Cześć! Mam na imię Szaruś

Podobno każdy piesek musi mieć imię, żeby można go było zawołać i dać coś pysznego. Nigdy wcześniej o tym nie słyszałem. Nawet myślę sobie, że można śmiało powiedzieć, że ja dopiero teraz zaczynam żyć, bo wcześniej bardziej wegetowałem niż żyłem… Później miałem trochę szczęścia i zaopiekowała się mną dziewczyna, dawała mi jeść i mnie przytulała. Niestety miała bardzo mało czasu, bo tam jest dużo psów, a każdy chciał być głaskany. Od kilku tygodni jestem w nowym miejscu. To Przystań Ocalenie. Tutaj jest fajnie, nikt nie bije, nikt nie przegania, a pieski dostają jedzenie i są kochane. Mówią do mnie różne rzeczy. Na przykład: „Szarusiu, jesteś kochany”. KOCHANY? Ja Szaruś? Ktoś mnie kocha i mówi do mnie KOCHAM CIĘ PIESKU?

Czytaj więcej...

Babcia Benia wyrwana ze skaryszewskiego piekła prosi o wsparcie

Olaboga boli mnie noga, tu mnie strzyka, tam mi coś chrupie, ciężko te kości i mięśnie utrzymać w kupie ! Mam już 20 lat. Starość nie radość. Kręgosłup mnie boli, bo ciężko harowałam przez tych 20 lat. Co miałam zobaczyć, już widziałam, w moim wieku niewiele konia może zaskoczyć. Bolą mnie kości, bolą mnie nogi, ale pod sercem czuję jak rośnie moje dziecko. Gdyby nie to, że jestem taka słaba to bym się bardziej cieszyła, bo końskie dzieci to jedyne dlaczego warto żyć w tym świecie pełnym zła…. Końskie dzieci pachną najpiękniej i dają nadzieję na lepsze jutro. Ten człowiek, dla którego harowałam, zabrał mnie w jedno takie miejsce. Myślałam, że widziałam wszystko, teraz mogę powiedzieć byłam w piekle. Widziałam dzieci prowadzone na rzeź, widziałam matki rozdzielane z dziećmi, widziałam zło. To miejsce było przesiąknięte strachem, złem i chciwością. Olaboga jak mnie strzyka w lewa noga!
Wiedziałam, że umrę…wiedziałam i że mnie poprowadzą na śmierć, że to kwestia czasu. Byłam spokojna, nie chciałam denerwować nienarodzonego. Ono nie musiało wiedzieć, że jesteśmy w złym miejscu. Ludzie to ogólnie bardzo nieudane stworzenia, ale co poradzisz? Nic nie poradzisz, ubzdurał sobie jeden z drugim, że są panami świata… i królują…

Czytaj więcej...

Jestem Tola… wyrwana ze skaryszewskiego piekła. Wyrwana aniołowi śmierci spod skrzydeł

Jestem kilkuletnią dość dużą dziewczyną. W mojej rodzinie wszyscy byli ogromni. Fajnie być dużym ! Tak mi się przynajmniej wydawało.. Pewnego dnia, usłyszałam od człowieka, który mnie karmił, że ze mnie nic już nie będzie, że do niczego się nie nadaję i jestem darmozjadem. Nie jestem mu już potrzebna... Powiedział też, że jutro jedziemy na wycieczkę. Nie bardzo wiedziałam co mój człowiek ma na myśli...Na wycieczkę jechałyśmy we dwie. Ja i taka sympatyczna koleżanka. Całą drogę zastanawiałyśmy się dokąd jedziemy.Nie mogłyśmy przewidzieć, co nas czeka… Kiedy dojechałyśmy na miejsce, było już ciemno. Przecież każdy wie, że koń to nie sowa! W nocy powinien odpoczywać, a nie spacerować. Deszcz padał, mocno zacinał. Było ślisko. Słyszałam i widziałam wiele koni. Jedne nerwowo tłukły kopytami, jakby chciały dziurę wygrzebać, inne rżały, jeszcze inne próbowały uciekać. Wszystkie były przywiązane w rzędzie, jeden obok drugiego. Kiedy mnie prowadzono, patrzyły na mnie pary ich przerażonych oczu, głośno rżały tak jakby chciały mnie przed czymś ostrzec. Nie wiedziałam o co może im chodzić. Wtedy jeszcze się nie bałam. Bardziej byłam zszokowana. Nie wiedziałam, czy to piekło?

Czytaj więcej...

Krzysia uratowana z targów Skaryszewie

Jestem jeszcze końskim dzieckiem. Mam dopiero 9 miesięcy i tęsknię za moją mamą. Moja mama została sprzedana na mięso. Nie mogła mieć więcej źrebiąt i ją zabrano. Mówiła mi, że to nic i że mam być grzeczna…  Kilka dni temu, człowiek, u którego mieszkałam zapakował mnie do samochodu i jechaliśmy przez jakiś czas. Kiedy dojechaliśmy, poznałam przerażające, głośne miejsce. Tam było mnóstwo dorosłych koni, jedne tupały, inne głośno rżały. Wykrzykiwały, że wszyscy pojedziemy na śmierć. Mama mi mówiła, że mam być zawsze grzeczną i dobrą dziewczynką… to byłam. Podchodzili do mnie różni ludzie, jeden mnie macał po boku, inny zaglądał mi w zęby, a każdy pytał ile ważę. Mówili o mnie jak o rzeczy, a przecież ja jestem koniem, a nie rzeczą.

Czytaj więcej...

Frodzio bardzo prosi o kubraczek

Zima i siarczyste mrozy wszystkim dały się we znaki. Jemu szczególnie. Leżał w śniegu i umierał z zimna. Powoli ulatywało z niego życie. Nikt go nie widział, nikt nie reagował, wyglądał pewnie jak kupka brudniejszego śniegu.

Czytaj więcej...

Piątek 13- go transporty śmierci. Ocalić końskiego skazańca...

Kochani- w takich sytuacjach, przychodzą największe chwile zwątpienia w sens tego, co robimy, bo to chwile największych porażek, w których stajemy twarzą w twarz z obliczem bezsilności- w nieszczęsny piątek 13-go znowu jej doświadczyliśmy. Było już po 21.00, wracaliśmy z drugiej stajni od naszych koni. Przejeżdżając koło stacji benzynowej zauważyliśmy stojące tam, dwa duże samochody transportujące zwierzęta. Świadomi tego co zaraz zobaczymy i ile łez będzie kosztował nas ten widok, decydujemy się zjechać na stację. Podjeżdżamy bliżej, oba samochody są pełne. Pełne pięknych, młodych koni w sznurkowych kantarach... Wiemy jaki los je czeka... Wiemy że już ich nie uratujemy, ale przed nimi jeszcze wiele kilometrów dlatego musimy wypełnić nasz ostatni obowiązek wobec Nich- sprawdzić czy transport spełnia wszystkie wymogi, czy zwierzęta mają odpowiednie warunki na tak daleką trasę, czy nie cierpią.

Czytaj więcej...