Ja też chcę żyć, pomóż mi...

Są takie miejsca, z których nie ma już wyjścia, miejsca, gdzie końskie biedaki kończą swoje życie na rzeźnickich hakach. Ona jeszcze jest w miejscu, z którego ma szanse wyjść i zacząć nowe życie, ale nie ma zbyt wiele czasu. Stoi w skupie koni rzeźnych. Wychudzona, zaniedbana klacz. My jesteśmy jej nadzieją. W naszych rękach jest jej życie. Dla niej nie ma zbyt wielu szans, przed nią dwie drogi. Od nas zależy, którą drogą dane jej będzie pójść. Czy drogą do nowego cudownego życia czy tą najgorszą, ostatnią... Jej życie nie było łatwe. Była maszynką do rodzenia źrebiąt. Ile krzywd, cierpienia i rozpaczy zniosła, wie tylko ona... Najgorsze co może spotkać każdą matkę, końską również, to utrata swoich dzieci.

Czytaj więcej...

16 letni Dionizy prosi o pomoc.


Dionizy brzmi dumnie… mamy nadzieję, że to imię doda mu sił… Jest stareńki, ale w oczach tli się jeszcze jakiś blask.. czego? Nie wiemy, chyba to resztka nadziei na spokój, na miłość, na kawałek kocyka… Bardzo chce, aby człowiek siedział obok i trzymał go za łapę. Mimo tego, że od człowieka zaznał tyle zła… nadal wierzy w ludzi. Piszemy to i łzy cisną nam się do oczu… bo ciężko uwierzyć, w to jak bardzo ktoś skrzywdził tego poczciwego staruszka. Lato to okrutny czas dla psów, szczególnie starych. Najprawdopodobniej ktoś zrobił porządki w domu, a stary, schorowany pies przeszkadzał jak rupieć. Ale nie, nie wystarczyło porzucenie psa, pozbycie się go… trzeba było wyładować na nim swoją frustrację i gniew. Został znaleziony ledwie żywy.

Czytaj więcej...

Nagroda Honorowa Nieznanego Świata

Z dumą, wzruszeniem, wdzięcznością i ogromnym szacunkiem odebraliśmy Nagrodę Honorową Nieznanego Świata dla Przystani Ocalenie.
Dziękujemy Ani, Markowi, całej redakcji Nieznany Świat - oficjalna strona miesięcznika oraz wszystkim czytelnikom za zaufanie i miłość, jakimi obdarzacie nas od kilkunastu lat. To Wam, Kochani Przyjaciele należą się wszystkie nagrody, to dzięki Wam nadal istniejemy. Bo bez Waszego udziału, Przystań Ocalenie nie byłaby tym samym miejscem, którym jest dzisiaj. Bo bez Was, nie ma nas.

Czytaj więcej...

Kalina- Kocia sierota prosi o pomoc

Wciąż ogłaszamy, że nie przyjmujemy nowych zwierząt. Jednak potrzebujące zwierzęta, nie czytają ogłoszeń na Facebooku i same stają na naszej drodze. Kocia bezdomna rodzina – matka kocica i dwójka jej dzieci żyli na ulicy. To trudne życie, pełne strachu, głodu i zagrożeń czających się z wielu stron. Mimo starań, kocia matka , nie ustrzegła się przed niebezpieczeństwem. Wyszła poszukać jedzenia dla swoich dzieci i już nie wróciła... Kalinka i jej braciszek mieli tylko siebie.

Czytaj więcej...

To był ciężki dzień, pełen bólu i łez...


To był dzień pięknych słów, pożegnań i wspomnień o naszym Przyjacielu Marku.
Marek pamiętał zawsze o Przystani Ocalenie. Pamiętał za życia, pamiętał po śmierci aby nasze zwierzęta otrzymały pomoc. Marek miał życzenie dotyczące pogrzebu. Zamiast kwiatów, przyjaciele, znajomi i osoby uczestniczące w uroczystości pogrzebowej dokładały pieniądze do przystaniowej skarbonki.
Marek odszedł... mimo tego po raz kolejny pochylił się nad losem zwierząt z Przystani Ocalenie.
Po raz kolejny, już ostatni osobiście… tak bardzo nam pomógł. Brakuje słów, aby wyrazić, co czujemy.
Pragniemy podziękować wszystkim, którzy dołożyli datki do skarbonki w tym trudnym dla wszystkich dniu.

Czytaj więcej...

Odszedł Marek Rymuszko- Wielki Przyjaciel Przystani (*)(*)(*)


Marek był naszym Przyjacielem- takim prawdziwym. Lepszego nie mogliśmy sobie wymarzyć. To może zbyt banalne, żeby tak pisać, ale to szczera prawda. Był jednym z najbliższych i najserdeczniejszych przyjaciół jakich miała Przystań Ocalenie. Był dobrym duchem i ojcem chrzestnym wielu zwierząt. Dla nas Marek był jak członek rodziny. Możemy z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, ze to dzięki Markowi i Ani nadal istniejemy. Kiedy założyliśmy Przystań Ocalenie, nie było Internetu, Facebooka, Instagrama. To były zupełnie inne czasy. Mało kto o nas wiedział, my nie umieliśmy, nie wiedzieliśmy jak i gdzie mamy pokazywać, że istniejyemy, jak zwracać się do ludzi z prośbą o pomoc. Nasze przytulisko, w maleńkiej miejscowości pod Pszczyną, nie było popularne ani znane. Mało kto wtedy słyszał o tym, żeby konie trzeba było ratować, że są targi w Bodzentynie, że zwierzętom hodowlanym dzieje się źle. Bywało bardzo ciężko, każdą złotówkę, każdą belę siana, każdy kilogram marchwi oglądaliśmy kilka razy, zanim podzieliliśmy między naszych podopiecznych. Mieliśmy już sporo zwierząt do wykarmienia… i znikąd pomocy. To był bardzo trudny czas, w którym niejednokrotnie zadawaliśmy sobie pytanie „czy damy radę?”

Czytaj więcej...