sytuacja życiowa jego właścicieli zmusiła ich do oddania go, dlatego też przyjechali do nas i prosili żebyśmy go przyjęli. Na początku, trochę obawialiśmy się, bo to kolejny samiec w naszym domu, ale zgodził się z naszym Czarusiem i razem mieszkają sobie w jednym pokoju. Belweder to bardzo spokojny, mądry i kochany pies.

Może ktoś z Państwa go pokocha i zapewni mu dom?



STYCZEŃ 2005

Wózeczek dla Buffinki!

Dziękujemy Państwu Joannie Lenarczyk - Przekwas i Krzysztofowi Lenarczyk za przekazanie pieniędzy, dzięki którym mogliśmy kupić  wózeczek dla Buffinki. W najbliższym czasie zamieścimy aktualne zdjęcia.





 

Prosimy o pomoc prawnika!

Bardzo prosimy o pomoc prawnika, który mógłby stanąć w obronie zwierzęcia - konieczna porada prawna, lub  w razie potrzeby reprezentowanie w Sądzie. Osoby mogące udzielić nam pomocy - bezpłatnie lub za niewielką opłatą i najlepiej z okolic Warszawy - prosimy o kontakt tel. 0603 586 183 lub 032 327 70 59. Z góry serdecznie dziękujemy!

 

Rzeźnia Rawicz.

W dniu 31.01.2005 wspólnie z organizatorem protestu przeciwko lokalizacji oraz niehumanitarnemu traktowaniu zwierząt w rzeźni w Rawiczu Panią Magdą J. złożyliśmy na ręce Pana Burmistrza Rawicza petycje z ponad 1000 podpisów w tej sprawie.





 

Szukamy przyczepy do przewozu koni!

Poszukujemy przyczepy do przewozu koni - nasza jest już na wykończeniu - niedługo stracimy możliwość przewozu  naszych koni w razie konieczności operacji - a czasem liczy się każda chwila i od tego zależy ich życie. Bez niej staje się niemożliwe ratowanie innych koni - transport z targowiska, rzeźni lub innych miejsc, oraz pomoc naszym koniom będącym w różnych miejscach - a do takiej pomocy jesteśmy zobowiązani - dlatego ta przyczepa jest potrzebna dla 41 koni - obecnie. Służyła nam także  do przewozu słomy, siana, owsa itp... Może ktoś z Państwa wie cokolwiek o możliwości podarowania przez kogokolwiek lub kupna taniej używanej przyczepy - prosimy o jakąkolwiek wiadomość!

 

Odra i Wandzia wróciły ze szpitala!

Nasze dwie dziewczyny wróciły ze szpitala - ale to nie koniec rehabilitacji - teraz co 2 tygodnie będą  zawożone do kowala, który jest specjalistą od ortopedycznego kucia. Cieszą się, że są już w domu, choć Odrusi odpowiadało w szpitalu towarzystwo ogierów. Gdy tylko wyszła ze swojego boksu to szła w odwiedziny do nich i nic jej nie mogło stamtąd ruszyć. Wandzia dość sporo leży, ale to normalne przy  ochwacie. Dziękujemy wszystkim którzy interesowali się jej losem i wspomogli leczenie!





 

Nowa mieszkanka - kotka Roma!

Nie wiadomo skąd jest - sama sobie znalazła nasze przytulisko i początkowo zamieszkała w boksie Kubusia. Tam ją dokarmialiśmy - bo dość często okoliczne koty mieszkają w boksach naszych koni, przychodzą  coś zjeść i ogrzać się. Gdy jednak napadało śniegu i zrobiło się zimno - przeszła do domu i weszła jak do siebie. Jest ciężarna - pewnie szukała spokojnego miejsca do porodu. Daliśmy jej na imię Roma. Za jakieś 2-3 miesiące będziemy szukać domów dla kociąt, które urodzi.

 

Wrócił Arlan!

Tracący wzrok Arlan wrócił do nas - chcemy, żeby przyzwyczaił się do swojego  domu i znalazł konia - przewodnika. Obecnie trwa oswajanie ze stadem i ustalanie hierarchii - Arlan chciałby być przywódcą, ale to miejsce już jest zajęte. Góruje nad innymi końmi wzrostem, siłą i wyjątkową urodą. Cieszymy się, że wreszcie może zamieszkać w swoim domu!





 

Ferie - wizyta dzieci u Fortka!

W naszym województwie są ferie - więc odwiedziły Fortka dzieci z SP nr. 40 z Tychów. Ta szkoła pomagała w jego wykupieniu i nadal pomaga w codziennym utrzymaniu - dzieci zbierają makulaturę, puszki, wraz z nauczycielami organizują aukcje swoich prac i festyn szkolny, aby wspomóc swojego pupila. Piszą też do niego wspaniałe listy - wkrótce zamieścimy kilka na naszej stronie.

 

Pożegnanie osób wspomagających przytulisko!

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy że odeszli nasi wierni sponsorzy. Odeszli ludzie o wielkich sercach,  dzięki którym poprawił się los wielu zwierząt. Oni wspierali nas prawie od początku istnienia. Wspólnie wykupywaliśmy i leczyliśmy konie, budowaliśmy boksy, napełnialiśmy żłoby owsem... Razem dawaliśmy nadzieję. Bez nich wszystko jest inne, ale będziemy kontynuować naszą działalność, będziemy dbać by to co mamy dzięki nim, procentowało i nadal promieniowało nadzieją. Ci wspaniali ludzie zawsze będą w naszej pamięci, pozostaną w naszych sercach. Dziękujemy Pani Marto, Pani Władziu i Panie Stefanie.....

 

Wiele miłych słów po programie!

Po programie "Polska z bocznej drogi" wyemitowanym w TVP1 otrzymaliśmy wiele miłych słów od Państwa - internetem i telefonicznie. Za wszystkie dziękujemy - wobec wielu problemów których dostarcza codzienne życie przytuliska - które jest prawie jak hospicjum-wśród wielu ciężarów, które trzeba nieść każdego dnia, związanych z chorobami naszych podopiecznych, strachem o ich życie - a wiele z nich jest prawie na granicy życia i śmierci, wśród codziennych problemów z brakiem siana, słomy, czasem nadmiarem wody, a teraz śniegu, brakiem odpowiednich rąk do opieki nad zwierzętami, wśród problemów z ludźmi, którzy z różnych powodów nas poniżają i upokarzają - tak miłe słowa, dają siłę do trwania. Wszystkim, którzy do nas dzwonili i pisali z całego serca dziękujemy.  Szczególne wyrazy wdzięczności tym Państwu, którzy okazali pomoc. Dziękujemy za paczki z kocami, cukrem i lekarstwami, wczoraj (26.01) dotarł do zaś transport słomy aż z Warszawy, a  niektórzy nasi podopieczni zyskali sponsorów. To wspaniałe, że jest jeszcze tylu ludzi, którzy chcą naszym zwierzętom pomóc.

 

KONIECZNA POMOC DLA GRAFITKA!

Życie tego źrebaczka nadal wisi na włosku. Dlatego konieczna jest pomoc finansowa - o co bardzo Państwa prosimy. Leczenie małego Grafitka przerasta możliwości finansowe zarówno Pani Danusi jak i nasze, ale jeśli jest jakakolwiek nadzieja - nie chcemy mu odbierać szansy na życie- choćby mogło ono być krótsze.

Błagamy pomóżcie! Dziękujemy za pomoc w szukaniu homeopaty- nadal poszukujemy bioenergoterapeuty ze Śląska a szczególnie z okolic Chorzowa, który zgodzi się pomóc - możemy pokryć koszty dojazdu. Dziękujemy też lekarzom i pracownikom szpitala dla koni w Gliwicach za ratowanie mu życia i dobrą opiekę.





 

POZNAJ NAS :)

Serdecznie zapraszamy wszystkich gości naszej strony do  poznania nas bliżej. Już w poniedziałek nadarza się ku temu doskonała okazja. 7 stycznia, tuż po Teleexspressie o 17.20 w programie I zostanie wyemitowany reportaż "Polska z bocznej drogi" w którym pokazane będzie nasza "Przystań Ocalenie" wraz ze zwierzętami i opiekunami. Zapraszamy wszystkich do oglądania.