Komitet Pomocy dla Zwierząt

Bank Śląski S.A. O/Tychy
Konto główne 91 1050 1399 1000 0022 0998 2426
Bank PKO S.A. I O/Katowice
Konto dla wpłat 1% dla OPP 64 1240 1330 1111 0010 4259 9930
Konto zbiórkowe: 86 1240 1330 1111 0010 4268 4506
Dla wpłat z zagranicy:
Nr IBAN: PL 91 10501399 1000002209982426
Nr BIC(SWIFT): INGBPLPW
nr KRS 0000015352
skrytka pocztowa 79
43-100 Tychy

 

 

 

 

  Gabinet Bioenergoterapii Szansa

 

WYDAWNICTWA WSPIERAJĄCE ZWIERZĘTA
 

 












































www.wydawnictwo-debit.pl











































































Komitet Pomocy dla Zwierząt posiada STATUS ORGANIZACJI POŻYTKU PUBLICZNEGO.

Jeśli chcesz pomóc nam ratować konie możesz przekazać 1% swojego podatku.

(ŚCIĄGNIJ NASZ STATUT)

 

SZCZEGÓŁY

 

 

JEŚLI CHCESZ NAM
POMÓC - KLIKNIJ!

 

POBIERZ ULOTKĘ

 

 

KAMPANIE

 

2006

 

 

 

 

2007

 

 

 

2008

 

 

 

 

Twoje IP:

 

Ważna informacja!!!

Kochani, staramy się nadążyć za postępem zmieniając naszą stronę internetową - nowa strona będzie łatwiejsza w obsłudze i bardziej czytelna.

Trwają końcowe prace nad jej wprowadzeniem, wierzymy, że nowa strona jeszcze bardziej połączy nas w walce o dobro zwierząt.

Zarząd Komitetu Pomocy dla Zwierząt

Przytulisko Przystań Ocalenie nie użycza, nie wymienia i nie oddaje koni. Konie zostają u nas do końca swoich dni.


Komitet Pomocy dla Zwierząt posiada STATUS ORGANIZACJI POŻYTKU PUBLICZNEGO


Komitet Pomocy dla Zwierząt

nr KRS 0000015352

Jak przekazać 1% podatku


 

 

 

WAŻNA INFORMACJA

Z dniem 30.12.2011 został zlikwidowany rachunek bankowy konta zbiórkowego o nr 69 1050 1399 1000 0090 7715 1463.

Zgodnie z nowym zezwoleniem MSWiA wpłaty o charakterze zbiórkowym można kierować na nowy nr rachunku PKO S.A. 86 1240 1330 1111 0010 4268 4506.

Za wszelkie utrudnienia i niedogodności z góry przepraszamy.






10 maja 2012

Straszne cierpienie kotki Malinki

MALINKA to kilkuletnia koteczka, która trafiła pod naszą opiekę w wyniku podjętej przez nas interwencji na terenie jednej ze śląskich gmin. Właściwie to ocaliliśmy ją w ostatniej chwili. Ile cierpienia przeżyło to małe biedactwo możemy sobie tylko wyobrazić. Najprawdopodobniej jest ofiarą zakładania wnyków przez okrutnego kłusownika. Obcięte na różnych wysokościach łapki mogą świadczyć o tym, że musiała w te sidła wpaść, ma też obcięty kawałek ogonka. Tragedia musiała wydarzyć się kilka dni wcześniej. Umęczone i obolałe zwierzę przyczołgało się po pomoc na teren jednego z zakładów pracy . Portier opowiadał nam, że była bardzo spragniona i głodna. Końcówki łapek zgniły, w ranach muchy złożyły jaja, wylęgły się setki białych robaków. Dodatkowo jej ciało pokryte było opitymi krwią kleszczami. A jednak wola życia zwyciężyła. Zaraz pojechaliśmy z nią do lecznicy, gdzie udzielono jej pierwszej pomocy-nie potrafiliśmy zadecydować o tym, aby poddać ją eutanazji. Mimo tego okaleczenia, mimo setek kleszczy przeżyła i przywlokła się prosić ludzi o pomoc-nie mogliśmy nie dać jej szansy. Poprosiliśmy naszych zaprzyjaŸnionych weterynarzy, aby zrobili wszystko, żeby ratować jej życie. Na początku istnienie Przystani mieliśmy kotka z obciętymi 3 łapkami- Mruczusia, który został przez nas uratowany, a potem adoptowany i żyje szczęśliwy do dzisiaj. Mieliśmy też sparaliżowane kotki-Elisię i Buffinkę które żyły szczęśliwie w Przystani- lubiły wygrzewać się w ogródku, nawet łowiły myszy. Pomagał im w życiu wózeczek. Dlaczego i tej biednej kotce nie mieliśmy dać możliwości dalszego życia? .To zawsze trudne decyzje, ale nasz dom, nasza Przystań to przecież miejsce dla zwierząt okaleczonych, niepełnosprawnych, a więc i dla Malinki-bo takie imię jej nadaliśmy.

Dzisiaj Malinka przeszła skomplikowaną operację amputacji zniszczonych kości i mięśni, tak aby zatrzymać proces gnicia tkanek. Z całego serca dziękujemy wspaniałym naszym zaprzyjaŸnionym weterynarzom z lecznicy Fauna w Tychach , którzy nigdy nie odmówili cierpiącemu zwierzęciu i zawsze starają się ratować i pomagać do końca, chociaż często te zwierzęta, które do nich przywozimy to bardzo trudne przypadki. Niosą pomoc, nie patrząc czy mamy pieniądze na zapłacenie rachunku, zawsze cierpliwie czekają na pieniądze.

Na chwilę obecną z całego serca prosimy Państwa o pomoc finansową dla Malinki-szczególnie na opłacenie operacji . Może ktoś mógłby pomóc nam w jej utrzymaniu-potrzebne są podkłady jednorazowe, dobra karma dla rekonwalescentów, odżywki. To ofiara ludzkiego okrucieństwa więc winni jesteśmy jej pomoc, po tym wszystkim co do tej pory przeszła, cierpiąc gdzieś w samotności. Za wszelkie wpłaty na konto zbiorkowe: 86 1240 1330 1111 0010 4268 4506 z dopiskiem „Dla Malinki” z serca dziękujemy.











4 maja 2012

Wrocławskie koty dziękują za pomoc

Bardzo jestem wdzięczna za odzew i chęć pomocy kotom działkowym we Wrocławiu. Z całego serca dziękuję pani Violi z Wrocławia oraz panu Pawłowi z Wielkopolski za zakup i dostarczenie karmy.

Nie mniej ważne podziękowania ślę pozostałym osobom, które przekazały wpłaty na wrocławskie koty za pośrednictwem KOMITETU Pomocy dla Zwierzat. Z uzbieranych pieniędzy została również zakupiona karma dla kotów, która pomoże im przetrwać kolejne tygodnie na działkach.

Kilka zdjęć ukazujących codzienność życia kotów przedstawiam w załączeniu:









Regularnie dbam o ich zdrowie: koty są odrobaczane, w razie konieczności są leczone. Kocice są sukcesywnie wyłapywane i sterylizowane (tylko w tym roku złapałam już na tym kompleksie działek 9 kotek). To niekończąca się praca, ale satysfakcjonująca - kolejne kocice nie będą rodziły następnych miotów niechcianych kociąt.

Jeszcze raz dziękuję za dotychczasową pomoc i proszę z całego serca o dalszą .

Joanna



30 kwietnia 2012

Jedna duża, a druga maleńka... mieszkanki naszego zwierzęcego "prawie hospicjum" proszą o serce...

Jamela to stara, wyrodzona klacz, która zamieszkała w Przystani kilka lat temu. Razem z jeszcze starszą Grimsey wykupiliśmy te wyrodzone matki z jednej ze znanych stadnin za symboliczną cenę. Zapewniliśmy obu pewną, spokojną i dobrą starość. Jamela nie jest okazem zdrowia, ma mnóstwo sarkoidów i flegmonę na tylnych nogach, przeszła bardzo ostrą kolkę, gdyż ma bardzo wrażliwy układ pokarmowy. Jednak stale opiekuje się na pastwisku starszą przyjaciółką. Na początku były całkowicie nierozłączne, nawet podczas kolki nie można ich było rozdzielić. W nocy podczas oprowadzania kolkującej Jameli budziły okolicę, cały czas nawołując się głośnym rżeniem.

Obecnie flegmona bardzo się nasiliła, zastosowane przez kilka dni leczenie, nie dało spodziewanego efektu. W nodze wypadły dziury, skóra uległa zniszczeniu, ropa lała się strumieniem. Trzeba było zastosować mocniejsze i drogie antybiotyki i inne lekarstwa, konieczne były codzienne wizyty weterynarza, zmiana opatrunków i wiele innych zabiegów leczniczych i pielęgnacyjnych. Drugą noga musi być chłodzona wcierkami, aby była w stanie unieść ciężar całego ciała, gdyż klacz bardzo mało staje na chorej nodze. Dostaje środki przeciwbólowe. Staramy się zrobić wszystko co w naszej mocy, aby pomóc tej spokojnej, kochanej klaczce, która nigdy nie sprawiała żadnych problemów w Przystani. Jej leczenie jest drogie i będzie długotrwałe, ale czyż można ze spokojem powiedzieć- nie stać nas, nie leczymy, usypiamy? Jej stan jest poważny, ale razem z weterynarzem podjęliśmy próbę ratowania jej i przywrócenia do zdrowia, choć istnieje taka możliwość, że jeśli z jakichś przyczyn organizm nie odpowie na zastosowane leczenie, będziemy musieli się poddać. Jednak jest szansa - więc musimy spróbować! Prosimy Was kochani o pomoc w zapłaceniu rachunków za dotychczasowe i możliwość dalszego leczenia!

Oczko to maleńka kotka, stara i schorowana. Mieszka w Przystani od kilku lat, zawsze grzeczna, prosząca o pieszczoty. Pełna ufności i miłości do ludzi. Jako pozostałość po przebytym w dzieciństwie kocim katarze ma ciągłą tendencję do przeziębiania się, kataru, zapaleń górnych dróg oddechowych. W tej chwili ma anemię, mimo leczenia chudnie. Chcemy jednak nadal ją ratować więc zwracamy się do Was kochani o pomoc w zapewnieniu jej wszelkiej pomocy weterynaryjnej , dobrej karmy i preparatów wzmacniających. To kochane stworzenie każdym swoim spojrzeniem prosi o pomoc, jest zawsze taka zapatrzona w nas i pełna cierpliwości zarówno dla innych kotów jak i psów. Bardzo, bardzo Was prosimy - dajmy jej szansę,

Za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe 86 1240 1330 1111 0010 4268 4506 z dopiskiem- "Na leczenie Jameli" oraz "Na leczenie Oczka" serdecznie Wam kochani dziękujemy!!!










25 kwietnia 2012

STARUSZEK Franuś prosi o pomoc

Kochani,

Przypomnimy Wam w skrócie akcję ratowania FRANUSIA - konika, który cale swoje życie pracował wysoko w górach. Jego historia poruszyła wtedy wiele serc, pomoc płynęła nawet spoza granic naszego kraju. Dzisiaj Franiu, już ponad 30 letni staruszek ma duże problemy zdrowotne, ciężka praca odbiła się na jego zdrowiu i dlatego kolejny raz ośmielamy się Was, nasi kochani darczyńcy prosić o pomoc.

"Tak jak wcześniej pisaliśmy Państwu w dniu 11.11.2007 Franuś ostatni raz pokonał wysokie góry, po to, aby wreszcie odpocząć. Tak strasznie się cieszymy i tak bardzo dziękujemy za pomoc dla tego wiejskiego spracowanego konika. Z całego serca dziękujemy za wpłaty finansowe i te po 1 zł i te nawet po kilkaset zł. Wszystkie były tak bardzo cenne, bo przecież za nie kupiliśmy coś najpiękniejszego... Franiowe życie. Dziękujemy Wam za Wasze ogromne serca, dajecie nam wiarę i nadzieję, na tej trudnej drodze ratowania życia zwierzęcych przyjaciół, którą wybraliśmy... Pomoc dla Frania nadeszła nawet od naszych wspaniałych rodaków mieszkających poza granicami naszego kraju, ile ludzkich serc poruszył ten spracowany konik, ile łez popłynęło kiedy dzwoniąc do Nas pytaliście czy jest szansa... za to wszystko mówimy WAM dziękujemy... najpiękniej jak potrafimy. Chociaż droga Franiowa na zasłużoną emeryturę była bardzo ciężka wiemy, że było warto". http://www.przystanocalenie.pl/kpdz_konie_franus_galeria.htm

Po śmierci ukochanej klaczy Carmen, która była dla niego wszystkim, Franuś zaczął podupadać na zdrowiu. Z walecznego kawalera odganiającego wszystkie konie od Carmen, stał się spokojnym staruszkiem. W miedzy czasie na zielone pastwiska odeszła też krowa Frania, która przez cały czas była jego przyjaciółką. Dzisiaj Franuś jest coraz słabszy, do tego doszły poważne problemy zdrowotne, a i spracowane nogi często odmawiają posłuszeństwa. Od kilku dni u Frania codziennie jest weterynarz, który podaje mu niezbędne leki.

Wiemy, że czas ukochanego Frania dobiega końca i z całego serca prosimy Was o pomoc. Chcielibyśmy na koniec przychylić mu trochę nieba, by miał wszystko co najlepsze. Obecnie bardzo trudno nam to spełnić dla niego, ponieważ schorowanych zwierząt w Przystani ciągle przybywa. Najpiękniej jak potrafimy prosimy o pomoc w spłacie usług weterynaryjnych, jak również pomoc w zakupie musli dla seniorów ,leków i witamin oraz marchewki, którą Franuś tak bardzo uwielbia.

Po śmierci Carmen, Franuś już nigdy nie zaprzyjaŸnił się w Przystani z żadnym koniem. Na pastwisku zawsze stoi sam, ale dla nas ludzi jest największym przyjacielem. Długo walczyliśmy, aby go uratować, więc i teraz zrobimy dla niego wszystko, bo pokochaliśmy go całym sercem.

Za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe: 86 1240 1330 1111 0010 4268 4506 z dopiskiem dla Frania, serdecznie dziękujemy.




5 kwietnia 2012

Dla nas ludzi idą święta...
Czy to koniec życia Xawiera?

Xawier to koń rasy huculskiej, który połowę swojego życia poświecił na pomocy chorym dzieciom i osobom starszym, był końskim terapeutą. Ciężka codzienna praca doprowadziła do nadwyrężenia stawów i pewnego dnia nogi odmówiły posłuszeństwa. Dzisiaj już Xawier sam potrzebuje pomocy i opieki. W rozmowie telefonicznej obecni właściciele mówili, że to spokojny, wspaniały koń, który pomógł wielu chorym ludziom, był zawsze chętny do pracy, dobrze ułożony. Na jego nieszczęście nikt nie pomyślał o nim i jego emeryturze.

Brutalna ekonomia nakazuje wymianę chorego konia na nowego, zdrowego, zdolnego do pracy. Xawier mieszka w domu opieki społecznej i tam też pracuje, dlatego zapadła decyzja o sprzedaży konia. Wiadomo, że nikt nie kupi konia, który nie nadaje się już do żadnej pracy, wiadomo jest, że NIESTETY pójdzie na rzeź. Nie ma sentymentu, jest czysta, chłodna kalkulacja - życie Xawiera zostało wycenione na 2 tysiące . Nie ma spokojnej emerytury za dotychczasową pracę, koń musi opuścić obecny dom.

Kochani,
w Przystani mieszkają już zwierzęta szczególnie zasłużone dla nas - ludzi, takie, jak psy i konie policyjne, konie z dorożek. Czy również Xawier, który ciężko pracował dla niepełnosprawnych osób, znajdzie u nas swoje miejsce?
Czy swoje 12. urodziny będzie już mógł spędzić w Przystani Ocalenie? Jego życie leży teraz w Państwa rękach. Za każdy grosz przekazany na konto zbiórkowe: 86 1240 1330 1111 0010 4268 4506 na jego ratowanie z dopiskiem dla XAWIERA z całego serca - dziękujemy.



2 kwietnia 2012

STARA MARYNIA PROSI O POMOC...

Marynia została znaleziona na ulicy i przyprowadzona do schroniska w Sosnowcu na początku marca.

Sunia jest koszmarnie wychudzona, zęby nadają się tylko do usunięcia, ma guzy na obu listwach mlecznych. Nie wiadomo, ile życia jej jeszcze zostało, ale bardzo prosimy o pomoc w zapewnieniu jej opieki i leczenia.

Marynia opuściła już schronisko, jest bardzo wystraszona. Obecnie jest w trakcie badań, w zależności od ich wyników będzie można zdecydować co dalej z Sunią.

Marynia bardzo nas wzruszyła , mimo trudnej sytuacji finansowej i wielu zwierzaków, które mamy pod swoją opieką, zdecydowaliśmy się wziąć ją pod swoją opiekę. Sunia wymaga diagnostyki i leczenia, dobrej karmy. Obecnie mamy bardzo wielu podopiecznych, w większości zwierzęta gospodarskie - konie, krowy, świnki, kozy, owce, wiele kotów, psów, jaka, małpkę, lisa, których utrzymanie jest bardzo kosztowne, ale zawsze na los zwierzęcych staruszków jesteśmy szczególnie bardzo wrażliwi . Konieczna jest pomoc w utrzymaniu Maryni, dajmy jej szansę na godne dożycie w domu, wśród ludzi, a nie w betonowym boksie.

Pomóc można wpłacając grosik na Konto zbiórkowe: 86 1240 1330 1111 0010 4268 4506 z dopiskiem "dla Maryni"

Prosimy również o pomoc rzeczowa - dobrej jakości mokra karma, witaminy dla starszych psów np. Geriadog, preparat na pchły/kleszcze. ZA WSZELKą POMOC DLA TEJ STAROWINKI Z CALEGO SERCA DZIĘKUJEMY…







13 marca 2012

Pożegnanie z MAKSIEM, naszym kochanym wesołym staruszkiem

Maksiu-stary, poczciwy, łagodny. Taka końska przytulanka . Kiedy do nas trafił w 2007 r. miał około 30 lat. Był w bardzo złym stanie-strasznie chudy, zawszony , z okropną biegunką. Został uratowany z rąk właściciela, który trzymał go w bardzo złych warunkach. Początkowo leczenie nie przynosiło spodziewanego efektu, wydawało się, że nie da się mu pomóc. Nie zachwycał wyglądem-siwy, łysy, przeraźliwie chudy, ciągle upaprany kałem, ze względu na utrzymującą się biegunkę i pokładanie się w niej. Jednak zawsze zachwycał cierpliwością, spokojem i zaufaniem do człowieka. Nie wchodził w konflikty z innymi końmi. Z czasem stał się przyjacielem naszego samotnika Wiktora. Kiedy zamieszkał w Przystani, to wyglądało tak, jakby wrócił nasz Węgielek. Maksiu był podobny do niego-zniekształcone, powykręcane nogi i kopyta, podobna budowa i chód- na sztywnych nogach jak wojsko na defiladzie. Tylko jedno było inne- Węgielek często kładł uszy po sobie, gdy ktoś do niego podchodził, a Maksiu przeciwnie-cieszył się z każdego zainteresowania, z każdego gościa. Już dwukrotnie w ciągu pobytu w Przystani przechodził poważny kryzys zdrowotny. W zeszłym roku zimą wydawało się, że odchodzi. Położył się, nie miał siły ustać. Nasza Pani weterynarz przyjeżdżała do niego codziennie, ale leczenie wydawało się nie pomagać. Podniesiony stał tylko chwilę i znów leżał. Kolejnego dnia wieczorem , gdy wszystko wskazywało na to, że będą to ostatnie jego godziny, zrozumieliśmy, że trzeba się z nim pożegnać. Posiedzieliśmy przy nim, wygłaskaliśmy, okryliśmy derką i kocami, a potem poszliśmy na herbatę, gdyż było bardzo zimno. Gdy przed wyjazdem do domu zaglądnęliśmy jeszcze raz do jego boksu, okazało się, że stoi i je swoją kolację ze żłobu. Choć wydawało się, że odchodzi, wstał i tak szczęśliwy „przestał” kolejny rok. Niestety- nadeszła jednak ta ostatnia noc… Nasz kochany staruszek odszedł . WSZYSTKIM PANSTWU ZA KAŻDą POMOC ,ZA SERCE OKAZANE MAKSIOWI SERDECZNIE DZIĘKUJEMY ……BĘDZIE BRAKOWAC NASZEGO WESOŁEGO STARUSZKA.



5 marca 2012

Stary, ślepy Nero prosi o ratunek!!!

"Jest twoim przyjacielem, partnerem, obrońcą - twoim Psem. Jesteś jego życiem, miłością, przewodnikiem. Będzie twój- wierny i oddany do ostatniego uderzenia serca. Winien mu jesteś zasłużyć na to oddanie."

/ M. Siegal /

Serce pęka, gdy się widzi takie staruszki. Zapewne wyrzucone, bo stare, bo głuche, bo ślepe... Kim trzeba być, żeby po latach spędzonych z psem- w chwili kiedy potrzebuje nas najbardziej- zwyczajnie Go zostawić...? Wyrzucić jak zepsuty mebel, czy zabawkę? A co musi czuć taki pies, pozbawiony tego co znał, gdzie czuł się bezpiecznie, co kochał psim sercem!!!
Nero to leciwy staruszek. Został znaleziony w zaspie przy drodze- nie wiadomo, jak długo tam leżał. Początkowo wcale nie chodził- możliwe, że był potrącony. Prawie nic nie widzi i praktycznie nie słyszy. Uratowany z ulicy, w czasie największych mrozów przebywał u pewnych ludzi w budzie, miał trafić do schroniska, gdzie ze względu na wiek i dolegliwości mógł zostać zagryziony przez inne psy lub odejść na zawsze ze stresu.
Nie mogliśmy pozostawić biedaka bez pomocy. U weterynarza okazało się, że ma przemieszczenie siatkówki w jednym oku, ale ze względu na wiek operacja byłaby zbyt ryzykowna. Została pobrana krew, na wyniki czekamy. Dostaje lekarstwa przeciwbólowe, ze względu na chorą łapkę. Prosimy Was wspaniali nasi przyjaciele o pomoc w zapewnieniu leczenia temu psiemu biedakowi oraz na bieżące utrzymanie. Sami Państwo wiecie, że czasy są coraz trudniejsze i nam też z trudem przychodzi ratowanie kolejnych zwierzęcych nieszczęśników. Ale czy możemy pozostać obojętni na krzywdę i cierpienie takiego chorego staruszka???
Za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem "dla Nera" z całego serca dziękujemy.







5 marca 2012

Głosowanie - nagroda Serce Dla Zwierząt

Kochani pragniemy przedstawić WAM nominacje miesięcznika "Mój Pies" do dorocznej nagrody "Serce dla Zwierząt". Tym razem na prawdę nie wiemy kogo polecić - wśród nominowych sami wspaniali ludzie i ciężko przecenić rolę każdej z nich w ochronie zwierząt w Polsce. Pozostaje tylko życzyć powodzenia, trzymać kciuki i pozdrowić Pana Michała, Czarka z którym współpracujemy , europosła Wojciechowskiego i prowadzących Pytanie Na śniadanie, oraz innych nominowanych Nominację otrzymał również przedstawiciel naszej organizacji DOMINIK NAWA. Kto zostanie laureatem - zależy wyłącznie od Panstwa . Głosowanie już rozpoczęte! http://sercedlazwierzat.pl/

1. Dominik Nawa - prezes Komitetu Pomocy dla Zwierząt

SMS: PSY.SERCE.1 pod numer 7255

założyciel Przystani Ocalenie koło Pszczyny, która co roku zapewnia schronienie, wyżywienie i opiekę medyczną dziesiątkom zwierząt domowych i gospodarskich, głównie starych, chorych lub kalekich uratowanych przed rzeźnią lub z rąk tych, którzy je krzywdzili. Komitet interweniował m.in. w sprawie koni górali, które ciągną wozy do Morskiego Oka. Obecnie ma pod opieką 110 koni, 18 krów, kilkanaście kóz i owiec, tyleż psów i kotów, dwa osły, jaka, a nawet lisa uciekiniera z futrzarskiej fermy. Nawa był jednym ze współzałożycieli Koalicji dla Zwierząt, jest doradcą przy Parlamentarnym Zespole Przyjaciół Zwierząt.



28 lutego 2012

Tofik prosi o pomoc

W 2008 r trafił do nas Toffik, 2- miesięczne maleństwo znalezione w nocy na poboczu ruchliwej ulicy, przytulone do zwłok przejechanej przez samochód matki. Kotka mogła już nie żyć od dłuższego czasu, a maluszek leżał na niej. Nic nie widział, miał ropą zaklejone oczka. U weterynarza okazało się, że jest niesamowicie zapchlony, zarobaczony i ma objawy kociego kataru. Rokowania nie były dobre, ale podjęliśmy walkę o jego życie. Przez kolejnych kilka tygodni mimo leczenia nieustannie chorował. Były chwile, że praktycznie odchodził, a po testach okazało się, że ma FIP. To już był w sumie wyrok. Jednak miał tak silną wolę życia, że mimo wszystko przeżył już 4 lata.

Jest jednym z najukochańszych mieszkańców Przystani. Z całkowitego dzikuska szybko stał się kotem- przytulakiem. Pokochał ludzi, a najbardziej Dorotę i tak zostało do dziś. Nie bawił się z innymi kotami tylko czekał na moment kiedy może wskoczyć na ramię lub kolana i tak siedział przyczepiony jak małpka. Siadał za stołem, przy komputerze, stale chciał być z nami. Obecnie ma też swoje kocie przyjaźnie i ulubione miejsca- najukochańsze jest łóżeczko dla lalek, w którym śpi- no chyba, że mu inne koty zajmą miejsce. Stan Tofika obecnie bardzo się pogorszył, nasiliły się biegunki, wymioty dlatego z calego serca prosimy o pomoc w zakupie specjalistycznej karmy dla niego, oraz pampersów. Tofik nie wygląda na 4 letniego kocura, ale swoim wyglądem przypomina kilkumiesięczne kocię…. Za wszelkie wpłaty z dopiskiem "dla Tofika" z całego serca dziękujemy. W poniższym linku przypominamy Państwu historię Toficzka

http://www.przystanocalenie.pl/kpdz_koty_tofik.htm



16 lutego 2012

Kochani nasi przyjaciele i sympatycy!

Nadszedł właśnie czas rozliczeń oraz odpisów 1% podatku. Zwracamy się więc do Was z gorącą prośbą o wsparcie w tym zakresie oraz o promocję. Wspomóżcie naszą działalność i namówcie znajomych, aby przekazali 1% swojego podatku na utrzymanie zwierząt uratowanych przez krzywdą i śmiercią, które przebywają pod naszą opieką w Przystani Ocalenie oraz na różne działania interwencyjne i edukacyjne.

Obecnie pod stałą opieką Przystani, polegającą na zapewnieniu miejsca, wyżywienia, opieki weterynaryjnej i często kosztownego, długotrwałego leczenia przebywa 110 koni, 18 krów, kilkanaście kóz i owiec, 2 osły, spore stado kur uratowanych z kurzej fermy, lub takich które trafiły do nas na dożywocie po śmierci ich gospodarzy, kilkanaście kaczek i gęsi. Są także inne "przedziwne stworzenia": Larysa - jak tybetański oraz lis Kajetan, uciekinier z futrzarskiej fermy. Niektóre nasze końskie staruszki mają ponad 30 lat np. Maksiu, lub prawie tyle i wymagają specjalnych preparatów na stawy. Inne np. Myszka, Batuta, wymagają stałego podawania lekarstw poprawiających oddychanie. Niewidome: Arlan, Wotson, Łapówka czy Jurand wymagają szczególnej opieki, wyeksploatowane w hodowlach i ośrodkach jeździeckich klacze lepszej karmy i suplementów. Mamy też kilkanaście kotów, w większości chorych i kalekich: Mery- kotka, która straciła przednią łapkę we wnykach, fipowy Toffik, Aduś- z porażeniem i bez ogona, Szkielecik- staruszka bez zębów, Oczko- z nieuleczalnymi powikłaniami po kocim katarze oraz kilka kotów z innymi kocimi śmiertelnymi chorobami, które są u nas, aby godnie dokończyć życie. Psy to również grupa specjalnej troski- Łapka bez tylnej łapki, Reksio, który z powodu nie leczonej kontuzji u poprzedniego właściciela chodzi tylko na dwóch łapkach, stara, prawie niewidoma Czika, do granic możliwości wyeksploatowana suka z hodowli- Kassi, psi policjanci na emeryturze, schorowani, wymagający specjalnej karmy i kosztownego leczenia oraz parę innych psów, które przyjęliśmy z powodu znęcania się nad nimi lub śmierci właścicieli. To tylko kilka przykładów, które mówią o tym, że czasem Przystań powinna być nazywana domem starców, oddziałem geriatrycznym lub zwierzęcym hospicjum.

Prosimy- przesyłajcie linki do naszej strony, aby jak najwięcej osób mogło się dowiedzieć o naszym istnieniu i naszych podopiecznych. Na naszej stronie jest darmowy program do rozliczeń podatkowych- pobierajcie go i przekazujcie dalej. Możemy także wysłać ulotki, które można by rozdać znajomym, rozłożyć w zaprzyjaźnionych firmach, sklepach, itp.

Może ktoś z Was mógłby nam pomóc przez zaprojektowanie nowej ulotki, jakiegoś plakatu, banerów reklamowych. To wszystko zajmuje dużo czasu i wymaga zdolności, których nie posiadamy.

Nie stać nas na zakup reklam czy spotów w TV- są one zbyt kosztowne, a za te środki można poprawić byt kilkudziesięciu zwierząt. W związku z awariami, remontami, chorobami i rehabilitacją mieszkańców Przystani cały czas mamy poważne problemy finansowe. Do tego dochodzą nasz własne problemy osobiste i zdrowotne. Poprzedni i obecny rok to dla nas bardzo trudny czas- ciężko żyć gdy odchodzą bliscy, ale też nie można działać, gdy zdrowie poważnie szwankuje... Są to sprawy, które trudno pokonać, a bez Państwa wsparcia los przytuliska jest zagrożony...

Mimo dramatów i kłopotów walczymy o dobre życie naszych podopiecznych, ratujemy kolejne zwierzęta z rąk tych, którzy je krzywdzą. Podejmujemy różne działania interwencyjne i edukacyjne, odwiedzamy szkoły i przedszkola, robimy wszystko co możliwe z naszej strony, by szacunek okazywany zwierzętom oraz zapewnienie im godnych warunków życia zostały na stałe wpisane w zbiór zasad moralnych każdego człowieka.

Nasze działania potwierdzają, że zwierzęta uczą nas odpowiedzialności i wrażliwości, a kontakt z nimi kształtuje osobowość i pielęgnuje w nas ważne cechy człowieczeństwa.

Pomóżcie nam- bardzo prosimy- przekazując dla Komitetu Pomocy dla Zwierząt nr KRS 0000015352 1% podatku. To tak niewiele... a dla nas być albo nie być.



7 lutego 2012



Rozłąka jest naszym losem, spotkanie naszą nadzieją...

Bardzo dziękuję za maile, listy, sms'y; za słowa otuchy, które otrzymałam po śmierci mojej ukochanej Mamusi; za to że byliście ze mną w tych trudnych dla mnie chwilach, przeżywaliście ze mną ten dramat, dodawaliście mi otuchy. Teraz proszę o siły, aby przetrwać kolejna tragedię w moim życiu. W dniu 2 lutego zmarł mój ukochany Tatuś, ze stratą którego bardzo trudno będzie mi się również pogodzić. To zaledwie 7 miesięcy od daty śmierci mojej Mamusi i znowu los tak okrutnie mnie doświadczył. Pogrzeb mojego śp. Tatusia odbędzie się w środę, 8 lutego o godz. 12:00 w Parafii Sw. Krzysztofa w TYCHACH.

Pogrążona w bólu i rozpaczy

Dorota Szczepanek z rodzeństwem i rodziną

Księga gości



3 lutego 2012

Kochani! Kończą się nasze zapasy węgla!

Tegoroczna zima była dla nas wszystkich łaskawa co nie zmienia faktu, że konieczne jest ogrzewanie, które w Przystani jest węglowe. W ostatnim czasie temperatura bardzo spadła - u nas nawet do -23 poniżej zera, co sprawia, że ilość węgla konieczna do ogrzania bardzo wzrosła. Kończą się wiec nasze zapasy! Większość naszych przystaniowych psów i kotów to zwierzaki chore, stare i niepełnosprawne, jak np. Reksio, który chodzi na dwóch łapkach oraz inne psy, o których nawet czasu nie było napisać, przebywające u nas czasowo, odebrane właścicielom ze względu na znęcanie się nad nimi. Są mniej ruchliwe, więcej czasu leżą, wiec muszą mieszkać w ciepłych pomieszczeniach. W tej chwili zagląda nam w oczy widmo zimna i niemożności ogrzania naszych podopiecznych. Zamówiliśmy eko- groszek jednak nie mamy czym zapłacić! Jedna tona kosztuje 730,00 zł!. Przy tak dużej ilości schorowanych, wymagających szczególnej opieki zwierząt będących pod naszą opieką, sytuacja finansowa Przystani jest krytyczna. Błagamy wiec Was kochani przyjaciele o pomoc, aby nasze zwierzaki nie musiały marznąć! Za wszelkie wpłaty z dopiskiem - "Na węgiel" z serca dziękujemy!





2 lutego 2012

Cezar - kolejny "policjant" na emeryturze!

Na emeryturę trafił do nas kolejny pies policjant. Jak już Państwu pisaliśmy w ciągu kilku lat staraliśmy się zapewnić dom kilku policyjnym emerytom. Większość z nich znalazła wspaniałe domy i ma dobrą opiekę, u nas przebywa Niuton, a teraz kolejny emeryt– Cezar. Został wycofany ze służby ze względu na problemy zdrowotne- atopowe zapalenie skóry.

Pragniemy serdecznie podziękować lekarzowi weterynarii, który dotychczas opiekował się tym pieskiem i walczył o jego dalsze losy. W związku z tym, że nie mamy już żadnego wolnego miejsca w Przystani Cezar trafił do zaprzyjaźnionego hoteliku dla psów. Jego leczenie będzie długotrwałe i dość kosztowne, szczególnie ze względu na konieczność podawania specjalistycznej karmy. Musimy mu też zakupić nową budę.

Kochani– pomóżmy mu spokojnie pożyć na zasłużonej emeryturze. Prosimy o pomoc finansową na jego leczenie i utrzymanie. Zasłużył sobie na to przez lata służby dla nas ludzi, przez swoją pomoc i poświęcenie. A może ktoś z Państwa chciałby pomóc przez zakup karmy- royal- canin hypoallergenic? Za wszelkie wpłaty z dopiskiem "Dla Cezara" z serca dziękujemy.











2 lutego 2012

Koty działkowe - chore, głodne, porzucone...

KOCHANI oprócz prowadzenie przytuliska PRZYSTANI OCALENIE, działań interwencyjnych pomagamy jeszcze bezdomnym zwierzętom, szczególnie teraz w czasie srogiej zimy, robimy to sami bądź przy pomocy naszych wspaniałych wolontariuszy jakim jest właśnie JOASIA .Wcześniej pomagaliście już Państwo w zakupie budy i karmy dla suczki Daszki która Asia się zajmowała. Dzisiaj otrzymaliśmy kolejny apel od ASI z prośbą o pomoc dla bezdomnych marznących na działkach kotów. PROSIMY KOCHANI PRZECZYTAJCIE TEN DRAMATYCZNY APEL...

Od lat pomagam kotom na terenie pewnych Rodzinnych Ogrodów Działkowych we Wrocławiu. Wyłapywanie kociąt, łapanki kocic, wożenie na sterylki, opieka pooperacyjna i wypuszczanie na działki, leczenie chorych kotów to już codzienność. Mniej się to podoba kotom - jest to niebywały dla nich stres i niewygoda przebywania w klatce przez kilka następnych dni. Za to jakie opłacalne - kocice będą mogły zająć się "leniuchowaniem", a nie wychowywaniem kociąt, których przeżywalność na działkach jest znikoma.

Moje rachunki dawno zatrzymały się na 30 kotach. Kotów z pewnością jest więcej - na sąsiadującym kompleksie działek odkryłam niedawno kolejne "zagłębie kotów". Po nawoływaniu i bacznym rozglądaniu się wypatrzyłam kilka kotów. Wkrótce pojawili się też inni współtowarzysze ich działkowej niedoli. Brak jakichkolwiek śladów wskazywał na to, że koty siedziały tam głodne od dłuższego czasu. Rozdzieliłam ciepłe posiłki i ruszyłam do kolejnego punktu zrzutu - tam czekały trzy kolejne.

Żal mi serce ścisnął, jak one wypatrywały człowieka.

Jeden kocurek w stanie rozwijającego się kataru kociego, został zabrany do lecznicy, gdzie otrzymał antybiotyk w zastrzyku. Kolejne zastrzyki robiłam już na miejscu. Przynajmniej wiem, gdzie rezydują, co ułatwi mi dokarmianie oraz podawanie leków.

Zabrałam stamtąd także wynędzniałego kociaka, chorego, zarobaczonego, wyglądającego "na oko" na 3 miesiące. Jednak weterynarz określił wiek kociaka na 5-6 miesięcy, przy wadze 925g to cud, że jeszcze żył! Kociak już bezpieczny, jest otoczony stałą opieką weterynaryjną. Mini, bo tak została nazwana wymaga odkarmienia i leczenia, ale wierzę, że wszystko się dobrze ułoży i po wyleczeniu znajdzie wspaniały dom.

Proszę o pomoc w sfinansowaniu leczenia chorego kociaka oraz pomoc w zakupie karmy dla działkowych kotów, aby mogły przetrwać najgorszą porę roku.

Dziękuję bardzo.

Joanna Nowak

Kochani z całego serca prosimy o pomoc dla działkowych kotów, aby mogły przetrwać zimę, za wszelkie wpłaty z dopiskiem "KOTY DZIAŁKOWE" z serca dziękujemy. Tylko Z wami kochani rzeczy niemożliwe stają się możliwe...







3 stycznia 2012

My zaczynamy nowy rok, one czekają na śmierć…

Kasztanka ma 28 lat. Mimo zaawansowanego wieku jest dość energiczna, widać, że ma w sobie życie... Przejechała ponad 1000 km po to, żeby tutaj umrzeć. W transporcie przewróciła się z osłabienia, inne konie pokopały ją. Z trudem podnoszono ją na postojach. Razem z towarzyszami podróży wylądowała w stajni, poczekalni w drodze na śmierć. święta spędziła uwiązana do ściany, przed atakami innych koni osłaniała ją większa i silniejsza koleżanka, którą uwiązano obok. Ta siwa klacz też jechała w tym transporcie... jest o 10 lat młodsza, ma 18 lat. Obie stoją we własnych odchodach, tam stajni się nie sprząta, tam konie nie stoją długo. Do jedzenia dostają tuczącą breję, nie mogą przecież stracić wagi. W jej oczach jest smutek, ale chyba jeszcze nie rezygnacja. Mimo tego co przeszła w transporcie, poobijana, obolała, ale wstaje chce żyć . Jej życie kosztuje 1900zł. W SKUPIE NIESTETY POZOSTANIE SIWA KLACZ, Z KTORA KASZTANKA PRZYJECHALA RAZEM NA ŚMIERĆ, zdajemy sobie sprawę, że pozostawiając tam siwą będzie to radość przez łzy.....

Podczas gdy my zaczynamy na Nowy Rok, one czekają na śmierć... Możemy to zmienić, pomóżcie prosimy... za każda kwotę przekazaną na konto zbiórkowe: c z dopiskiem "dla kasztanki" z serca dziękujemy.





20 grudnia 2011

PODZIEL SIĘ SWIĘTAMI ZE ZWIERZĘTAMI

Kochani, to już ostatni raz w tym roku ośmielamy się prosić WAS o pomoc. NIESTETY NIE ZDąŻYMY ZORGANIZOWAC JUŻ NASZYCH DNI OTWARTYCH, KTÓRE POWOLI STAJA SIĘ TRADYCJą TEGO MIEJSCA, ale zwracamy się z prośbą o karmę dla naszych podopiecznych. W DNIACH 23 i 24 GRUDNIA przed bramą naszego przytuliska zostanie wystawiony kosz na prezenty dla naszych podopiecznych, może ktoś z Państwa będzie chciał podzielić się również i z nimi ,z tymi które często głodzone bite poniewierane znalazły wreszcie spokój i serce w naszej Przystani .MARZYMY O TYM, aby te które WCZEŚNIEJ nie miały NIC teraz dostały WSZYSTKO. Zapraszamy serdecznie również do zabrania świątecznego sianka, które będzie tam tez dla PAŃSTWA PRZYGOTOWANE i ABY PAMIĘĆ O PRZYSTANI TRWAłA NAWET W DNIU TEGO MAGICZNEGO ŚWIETA, JAKIM JEST Wigilia. Swoje paczuszki świąteczne otrzymała już małpka Zuzia, lisek Kajetan oraz piesek Lusia, może i inne również będą miały to szczęście, dlatego kochani gorąco zapraszamy do pomocy. WIEMY, ŻE OKRES PRZEDŚWIATECZNY TO CZAS PRACY, ale może wystarczy chwila, żeby zrobić niespodziankę któremuś z naszych podopiecznych. ZA WSZYSTKO Z GÓRY PIĘKNIE DZIĘKUJEMY, A SIANKO CZEKA na Was. Wszystkich naszych światecznych darczyńców zapraszamy na spotkanie z naszymi podopiecznymi po nowym roku. Już wkrótce filmiki z naszymi zwierzakami "oglądającymi" prezenty od Państwa…NP. NASZA ZUZIA UWIELBIA SZMACIANE LALKI I PIłECZKI... Za wszystko z serca dziękujemy...



18 grudnia 2011

Nie kupuj żywego karpia!

zobacz film: http://www.youtube.com/watch?v=HmxhFIUKSVA&feature=youtu.be



18 grudnia 2011

Podarowane życia

Kochani, w ostatnim czasie dużo się dzieje, końcówka roku to szczególnie ciężki okres wzmożonej pracy i dlatego nie nadążamy z aktualizacją wydarzeń. Chcemy jednak poinformować, że dzięki Wam Roni, Marianka i Malinka są już uratowane, więcej wkrótce.



11 grudnia 2011

Świąteczny prezent-życie!!! Dwie końskie matki proszą o pomoc

Kochani Nasi- zbliża się najbardziej wyjątkowy czas w roku-czas świąt. Przygotowania do nich zawsze nastrajają nas jakoś tak, że świat wydaje się lepszy, piękniejszy. Jak co roku w tym czasie otrzymujemy też wiele listów czy telefonów które mówią o smutku i nieszczęściu, a często nawet tragedii związanej z tym magicznym czasem. Kolejny raz decydują się losy koni. . Są to klacze po karierze hodowlanej, mają po kilkanaście lat, a do tego jeszcze u obydwu zdiagnozowano kulawiznę, co wyklucza je z dalszego użytkowania i rozrodu. Na pytanie: kto kupi konie, które do niczego się nie nadają? odpowiedź jest tylko jedna, szczególnie w obecnej sytuacji wzrastających cen, kryzysu. W naszej PRZYSTANI wiele klaczy sportowych i hodowlanych, a z jakiegoś powodu nagle wybrakowanych i przeznaczonych na mięso, znalazło nowy, spokojny dom. Dlatego chcemy i tym podarować na święta coś najpiękniejszego - życie, ponieważ przez kilkanaście lat życia służyły wiernie człowiekowi...

Ośmielamy się prosić Państwa o pomoc w ich ocaleniu i wiemy, że tylko dzięki WAM będzie to możliwe. Niestety termin jest bardzo krótki. W PRZYSTANI brakuje miejsca, ale trudno pozostać obojętnym na los koni, które tak naprawdę są już skazane... Za wszelkie wpłaty z dopiskiem "DWIE MATKI" NA KONTO ZBIÓRKOWE Z CAŁEGO SERCA DZIEKUJEMY! ! Poczujmy już magię świąt,a zasiadając do Wigilijnego stołu pomyślmy sobie ,że pomogliśmy podarować życie… Konto zbiórkowe: NUMER NIEAKTUALNY



29 listopada 2011

Zostań MIKOŁAJEM DLA PRZYSTANIOWYCH PODOPIECZNYCH



Kochani... Kończy się listopad, a niebawem zaczyna się grudzień... W grudniu - każdy z Nas żyje nadchodzącymi świętami... Stajemy się bardziej radośni, mili, w naszych sercach gości więcej ciepła. W naszych głowach piękna, dostojna choinka, prezenty, uroczysty nastrój unoszący się dookoła, w uszach kolęda brzmi... Krótko mówiąc, "magii czas"... Dla Nas również święta to czarodziejski czas... Rok w rok staramy się, aby i nasi podopieczni mieli takie prawdziwe "święta" - ze smakołykami i prezentami... Ostatnie lata nie są łatwe... Brakuje wszystkiego... Ten rok także nas nie oszczędzał. Nasze plony szybko się kończą. Różnorodność gatunkowa naszych podopiecznych sprawia, że potrzebne jest dosłownie WSZYSTKO... Konie psy, koty, kury, gęsi, kaczki, owce, barany, kozy, osiołki, krowy, świnki, lis Kajetan i inne... Tak więc marchew, ziemniaki, dynie, cukinie, pietruszka, buraki, kabaczki, różne zboża, kapusta, jabłka oraz wszelkie owoce i warzywa, karmy dla psiaków i kociaków, kasza, makaron, ryż - wszystko znika u Nas w zastraszającym tempie...

Postanowiliśmy więc zorganizować Naszym podopiecznym MIKOŁAJKI w Przystani. Dnia 03.12.2011 od godziny 10:00 do 16:00, na które każdego z Was zapraszamy z całego serca! Tego dnia każdy z Was może zostać Św. Mikołajem! Zwierzaki ucieszą się dosłownie ze wszystkiego!

Czasami w domach macie karmę, niepotrzebne koce dla psiaków/kociaków, jakieś środki czystości - wszystko przyda się i wspomoże potrzebujące zwierzaki.

Zapraszamy! Zobaczycie, jakie to przyjemne podarować jakieś smakołyki czy podarunki, a w zamian zobaczyć w oczach zwierząt wdzięczność i radość...

Mikołajkowe odwiedziny będą chwilą radości i relaksu również dla Was... Czeka pyszne ciasto i i wegetariański poczęstunek,

Dzięki Wam mogą mieć przedsmak świąt już 3 grudnia!



15 listopada 2011

O JEDNO WAS PROSIMY, ABYŚCIE O NIM PAMIETALI
Pożegnanie z KARUSIEM

KOCHANI, CZĘSTO ODWIEDZAJąC PRZYSTAŃ, jeszcze teraz pytacie... a gdzie KARUŚ... LUB MAM DLA NIEGO MASKOTKI... tylko gdzie on jest... NIESTETY W NOCY Z 2 NA 3 LIPCA 2011 r. Karuś odszedł od nas na zawsze, pozostawiając po sobie pustkę, której nigdy nie da się wypełnić, a tymi poniżej spisanymi słowami pragniemy oddac to, jaki był, zresztą sami wiecie, jaki był KARUŚ. To bardzo trudne pożegnanie, jakie przyszło nam napisać...

Przystań... Miejsce, które wielu z Was kojarzy się w pierwszej kolejności z Nim... Z Karusiem, trzyłapkiem, którego wszędzie było pełno. Przyjeżdżając do Przystani, wielokrotnie wokół obejścia czy przy bramie nie spotykaliście nikogo krzątającego się w ferworze pracy. Jednak zawsze czekal On... Karuś... Siedział przy bramie lub leżał ze swoją zabawką - gotów w każdej chwili przejąć obowiązki gospodarza i oprowadzić przyjezdnych - przecież znał tu każdy kąt.

To On czekał cierpliwie na konie przywożone z rzeźni, okazleczone i nieufne, to On w swoim psim języku pocieszał skrzywdzone przez los psy i koty, które kalekie, bezradne i przerośnięte sytuacją, w jakiej się znalazły, wykazywały strach. Wielokrotnie czuwał przy gasnących zwierzęcych życiach, by dodać otuchy, by ostatni raz stanęły do walki o życie. Z każdym się przyjaźnił - i w nikim nie miał wroga.

Prawdziwą i szczerą miłością darzył jednak dzieci. Wycieczki ze szkół czy przedszkoli to był Jego żywioł! Tylu małych, szczery ludzi na raz! Oddawał się wtedy bezgranicznej przyjemności, jaką było dziecięce przytulanie i głaskanie. Z jeszcze większą przyjemnością niż zwykle oprowadzał maluchy. Gdy odwiedziny dobiegały końca - On jako gospodarz odprowadzał je do samego autobusu, zajmując miejsce - chciał przecież jechać z Nimi na wycieczkę!

Od młodych lat kochał wodę - jak był młodszy często chodził na pobliski staw, by się wykąpać. Brodził tam w wodzie i w błocie - do domu wracał niewykąpany... Tylko oblepiony mułem i błotem. Szedł wtedy na pastwisko, gdzie podczas deszczu tworzy się niewielki stawek - i tam godzinami się wylegiwał.

Kochał Przystań całym sobą - co udowadniał na każdym kroku. Ale przed wyborem Rodziny na resztę życia także stanął... Artykuły i reportaże o Przystani pojawiały się w mediach. W jednym z nich właściciele Karusia wypatrzyli Go... Czym prędzej pojawili się w Przystani, by zabrać Go do domu. Wyjaśnili, że Karuś uciekł, a Oni Go szukali. Jak Ich tylko zobaczył - tak straszinie się ucieszył! Radości nie było końca. Oprowadził Ich - jak to gospodarz po całym dobytku. Lecz gdy odwiedziny dobiegły końca - odprowadził Ich do samochodu. Ani w głowie Mu było z Nimi jechać! Przecież był w domu... W domu, który był Mu pisany w zeszycie życia...

Cały czas mamy przed oczami chwile, gdy wchodził do domu, otwierając drzwi jedną łapką. Wbiegał do pokoju, szukając kartonów z podarunkami - by wygrzebać... ZABAWKI! Żaden smakołyk nie był ważniejszy - nawet ten najbardziej aromatyczny. Kolejną Jego miłością były zabawki! Szczególnie wielbił te piszczące. Biegał z nimi po całym podwórku - absolutnie się nimi nie dzieląc. I tak mijało Krusiowe życie - aż nadeszła jesień...

Kalectwo coraz bardziej dawało o sobie znać - przesilona jedna przednia łapka przez całe życie dźwigająca Jego ciężar stawała się coraz słabsza. Starszy wiek także zrobił swoje. Niestety ostatecznie doszedł rak. Walczyliśmy o Niego z całych sił - był przecież członkiem naszej Rodziny. Widzielismy, że był coraz słabszy i słabszy - lecz On nie chciał nas martwić - do samego końca walczył o każdą jedną minutę spędzoną z Nami. Jednak Jego świeczka zgasła - odszedł w ukochanych ramionach, spokojnie. Ze świadomością, że był tak bardzo kochany... tego dnia byli u nas nasi przyjaciele JOLA I BOLEK, to własnie Oni razem z Dominikiem przeprowadzali go za Tęczowy Most, do konca był otoczony miłością... chociaz to były bardzo ciężkie chwile dla wszystkich. Całe morze łez wylanych za Nim niestety nie przyniosło ukojenia... Została pustka, żal i tak ogromny smutek, że słowa nie są w stanie go opisać. Straciliśmy cząstkę siebie... KOCHANI, PRAGNIEMY Z CAŁEGO SERCA PODZIEKOWAĆ WAM ZA WSZELKIE DOBRO OKAZANE TEMU WSPANIAŁEMY PSU, ZA KAŻDY GEST, SKIEROWANY W JEGO STRONĘ...

...NIE UMIERA TEN, KTÓRY ŻYJE W SERCACH INNYCH...







8 listopada 2011

Tyszanka Malina potrzebuje pilnie pomocy!

Jest tyszanką tak jak my, widywaliśmy ją dość często, kiedy ciągnęła wóz ulicami miasta ze złomem, węglem, płodami rolnymi -dziś to już mało spotykany widok. Pracowała także w polu, a swoją pracą zapewniała byt swojej ludzkiej rodzinie. Jednak brutalna ekonomia znowu bierze górę- koń nie może dłużej pozostać w swoim dotychczasowym gospodarstwie. Skończyła się możliwość wypasania na pastwisku, potrzebne jest siano i słoma, a więc zbędny wydatek, dlatego Malina pojedzie na rzeź...

Ma zaledwie kilka lat, jest dużym koniem pociągowym maści gniadej z wytarta od chomąta grzywą. Trudny jest każdy taki wybór- dlaczego właśnie ten koń, a nie inny bo wiemy, że nie uratujemy wszystkich. Sami Państwo wiecie, że wtedy kiedy się zna albo chociaż widzi dane zwierzę, pogodzenie się z tym, że za kilka dni ma stać się już tylko kiełbasą albo karmą dla lisów jest tym bardziej trudne. Malinę znamy od kilku lat, więc teraz, kiedy jej los został przesądzony i otrzymaliśmy wiadomość na ten temat, postanowiliśmy zawalczyć o jej dalszy los. Malina została już zważona, w paszporcie karteczka 690 kg, a jej właścicielowi nie zależy, żeby klacz żyła, ważne są pieniądze, które ma z jej sprzedaży otrzymać... to przykre. Czy MALINCE POZOSTAŁO ZALEDWIE KILKA DNI ZYCIA??????

Prosimy Was z całego serca o pomoc, bo czasu mamy bardzo mało. Jak zawsze liczy się każdy grosz, każda złotówka, bo decyduje o życiu Maliny! Rozsyłajcie prosimy tę wiadomość do swoich znajomych, im większy będzie krąg osób, tym łatwiej będzie jej pomóc. Wiemy, że zawsze można liczyć na Waszą pomoc dlatego z góry, za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe NUMER NIEAKTUALNY z dopiskiem - "Dla Maliny" z serca dziękujemy!





5 listopada 2011

Aza i jej szczenięta bez dachu nad głową

Kochani kolejny raz otrzymujemy od naszej wolontariuszki Klaudii apel o pomoc. Sytuacja jest dramatyczna ponieważ idzie zima, a szczeniaki i ich mama nie maja szans na jej przetrwanie , dlatego prosimy przeczytajcie kochani Nasi ten apel...

Aze poznałam kilka miesięcy temu... Może będzie już rok... Donieśli mi o Niej ludzie. Koczowała na polach, od człowieka uciekała co sił w łapkach... Dwa razy dziennie chodziłam Ją karmić - o stałych porach. Zaczęła przychodzić dokładnie w godzinach karmienia. Niestety do jedzenia chodziła dopiero jak odeszłam na bezpieczną odległość.
Pewnego dnia zwyczajnie wprowadziła się na pewne podwórko. Mieszka tam Mama mojego znajomego. I co bardzo dziwne... Od pierwszego dnia pozwoliła tej Pani do siebie podchodzić. Nawet pozwoliła się głaskać. Ale nikomu więcej! I tak jest do dzisiaj! Tylko, że dzisiaj jest już mamą... Jej domem jest przyczepa z traktora. To pod nią śpi z dziećmi. Wykopała tam dołek i tam je urodziła. Do maluszków nie może podchodzić nikt poza Jej Panią. Byłam zawieźć Jej karmę ostatnio - obszczekała mnie złowrogo i absolutnie nie dopuściła do dzieci... Zawiozłam Jej też witaminki jakie mi zostały,ale niewiele tego było.
Bardzo chciałabym zakupić Jej budę - bo wieczory i noce już zimne... A w dołku wykopanym w ziemi sielanki nie mają...
Koszt dużej budy to około 500 zł. To bardzo dużo pieniążków. A trzeba Aze jeszcze wysterylizować. Bo przecież nie może tak rodzić co chwilkę szczeniaków. Może ktoś ma do odstąpienia jakieś witaminy, lub zabawki? Maluszki już biegają same- chciałabym zawieźć Im jakieś zabawki. Wożę tam karmę, żeby zjadły coś pożywniejszego, ale sama nie dam rady utrzymać tego stada...


Kolejny raz prosimy Was o pomoc w zakupie budy dla tej psiej rodziny, może ktoś ma kocyki polarowe, pluszaki lub może podzielić się karmą, będziemy ogromnie wdzięczni za wszelką pomoc... wierzymy, że uda nam się pomóc Azie zanim nastanie sroga zima, ale to tylko z Waszą pomocą, będzie możliwe dlatego z całego serca ośmielamy się prosić o wsparcie na zakup budy, na sterylizację, a za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem "dla Azy" z całego serca dziękujemy.

Aza wybrała już swój dom i swojego człowieka, pomóżmy jej tam pozostać, musiała wiele już w życiu przejść ponieważ tak panicznie bała się ludzi, ale wreszcie im zaufała to jest najważniejsze...





31 października 2011

Kajetan, uciekając z fermy, stał się symbolem życia i wolności

Kajetan jest srebrnym lisem znalezionym w lesie, z którego trafił do Schroniska Miejskiego w Toruniu. Uciekł z ciasnej klatki, z futrzarskiej fermy. Był leczony, zaopiekowano się nim. Po kwarantannie i po stwierdzeniu, iż stan jego zdrowia jest dobry, zaczęto mu szukać odpowiedniego miejsca, gdzie Zwierzę będzie mogło przeżyć godnie resztę swojego życia.

Lis srebrny nie występuje w Polsce, nie można wypuścić go do lasu. Handlarze zwierząt futerkowych często importują gatunki, które mogą być- i są - zagrożeniem dla polskiej fauny.

Zgodziliśmy się zaopiekować Kajetanem, tą niesamowicie piękną żywą istotą, tak, jak kiedyś naszą bohaterką Borutą. Ufamy, że u nas pośród innych ocalonych będzie wieść właściwe życie, bez głodu, cierpienia, bez śmierci zadawanej prądem. Bardzo prosimy Was o wsparcie finansowe! Kajetan ma prawo żyć - jak każdy z nas. Ma miejsce, gdzie spędzi życie, ale potrzebuje odpowiedniego dachu nad głową, czyli tego, czego wszyscy tak bardzo pragniemy. Stwórzmy mu razem warunki zbliżone do naturalnych aby na zawsze zapomniał o życiu na metalowych kratach w oczekiwaniu na śmierć.

Z całego serca dziękujemy wszystkim, którzy sprawili, że ten wyjątek w tragicznym pseudożyciu więźniów ferm futerkowych stał się możliwy. On już nie nazywa się 57 lub 220, lub jakikolwiek inny numer klatki. Kajetan ma imię i chociaż nie może podziękować ludzkimi słowami, to patrzy swoimi oczami, w których jest cała światowa historia Życia i Wolności. Za każdy grosz, za każdą złotówkę wpłaconą na nasze konto zbiórkowe 69 1050 1399 1000 0090 7715 1463 z tytułem wpłaty "dla Kajetana" serdecznie dziękujemy.



http://www.youtube.com/watch?v=9yDfVP1wG68&feature=player_embedded





27 październik 2011

KOCHANI - PROSIMY O POMOC W ZAKUPIE WĘGLA

Lato, chociaż nie było szczególnie ładne, tak szybko minęło. Teraz ogromnymi krokami zbliża się zima, - najtrudniejsza pora roku dla naszych podopiecznych.

Jak Państwo wiecie w naszej Przystani mieszka wiele okaleczonych fizycznie zwierząt: bez oczu, bez kończyn, zwierząt po przebytych chorobach i tych, które u poprzednich właścicieli nie zaznały ciepła i miłości. Wszystkie są najcudowniejszymi i najbardziej wdzięcznymi stworzeniami, jakimi przyszło nam się opiekować. Za wszelką cenę staramy się im zapewnić maksimum komfortu; jednakże przy Państwa pomocy chcielibyśmy uczynić ich życie jeszcze lepszym.

Nie odmawiamy pomocy, chociaż sami często jej potrzebujemy. Zwierząt w naszym przytulisku wciąż przybywa, co wiąże się z nowymi wydatkami, a na domiar złego kończą się nam się nam zapasy karmy dla zwierząt i opału: mamy resztę węgla do ogrzewania domu.

Z pewnością pamiętacie Państwo nasz dramat sprzed kilku lat, gdy w środku zimy (a zima była wyjątkowo sroga) w Przystani rozerwało komin. To była ogromna tragedia dla nas i dla naszych podopiecznych – jak bardzo wtedy się baliśmy, że nie przetrwamy, że nie damy rady, że zwierzęta przebywające w domu rozchorują się nam z zimna. Na zawsze w pamięci pozostanie nam na obraz wtulonych w siebie psów i kotów śpiących na jednym posłaniu.

Kiedy sytuacja wydawała się beznadziejna przyszliście nam Państwo z pomocą: otrzymaliśmy grzejniki elektryczne oraz wsparcie finansowe na postawienie nowego komina. Tego pięknego gestu nigdy nie zapomnimy.

Z całego serca prosimy teraz o pomoc w przetrwaniu kolejnej zimy – o pomoc w zakupie karmy i węgla, aby zwierzęta przebywające pod nasza opieką nie odczuły drastycznie tej pory roku. Na piętrze w Przystani swoje wydzielone pokoiki mają koty z białaczką, koty z FIP oraz koty uratowane z doświadczeń, które wymagają specjalnego traktowania i ciepła.

Na zapłatę za węgiel potrzebujemy ok. 3,8 tys. zł, dlatego będziemy niezmiernie wdzięczni za każdy grosz, za każda złotówkę przekazaną na ten szczytny cel.

Z całego serca pięknie dziękujemy

ciepełko
Lubimy ciepełko!
ciepełko

8 październik 2011

Czy starość musi być tragiczna???- dramat starego człowieka i starego konia

Marianka ma ponad 30 lat. Od kilkunastu mieszka w gospodarstwie swoich właścicieli. Tam przeżyła dużą część swojego życia, a za  pracę  dostała dom, opiekę i wyżywienie. Niestety przyszła starość- w obecnym miejscu nie ma możliwości zapewnienia jej odpowiedniej opieki. W gospodarstwie jest jeszcze córka, która wyjeżdżając do pracy musi sama oporządzić konia i pozostawić go samego do powrotu z pracy.

W ostatnim czasie otrzymaliśmy wiele próśb o pomoc dla koni. Często odpowiadamy Państwu, zgodnie z prawdą, że niestety brakuje miejsca lub środków na utrzymanie kolejnych koni. Wiemy dobrze, że taka odpowiedź jest przykra dla proszących, ale w danej sytuacji nie możemy w żaden sposób pomóc. I bardzo często znajdujecie Państwo pomoc u innych osób czy fundacji, czasem sami podpowiadamy do kogo się zwrócić. Jednak nie potrafimy zostawić bez pomocy tych, które na żadną inną pomoc nie mogą liczyć ze względu na wiek czy choroby. I tak jest w tym przypadku: właściciele nie chcą oddać swojego końskiego przyjaciela na rzeź, ale proszą żeby zabrać Mariankę do nas, aby mogła dożyć u nas szczęśliwie końca swoich dni. Koniem zainteresowali się oczywiście okoliczni handlarze, ale wiadomo w jakim celu, bo kto kupi ponad 30- letniego konia, który nie nadaje się już do pracy?

Wcześniej trafił do nas Zenuś - stary konik, dla którego miejsce u nas wyszukał stary właściciel prosząc, abyśmy pozwolili jego przyjacielowi pożyć szczęśliwie na starość. No i u nas odszedł na wiecznie zielone pastwiska! Właściciele chcą oddać Mariankę za darmo, jednak musimy pokryć koszt transportu, a to ponad 700 km w dwie strony. Z całego serca prosimy o wsparcie na transport Marianki do Przystani oraz na jej utrzymanie. Za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem: „Dla Marianki” z całego serca dziękujemy. Takie historie są bardzo wzruszające, świadczą o tym, że są jeszcze ludzie, którzy potrafią sercem odpowiedzieć na bezgraniczną miłość i poświęcenie ze strony zwierząt, które całe życie oddały swoim właścicielom. Są jeszcze ludzie, którzy nie przeliczają wszystkiego na pieniądze!            Marianka zasłużyła na spokojną starość, a nie na rzeż, a jej opiekunowie zasłużyli na pomoc- dlatego ośmielamy się prosić Was kochani o wsparcie!

 

 

23 września 2011

PROSIMY O POMOC DLA PRZYSTANI OCALENIE

Kochani bardzo Was prosimy o wejście na http://apps.facebook.com/zwierzoluby i kliknięcie na dowolnego naszego zwierzaka, uzyskane w ten sposób punkty  zamienią sie w realną i wymierną pomoc dla naszego przytuliska. 
Prosimy też promować tą aplikację wśród swoich znajomych i w ogóle gdzie sie tylko da. Im więcej osób będzie z niej korzystać tym więcej pomocy otrzymamy.

 

10 września 2011

Pies na dwóch łapach!!!!!!     



Czy umiecie sobie Państwo wyobrazić psa chodzącego na dwóch łapach i to jeszcze znajdujących się po tej samej stronie ciała? Trudno jest uwierzyć, że to możliwe, dopóki się go nie zobaczy. Reksio- piesek, który porusza się tylko na dwóch łapkach znajdujących się po lewej stronie ciała trafił do Przystani kilka dni temu. Prawdopodobnie przeżył kiedyś wypadek samochodowy lub inny, w wyniku którego ma uszkodzone łapki po lewej stronie ciała. Po wizycie u weterynarza wiemy, że bardzo wiele krzywdy doświadczył ze strony człowieka w swoim psim życiu. Połamane łapki zrastały się same bez żadnej pomocy ze strony człowieka, bez opieki weterynaryjnej, środków przeciwbólowych, lekarstw. Jak bardzo musiał cierpieć ten biedny psiak to można sobie tylko wyobrazić. Dodatkowo na zdjęciach rtg widoczne są fragmenty śrutu co świadczy o tym, że został postrzelony. Postanowiliśmy pod opieką weterynaryjną powalczyć o lepsze życie dla niego. Jest niewielka możliwość częściowego usprawnienia przedniej łapki, tak aby choć trochę mógł jej używać podczas chodzenia. Jeśli nie podjęlibyśmy tej walki, grozi mu amputacja ze względu na rozwijającą się infekcję.

Reksio był bardzo zaniedbany i chudy, ale już został wykąpany i odpchlony. Jest bardzo spokojny i chyba szczęśliwy, że ma dom- w sumie czuje się jakby w Przystani mieszkał od zawsze.

Prosimy w jego imieniu o pomoc w zapewnieniu mu odpowiedniego leczenia i utrzymania. Kochani nasi Przyjaciele! Jego wola życia, która pozwoliła mu poradzić sobie w tak trudnej sytuacji bez udziału człowieka zasługuje na podziw i pomoc. Za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem: "Dla Reksia" z serca dziękujemy.



 

 

5 września

Czy RONI przejdzie z Morskiego Oka prosto do Przystani Ocalenie???!!!





Kochani! Od ubiegłego roku zainteresowaliśmy się losem koni pracujących na trasie do MORSKIEGO OKA. Dzięki Państwa pomocy udało nam się uratować kilka z nich. W tym roku również- podczas wakacji- spędziliśmy tam wiele dni uczestnicząc wraz z przedstawicielami Tatrzańskiego oraz Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w badaniach wysiłkowych koni pracujących na tej trasie. Kolejny raz stwierdziliśmy, jak niesamowicie ciężka jest praca jaką wykonują te zwierzęta w służbie człowiekowi, bo przecież z transportu konnego na Morskie Oko korzysta wielu turystów, szczególnie w miesiącach wakacyjnych, kiedy panują największe upały. Podczas badań okazało się, że kilka z koni nie nadaje się do tej pracy. Są wyniszczone nadmiernym dla nich wysiłkiem lub do tej pracy za słabe. My natomiast zwróciliśmy uwagę na konia, który pracuje tam chyba najdłużej bo już 10 lat- zaczynał pracę jako 3- latek. Prędzej czy później nie podoła już temu wysiłkowi ze względu na to, że jego kondycja ulegnie pogorszeniu, bo ile można...

Kochani! Pomyśleliśmy, że już czas na emeryturę dla niego i dlatego ośmielamy się prosić WAS- naszych sponsorów, przyjaciół, sympatyków- o pomoc w tym, aby Roni prosto z MORSKIEGO OKA, po latach ciężkiej pracy, przeszedł na zasłużony odpoczynek do Przystani. Wcześniej już wiele razy daliście szansę takim wyniszczonym, wypracowanym konikom, które teraz odpoczywają u nas jak np. Franio z gór. Pozostaje pytanie: czy Roni będzie miał tyle samo szczęścia? Tak wiele osób w całej Polsce i pewnie na świecie, przez te 10 lat korzystało z jego wysiłku, aby doświadczyć szczęścia i pięknych przeżyć nad Morskim Okiem. Tak wiele osób ma w domu pamiątkowe zdjęcia z pięknym uśmiechem na twarzy, jadąc na wozie, który ciągnął Roni. Może teraz pomogą w zapewnieniu mu godnej starości. Wiemy że z Wami, rzeczy niemożliwe stają się możliwe. Roni jest wysokim i dużym koniem dlatego, potrzebujemy 3600,00 zł, aby mu pomóc.

Za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe NUMER NIEAKTUALNY z dopiskiem: "Dla Roniego z Morskiego Oka" z całego serca dziękujemy.







 

 

22 sierpnia 2011

 

Dwa niewidome staruszki Maciuś i Krecik  proszą o pomoc

Tyle wokół tragedii, zwłaszcza starych i schorowanych zwierząt.

Ludzie coraz częściej uciekają przed widokiem starości swojej i zwierząt, które podobno były ich przyjaciółmi i wydaje im się, że są tacy wspaniałomyślni, bo porzucają lub oddają do schroniska psa czy kota, gdy się zestarzeje lub zachoruje… i nie chcą wiedzieć, że on cierpi z tęsknoty i smutku po stracie kogoś bliskiego…  Ponieważ takich tragedii jest tak wiele postanowiliśmy odpowiedzieć na prośbę naszej wolontariuszki Klaudi, która tak pisze o potrzebującym pomocy piesku:

„Człowieku, którego kochałem psim sercem…

Pojawiłem się na tym świecie w wyniku Twojej nieodpowiedzialności... Początek był nawet fajny... Wszyscy koło mnie chodzili, nosili przytulali... Czułem się ważny! Czułem się kochany! Czułem się członkiem Rodziny! Mój świat był jednak niemy - tym różniłem się od Was- ludzi. To jak bardzo Was kocham okazywałem codziennie całym sobą... Mówiłem... Ale Wy mojego języka nie rozumieliście. Opracowałem więc sposób... Dzień w dzień witałem Was najradośniej jak potrafiłem. Merdałem ogonem ze wszystkich sił! I widziałem, że Wy mnie rozumiecie bez słów!!! Jakiż ja byłem szczęśliwy, że mamy swój własny język! Byliście moimi Rodzicami- broniłem i czuwałem dniami i nocami. Oddałbym życie za Was. Przecież miałem tylko Was!!!

Zbyt wiele do szczęścia nie potrzebowałem - nie byłem wymagający. Chciałem tylko, żebyście czasami mnie pogłaskali, przytulili. Chciałem mieć jedzenie i wodę, żeby mieć siłę by Was bronić w chwili zagrożenia... Nie dbałem o to gdzie spałem. I co jadłem. Jednak z biegiem czasu wszystko się zmieniło...

Teraz piszę ten list rękami człowieka... A właściwie Ona pisze za mnie, bo ja siedzę w schroniskowej klatce... Piszę do Ciebie, bo Ty najlepiej wiesz co się niedawno wydarzyło... Nie martw się- nikomu o tym nie powiem... Bo kocham Cię nadal całym sercem... Chcę tylko, żebyś wiedział, że w wyniku tego co zrobiłeś, mój świat stał się „czarny” - nie dlatego, że jest smutno, ale dlatego, że nie widzę gdzie jestem… Odebrałeś mi wzrok... Czuję dotyk ludzi i słyszę ich dokładnie- jednak nie potrafię Ich zobaczyć... Z trudem poruszam się po tym metalowym kojcu, stoję i czekam.. Może sobie o mnie przypomnisz... Chciałbym tego, bo wiesz, że wybaczę Ci wszystko... Jednak Ci ludzie mówią, że za to co mi zrobiłeś nigdy by mnie nie oddali... Muszę więc szukać nowego miejsca na Ziemi...

Chociaż wiem, że nikt mnie już nie pokocha... Jestem stary, ślepy i nie tak sprawny jak kiedyś.. Dlaczego mnie tak potraktowałeś? Dlaczego złamałeś mi serce...? Pamiętaj, że tęsknię...”

Piesek trafił do schroniska, gdzie czuł się bardzo zagubiony, cierpiał, gdyż znalazł się w obcym miejscu, pełnym zwierząt, hałasu, nie umiał walczyć o jedzenie, usychał z tęsknoty. Został stamtąd zabrany dzięki pomocy osób z portalu dogomania. Jest stary, niewidomy, miał dużego guza na głowie, który już został zoperowany. Otrzymał imię Maciuś.

Razem z nim wzięliśmy jeszcze z tego samego miejsca małego, ślepego, czarnego pieska z dziwnie przekrzywioną głową nazywanego Krecik. Takie ślepe psy bardzo słabo radzą sobie w schroniskach, cierpią o wiele bardziej, nie potrafią czasem nawet do budy trafić. W Przystani nie mamy już miejsca, dlatego aby im pomóc, musimy umieścić je w zaprzyjaźnionym hoteliku naszej dawnej wolontariuszki Emilki, która zapewni im odpowiednią opiekę i serce. Prosimy Was kochani o wsparcie dla tych ślepych psiaków- potrzebne będą środki na dalsze leczenie oraz utrzymanie. Prosimy także o kocyki, jakieś zabawki, smakołyki. Za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem „dla Maciusia i Krecika” z całego serca dziękujemy.

 

 

19 sierpnia 2011

Piesek Lakuś odszedł…

W ostatnich dniach podjęliśmy próbę ratowania życia zagłodzonego Lakusia, niestety nasza pomoc przyszła za późno. Mimo leczenia i odpowiedniego odżywiania, jego organizm nie poradził sobie. Był zwierzakiem wyjątkowym, kontaktowym, ciekawym wszystkiego i bardzo pro-ludzkim. Cieszył się każdą chwilą, gdy okazywano mu zainteresowanie i pomoc, merdał ogonkiem, podnosił główkę, gdy tylko coś do niego mówiliśmy. Leżał na ciepłym i miękkim posłaniu, był wynoszony na trawę, lubił się wygrzewać w słoneczku… główkę kładł na podusi, żeby wszystko co się wokół dzieje lepiej widzieć… Był niezmiernie cierpliwy, pełen łagodności i bardzo spragniony miłości człowieka. Odszedł mimo naszej wspólnej walki, ale na zawsze pozostaną w naszej pamięci jego oczy, pełne ufności i miłości do nas, choć znał nas tak krótko.

Dziękujemy wszystkim Państwu, którzy odpowiedzieli na nasz apel i okazali pomoc Lakusiowi, którego nazywaliśmy też Grubciem. Wasza życzliwość kochani, okazana temu wspaniałemu pieskowi, podnosi na duchu, że wśród tej wszechogarniającej znieczulicy i tragedii tak wielu zwierząt, są jednak ludzie, którzy tak żywą reagują na krzywdę i niosą pomoc. Próbowaliśmy dla niego zrobić to co się dało, aby utrzymać go przy życiu, jednak okazało się, że jest za późno…

 

 

3 sierpnia 2011

ZAGLODZONY LAKUŚ PROSI O POMOC....

 

 

Kochani Nasi Przyjaciele, kolejny raz los postawił na naszej drodze skatowane psie życie. Odebrany właścicielce  interwencyjnie piesek trafił pod naszą opiekę. Gdy go zobaczyliśmy łzy same płynęły nam po policzkach. Jego wierne, udręczone spojrzenie nie mogło zostać nam obojętne i nasza reakcja była natychmiastowa: odebrać - zabrać - zatroszczyć się!

Piesek ma około 4 lat, jest bardzo wychudzony, w zasadzie w stanie skrajnego zagłodzenia. Wyprowadzenie pieska z takiego stanu musi być przeprowadzone pod ścisłą kontrolą i zgodnie z zaleceniami lekarza weterynarii. Potrzebujemy Państwa pomocy w przywróceniu mu zdrowia-  badania diagnostyczne pomogą ustalić stopień wyniszczenia organizmu i poprowadzić dalsze leczenie. Zakup specjalistycznej karmy (Recovery) oraz leków, witamin i mikroelementów podawanych w małych ilościach powoli pozwolą przywrócić mu funkcje życiowe. Niezbędne okażą się również kocyki polarowe, ubranko na chłodne dni, podkłady higieniczne oraz legowisko, nie wspominając o środkach na jego utrzymanie. Z uwagi na stan zdrowia pieska postanowiliśmy zapewnić mu ciągłą fachową opiekę i umieścić w hoteliku 'RASZKA" w którym przez właścicielkę Emilkę został otoczony wspaniałą opieką i ogromnym sercem. Dziękujemy również lecznicy LUPUS z Sosnowca, która walczy o jego życie....

Przystań Ocalenie jest obecnie w bardzo trudnej sytuacji finansowej, mamy bardzo dużo zgłoszeń z prośbą o pomoc, wiele chorych zwierząt i do tego stale psujące się auto oraz żniwa za pasem. Mimo wszystko się nie poddajemy, ponieważ wierzymy, że i tym razem możemy liczyć na Państwa pomoc.

Będziemy niezmiernie wdzięczni za każdą kwotę przekazaną na  konto zbiórkowe z dopiskiem... "DLA LAKUSIA"

 

 

5 lipca 2011






KOCHAM CIĘ MAMUSIU I ZAWSZE BĘDĘ KOCHAĆ!!!     

Każdego dnia zmagamy się z problemami codzienności, a do tego ciągle towarzyszy nam śmierć, która przychodzi spodziewanie bądź nagle... Żegnamy naszych przyjaciół, przeżywamy ból i rozpacz. Często pytacie nas, Państwo - odwiedzając Przystań - DLACZEGO SMUTEK GOŚCI NA NASZYCH TWARZACH. Jest tak dlatego, ponieważ tych trudnych chwil jest więcej niż tych radosnych.

To, o czym teraz piszę, to mój osobisty dramat, dramat mojego rodzeństwa i rodziny. Jeszcze do niedzielnego poranka 3.07.2011 byliśmy pełną rodziną, miałam ukochanych rodziców. NIESTETY LOS ODWRÓCIŁ KARTY I WSZYSTKO SIĘ ZMIENIŁO... zabrał mi najukochańszą osobę - MAMUSIĘ. To właśnie jej teraz pragnę podziękować za życie, które mi dała, za to, że nauczyła mnie szacunku do wszystkiego, co wokół nas żyje, miłości wobec braci mniejszych. Od najmłodszych lat uczyła mnie, jak pomagać ludziom i zwierzętom - to właśnie wyniosłam z domu rodzinnego i trwa to do dzisiaj. Pragnę Państwu o tym napisać, bo moja mamusia była jednym z nas, miłośników zwierząt, nawet w ostatnim czasie, w ciężkiej już chorobie dokarmiała bezdomne koty, ptaki, zajmowała się swoim umierającym na raka kotem, ukochanym psem, który teraz tak bardzo za nią tęskni.

Towarzyszyła mi również w życiu PRZYSTANI OCALENIE, razem ze mną przeżywała dramaty dnia codziennego, pocieszała po powrocie z targów bądź z wyjazdów pod rzeźnię. Była dla mnie ogromnym wsparciem, dlatego teraz tak strasznie cierpię - to zaledwie 2 dni, a tak bardzo mi jej brakuje i będzie brakować. Wiem, że już nic nigdy nie będzie takie samo, coś się skończyło, przerwało, a towarzyszy temu ogromny ból i rozpacz. Pytanie - DLACZEGO ONA? - ta, która była potrzebna nam tutaj... Bardzo rozpacza za nią moja kochana córka Oliwia, która straciła ukochaną babcię. Mamusiu kochana - razem ze swoją śmiercią zabrałaś i część mnie... Nie potrafię się pozbierać, nie wiem, czy kiedyś wróci uśmiech na moją twarz. Jedno, co teraz czuję, to ciągły ból i tęsknota. Kiedy piszę pożegnania naszych zwierzęcych przyjaciół z PRZYSTANI, to jest mi bardzo ciężko, łzy same się leją po twarzy, ale pożegnanie własnej Mamusi - to niewątpliwie najtrudniejsze z wszystkich chwile.

Dlatego proszę Was, kochani Przyjaciele, abyście w chwili zadumy nad życiem i śmiercią pomyśleli również i o NIEJ, PROSZĘ O MODLITWE ZA NIą. Wszystkim, którzy stanęliście na jej drodze, okazaliście jej miłość, pomoc i wsparcie - z całego serca dziękuję. Wiem jedno, że KOCHAŁAM CIĘ, MAMUSIU, KOCHAM I ZAWSZE BĘDĘ KOCHAĆ.



POGRZEB Ś. P. MOJEJ MAMUSI ODBĘDZIE SIĘ W DNIU 8 LIPCA O GODZ. 12.OO W KOŚCIELE ŚW. KRZYSZTOFA W TYCHACH PRZY ULICY KARD. STEFANA WYSZYŃSKIEGO. WYSTAWIENIE ZWŁOK NASTAPI W ŚRODĘ 6 LIPCA O GODZ. 14.00 W KAPLICY PARAFIALNEJ W TYCHACH URBANOWICACH UL. KOŚCIELNA.

......Gdyby nasza miłość mogła Cię ocalić, to nigdy byś od nas nie odeszła. Pokój CI WIECZNY W CICHEJ KRAINIE, GDZIE JUŻ BÓL NIE SIĘGA, ŁZA LUDZKA NIE PŁYNIE......



http://www.youtube.com/watch?v=lV3SHBFyDZM&feature=youtu.be





POGRAŻONA W ROZPACZY I W BÓLU

Dorota Szczepanek z rodzeństwem i rodziną

 

 

5 lipca 2011

TRUDNY CZAS POŻEGNAŃ!!!     

W ostatnim czasie los znowu nas nie oszczędził: śmierć ponownie zagościła w progach Przystani, zabierając nam tych, których kochaliśmy; tych, którzy wnosili w nasze życie uczucie szczęścia i spełnienia. Na zawsze pożegnaliśmy kotkę Pacynkę, pieska Karusia oraz konie Grafitka i Maciusia - jednego z pary karawaniarzy.

W naszych sercach pozostał ogromny ból i żal, z którym coraz trudniej nam się zmierzyć.

 

 

15 czerwca 2011

Chory Karuś prosi o pomoc… Pilne!!!     

 

Jest w Przystani właściwie od zawsze. Każdy kto nas odwiedził poznał go- pięknego owczarka na trzech łapkach, o pyszczku zawsze jakby uśmiechniętym. Kocha wszystkich- wita wycieczki i gości. Siada wtedy na tylnych łapkach, przednią podnosi do góry w geście powitania. Zawsze był najszczęśliwszy, gdy przyjeżdżali goście, z radością oprowadzał ich wtedy po Przystani, przeglądał paczki z prezentami szukając… zabawek. Czasem pakował się do autobusu razem z dziećmi, jakby chciał z nimi jechać. Ile dzieci zalęknionych, wystraszonych, bojących się wszystkiego, odzyskiwało dzięki niemu uśmiech i radość obcowania z przyrodą?! Ile dzieci pierwszy raz głaskało jakiekolwiek zwierzę, gdyż Karuś jest okazem łagodności, ufności i miłości wobec człowieka. Jednak gdy przyjechali kilka lat temu jego dawni właściciele, kiedy poznali go jako zagubionego swojego pieska i chcieli od na zabrać do domu- nie wsiadł z nimi do samochodu, wybrał Przystań. Tu był już wtedy jego dom, dom który pokochał swoim psim sercem, a my jego.

Wiek robi swoje. Karuś się starzeje, nie jest już tak silny i zwinny jak był, już nie oprowadza gości, ale często zostaje przy drzwiach lub bramie, gdy my ich oprowadzamy i czeka, aby się pożegnać. Niestety okazało się, że- choć wyniki krwi miał w sumie dobre- rozwinęła się choroba nowotworowa. Guz uciska na różne organy i konieczna będzie operacja. Jednak Karuś jest już starym pieskiem, więc trzeba jego stan skonsultować w klinice. Trzeba też przestawić go na dietę weterynaryjną i zastosować lekarstwa. Karuś jest jednym z najstarszych mieszkańców Przystani, to taka nasza wizytówka. Prosimy więc o pomoc dla niego na leczenie, konsultacje i ewentualną operację. On tak bardzo wszystkich kocha, pomóżmy mu! Za wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem „Dla Karusia” z serca dziękujemy!!!

 

 

30 maja 2011

Zapraszamy na Dzień Otwarty oraz na akcję „Grabie i kopaczka”

Dnia 04.06.2011 od godz.12. organizujemy kolejny raz dzień otwarty Przystani. Zapraszamy Was kochani– oczywiście jeśli możecie- z prezentami, dla naszych zwierzaków- (marchew, kapusta, pietruszka, buraki, ziemniaki, kabaczki, dynie, cukinie i wszelkie inne warzywa, jabłka oraz inne owoce, karma dla psów i kotów, kasza, makaron, ryż, chleb, bułki oraz różne zboża). Szczególnie prosimy o warzywa oraz karmę suchą i puszki dla naszych kotów! Ponieważ zbliża się Dzień Dziecka to specjalnie dla dzieci przygotowaliśmy niespodzianki.

Chcielibyśmy również prosić Was kochani o pomoc w posprzątaniu pastwisk oraz plewieniu grządek z zasianymi warzywami dla naszych zwierzaków. Co roku mamy z tym dość spory problem, gdyż chwasty rosną na potęgę, a nam nie starcza czasu na skuteczną walkę z nimi. A najbardziej wytrwałych zapraszamy wieczorem na ognisko z herbatą i wegetariańskim bigosem!!!

Kto ma czas i dobre chęci niech przybywa. Zapewniamy słoneczne solarium (przyda się krem z filtrem) oraz zgubienie kilku gramów pozostałości po świętach i zimie. Murowana poprawa urody oraz bardzo dużo satysfakcji co podnosi na duchu i dodaje skrzydeł! W razie ulewnego deszczu– podamy inny termin.

 

30 maja 2011

Bardzo pilne!- pies siedzi przy grobie swojego zmarłego pana!!!  Pomóżmy mu…

    

Czy można przejść obojętnie wobec takiej psiej miłości do człowieka? Pan umarł około 1,5 miesiąca temu, a pies od tamtego czasu pojawia się na cmentarzu i siedzi przy grobie swojego Pana. Jak to możliwe, że go tu odnalazł, że wyczuł swoim psim sercem, że to miejsce spoczynku kogoś, kto się nim dotychczas opiekował? Jednak to prawdziwa historia, która dzieje się na naszych oczach w okolicy Białegostoku. Czy pies może dać większy dowód miłości do człowieka?

Nie znamy więcej faktów z życia tego pieska, nie znamy też jego imienia. Historię jego życia zabrał ze sobą jego Pan. W jego wątku na portalu Dogomania czytamy: „Tkwi tam jako dowód psiej miłości. Namacalny i żywy obraz oddania jaki istnieje tylko w sercach psów”. Jakaś wrażliwa osoba powiesiła na bramie kartkę z apelem. Oto jego treść:

„Szanowni Państwo!!! Może komuś z Was o wielkim sercu nie będzie obojętny los tego cudownego, łagodnego i najwierniejszego z wiernych psa, który od kilku dni mieszka na cmentarzu, gdzie pochowano jego jedynego pana. Na pewno odwdzięczy się bezgranicznym  oddaniem i miłością co już udowodnił, Wielkie Bóg zapłać”.

Prawdopodobnie ma 1,5 do 2 lat. Zachowuje się jak szczeniak- jest wesoły, łagodny i bardzo pro- ludzki- „taki duży przytulak, który najchętniej zalizałby człowieka”.

Kiedy dostaliśmy linka do tej wiadomości, zrozumieliśmy, że nie można przejść obojętnie i zostawić tego wiernego człowiekowi psa bez pomocy. Od niedzieli został zabrany do osoby, która na jakiś czas zapewni mu schronienie, gdyż musiał opuścić teren cmentarza zanim zabrałyby go służby porządkowe. My ze swej strony postanowiliśmy pomóc mu w ten sposób, że opłacimy wydatki na diagnozę i leczenie oraz zakupimy karmę dla Asa- bo tak nazwano pieska z cmentarza. Konieczne będzie dokładne zdiagnozowanie jego stanu zdrowia, a szczególnie oka– na zdjęciu widoczna jest zmiana skórna w okolicy oka, może to być skórzak, a wiec konieczny będzie zabieg jego usunięcia oraz kastracja.

Zwracamy się więc do wszystkich naszych przyjaciół  z gorącym apelem o pomoc dla tego wspaniałego psa, który w taki nadzwyczajny sposób okazuje wierność człowiekowi, którego kochał! Pomóżmy mu razem znaleźć nowy wspaniały dom, gdzie spotka kogoś, kto zasłuży na jego wierność i psią miłość. Za wszelkie wpłaty z dopiskiem- „Dla pieska z cmentarza” na konto zbiórkowe w jego imieniu serdecznie dziękujemy oraz prosimy z całego serca o poszukiwanie mu nowego kochającego domu.

 

 

26 maja 2011

 

SMUTNY CZAS POŻEGNAŃ

…Żeby móc się znowu z nimi spotkać, trzeba się najpierw pożegnać. Czasem na długo, ale nigdy nie na zawsze…

Pożegnanie z Dolly

Dolly ocalała  w ostatniej chwili, została wykupiona z samochodu wiozącego konie do polskiej rzeźni na targu końskim w Skaryszewie, przeżyła z nami kilka lat, była wspaniałym i spokojnym i koniem, zachwycała swoją niezwykłą urodą. Cały czas walczyliśmy z jej nieuleczalną chorobą, która niestety ją pokonała, chociaż widzieliśmy jak bardzo chciała jeszcze żyć…Dolly odeszła z Przystani na zawsze, tego samego dnia, co kózka Marysią…. poszły razem. Ciężko cokolwiek napisać…DLATEGO PAMIĘĆ DROŻSZA JEST OD SŁÓW …

 

 

 

 

26 maja 2011

Pożegnanie z Marysią

Marysia przeżyła ok. 17 lat, została przekazana nam przez swoją Panią, która niestety nie mogła się nią już dalej zajmować. Była u nas zaledwie kilka miesięcy, ale widać było, że bardzo tęskniła za swoim poprzednim domem… Starość i tęsknota zrobiły swoje… pewnego dnia odeszła na zawsze.

 

 

 

 

26 maja 2011

Pożegnanie z Olusiem

Oluś był pierwszą uratowaną przez nas kozą, jeszcze nie było Przystani, a już był z nami Oluś. Zapamiętamy go na zawsze jako rozrabiakę i wielkiego łobuza, który wnosił często w smutną szarą rzeczywistość Przystani tak wiele radości, dlatego tak bardzo teraz będzie nam go brakować. Kochał ludzi z którymi uwielbiał spędzać czas, nie interesowały go raczej inne kozy. W naszym przystaniowym kalendarzu jego zdjęcie ozdabia właśnie miesiąc maj i to właśnie ten miesiąc Oluś wybrał sobie na pożegnanie z nami. Wiemy jak bardzo będzie go brakować, będziemy tęsknić za Tobą Olusiu…

 

 

 

 

17 maja 2011

 

 

16 maja 2011

Borutka- nasza gwiazda telewizyjna ma się dobrze! 

     

W pewnym czasie stała się najbardziej znaną krową w Polsce. Po spektakularnej ucieczce z podsuwalskiej rzeźni oraz naszej i Państwa walce z urzędnikami i prawnymi kruczkami udało się ją uratować i zamieszkała w Przystani. Przez kilka kolejnych dni stała się medialną gwiazdą. Dziennikarze radiowi i telewizyjni ustawiali się w kolejce pod bramą Przystani, aby zrobić wywiad z  „bohaterską krową”. W końcu kiedy wszystko się uspokoiło, zaczęła się przyzwyczajać do nas i do tego co daje jej Przystań. Nie lubiła być dotykana, trudno było ją czyścić, o głaskaniu nie było mowy. Bała się ludzi i wielkim strachem, a  później straszeniem, reagowała na osoby ubrane na biało. Idąc do niej, musieliśmy się albo przebierać, aby zakryć jasne części ubrania. Z czasem nam zaufała. Zrozumiała, że Przystań to dobre miejsce i nic jej tu nie grozi, więc stała się spokojniejsza. Teraz już można ją głaskać, dotykać, czyścić, wita się z nami kiedy wchodzimy do obory. 

W ostatnich dniach nasze inne krowy postanowiły pobuszować po okolicy. Złamały dwa przęsła betonowego ogrodzenia swojego pastwiska i poszły na okoliczne pola. Wydawało się, że Borutka będzie szła jako pierwsza – w końcu jest najbardziej doświadczona w ucieczkach i zwiedzaniu, nawet ruchliwych, pełnych samochodów ulic i miasta się nie bała. A tu zaskoczenie-  została na pastwisku. Stała sama na pastwisku i obserwowała koleżanki z rozkoszą brykające po polu z naszą marchewką.    Uciekła z rzeźni bo czuła śmierć, ale chyba już znalazła swoje miejsce i nie ma zamiaru go opuszczać. Inne nasze krowy zapewne też się czują tu dobrze, choć zwyciężyła chęć znalezienia dłuższej trawy!!! Za miesiąc Borutka będzie obchodziła swoje kolejne urodziny - to może tylko takie nasze myślenie, ale bardzo nas to cieszy, że jest tu szczęśliwa!

 

 

10 maja 2011

Chory Grzybek potrzebuje pomocy

 

Miał 3 miesiące gdy został znaleziony i zabrany z ulicy Drukarskiej we Wrocławiu dosłownie w ostatniej chwili. Pomimo, że dookoła są bloki i codziennie przechodzą ludzie, kociakiem nikt się nie zainteresował. Siedział skulony pod samochodami, był skrajnie wycieńczony, przeraźliwie chudy i chory na katar koci. Zaropiałe oczy i wyciek z nosa, nadżerki na języku spowodowały, że stracił apetyt i z pewnością nie jadł od kilku dni.

Razem ze swoją siostrą trafił do lecznicy na natychmiastową kroplówkę i leczenie. Niestety, koteczce nie udało się pomóc - była już wyniszczona chorobą i organizm nie potrafił właściwie zareagować na leczenie. Ale Grzybek dostał szansę na nowe życie; trafił do naszej wolontariuszki - początkowo w izolacji od pozostałych kotów przebywających w mieszkaniu. Pokonał katar koci, był dokarmiany ręcznie do czasu odzyskania apetytu, faszerowany lekami, które postawiły go na nogi. W międzyczasie przyplątał się ropień, który musiał zostać zoperowany, potem zapalenie uszu, a na końcu grzybica, której leczenie było czasochłonne i kosztowne.  Smarowanie maściami przeciwgrzybicznymi zmienionych miejsc na skórze nie przyniosło pożądanego efektu, a leczenie tabletkami mogłoby źle wpłynąć na pracę nerek i wątroby. Rozwiązaniem wspomagającym leczenie, była seria szczepień.

Ze schorowanego kociaka wyrósł towarzyski i bardzo pro-ludzki Kocurek- rozrabia, biega za myszkami i wszędzie go pełno. Od pewnego czasu jest mieszkańcem Przystani. To wyjątkowy kot- przekręcając główkę jak piesek potrafi słuchać jak się do niego mówi, jakby  opowiadał, co się wydarzyło w ciągu dnia, co widział i gdzie był...  Jest duszą towarzystwa, rozwesela wszystkich, przy nim nawet najbardziej smutny dzień nabiera blasku. Patrząc na wyczyny Grzybka ma się wrażenie, że to kot akrobata. Z łatwością wspina się na drzewa, dachy, biega na wysokości jak tancerz na linie. Uwielbia przebywać poza domem, nic nie ujdzie jego uwadze.

Jednak nadal jest wyjątkowo chudy i zauważyliśmy powiększone węzły chłonne. Konieczna jest dalsza diagnostyka, aby odnaleźć przyczynę tych objawów. Tyle już przeszedł, i mogą to być powikłania  po kocim katarze ale musimy być pewni więc konieczne są badania krwi i testy na białaczkę i inne choroby, a w razie czego dalsze leczenie. Dlatego prosimy o pomoc dla tego schorowanego kocurka. Za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem –„Dla Grzybka” serdecznie dziękujemy.

 

 

4 maja 2011

Salli już uratowana

Więcej wkrótce...

 

28 kwietnia 2011

DALSZE LOSY DASZKI I PROSBA O POMOC

Czy pamiętacie Państwo Daszkę, bezdomną suczkę koczująca na terenie ogródków działkowych we Wrocławiu? Jesienią ubiegłego roku organizowaliśmy zbiórkę funduszy na zakup budy dla Niej i dzięki Państwa hojności Daszka szybko zamieszkała w przepięknej budzie. Pokochała swoje nowe lokum, to był Jej azyl i zaciszny zakątek podczas tegorocznej śnieżnej i mroźnej zimy. Odwiedzana przez naszą wolontariuszkę Asię nie chodziła głodna w zimowe dni, do szczęścia brakowało jej swojego człowieka. 

Pod koniec stycznia (mróz był tęgi, nad ranem było minus dwadzieścia stopni), jak zwykle Asia z siostrą pojechały z ciepłym śniadaniem do Daszki. Po krótkiej rozmowie z bezdomnym mieszkającym obok, okazało się, że Daszka miała wypadek samochodowy. Rozdygotana Daszka natychmiast została zabrana do schroniska, gdzie szczegółowe RTG wykazało zwichnięcie stawu skokowego; pęknięta była torebka stawowa oraz naderwane ścięgna. Po operacji drutowania nogi suczka przebywała ponad 2 miesiące w ambulatorium na leczeniu.

Daszka jest spokojną, starszą suczką, wyjątkową pieszczochą, spragnioną kontaktów z ludźmi, na widok opiekunów cieszy się jak szczeniak, dzielnie znosi wszystkie zabiegi weterynaryjne. Bezkonfliktowa w stosunku do innych psów. Od razu podbiła serca pracowników i wolontariuszy schroniskowych. Niestety Daszka nie będzie już w pełni sprawna- będzie kuśtykała, ale przy cierpliwości i rehabilitacji łapka może wrócić do pewnej sprawności. Ponieważ w takim stanie na działki nie może już wrócić, zdecydowaliśmy się pomóc Daszce oraz znaleźć jej odpowiedzialny, kochający dom na spędzenie ostatnich lat swojego życia, bo po latach tułaczki zasługuje na swojego człowieka.. zdajemy sobie sprawę, że będzie to trudne, dlatego suczka tymczasowo zamieszka w hoteliku dla psów razem z naszym Murzynkiem, ponieważ Lenka znalazła cudowny dom i po raz kolejny kierujemy do Państwa prośbę o wsparcie finansowe dla Daszki. Za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem „dla Daszki” z serca dziękujemy.


 


 

20 kwietnia 2011

Idą Święta, ale czy dla wszystkich ???
SALLY PROSI O POMOC

Kochani, w ostatnim czasie borykamy się z trudnymi sytuacjami losowymi oraz zdrowotnymi, jednak stykając się z dramatami zwierząt nie potrafimy zostać obojętni- to niestety odbija się na zdrowiu. W obliczu kolejnej tragedii nie potrafimy przejść obojętnie– KOLEJNE ZWIERZĘ PROSI O POMOC. Zbliżają się Święta, czyli czas radości i oczekiwania, czas robienia dobrych uczynków wobec innych ludzi oraz braci mniejszych. W tym przedświątecznym nastroju pochylamy się nad losem SALLY, kilkuletniej klaczy, dla której właściwie los już jest przesądzony. SALLY trafiła już do skupu koni o przeznaczeniu rzeźnym. Natknęła się tam na nią Dorota z zaprzyjaźnionej z nami fundacji, ratując stamtąd innego konia, schorowanego ogiera. Według właściciela prowadzącego skup, przeznaczeniem dla SALLY jest wielkanocny stół...

Ciężki koń typowej rasy mięsnej zawsze znajdzie nabywcę, ale SALLY to klacz o cudownym charakterze, oaza łagodności i spokoju. Mieliśmy 2 konie tej rasy: JASPERA i CARMEN, które odeszły już na wieczne pastwiska. SALLY tak bardzo nam je przypomina, że zapragnęliśmy jej pomóc. Klacz została przywieziona z czeskiego lasu, gdzie bardzo ciężko pracowała. Gruda na nodze, lejąca się ropa spod koronki lewej nogi, zniszczone strzałki w kopycie oraz kulawizna wykluczają ja z dalszej pracy. Kiedy nogi odmówiły posłuszeństwa jedynym rozwiązaniem sytuacji był punkt skupu.  

Czy podziękowaniem za ciężką pracę SALLY ma być śmierć? Czy tak powinny kończyć życie konie wykonujące morderczą pracę dla człowieka? 

W takim miejscu konie nie stoją długo, dlatego też czasu mamy bardzo niewiele. Ciężko już też negocjować cenę, bo prawie każdy koń, który tam trafia ma już swoje przeznaczenie na talerzu. A czas do handlowania w okresie przedświątecznym jest  bardzo odpowiedni dla osób trudniących się tym zajęciem, więc zdajemy sobie sprawę również z tego, że możemy przegrać walkę o Jej życie. 

Proszę, pomóżcie nam pomóc SALLY. Jeśli uda się nam Ją uratować, natychmiast podejmiemy się Jej leczenia.  

Za każdą najmniejszą wpłatę na konto zbiórkowe przekazaną na „Ocalenie SALLY” z całego serca dziękujemy…

 

 

15 kwietnia 2011

PRZEPRASZAMY

 

Z powodów losowych odwiedziny w Przystani zostały czasowo wstrzymane i będą możliwe dopiero po Świętach Wielkanocnych. Komitet Pomocy dla Zwierząt liczy na zrozumienie sytuacji, jednocześnie zapraszamy wszystkich chętnych w późniejszym terminie. Pragniemy również poinformować, że wystąpią również opóźnienia w korespondencji mailowej, dlatego prosimy o okazanie cierpliwość.

 

 

15 kwietnia 2011

 

O operacji Prezeska i o Pinki, która Prezeska nie chciała…..

Nasz Prezesik jest po operacji wątroby- wycięto mu 1/3 ze względu na dużych rozmiarów guza, zaliczanego do  nowotworów złośliwych. Zostały jeszcze dwa mniejsze guzy- około centymetrowe- których nie udało się usunąć. Jeśli mają taki sam charakter, to nie wróży to dobrze. Był operowany we Wrocławiu przez dr Tomasza Piaseckiego, który ma opinię najlepszego weterynarza od zwierząt egzotycznych.

W tej chwili Prezesik jest na karmie z Royala– sensitivity- i przerzucił się całkowicie na paszteciki oraz saszetki- suchego nie chce. Ma apetyt, jest ruchliwy często chodzi po domu. Problemem jest to, co występuje przy nowotworach wątroby, że zbiera mu się woda w brzuszku, więc co kilka dni dostaje zastrzyki z Furosemidu, a gdy wody zbierze się zbyt dużo to będzie ściągana przez weterynarza. 

Gdy zaczął poważnie chorować znaleźliśmy mu koleżankę tchórzynkę- taką jakby żonę, żeby mu była pociechą w czasie choroby i starości. Myśleliśmy, że towarzystwo innej fretki dobrze na niego wpłynie, że będą razem mieszkać i się zaprzyjaźnią. Ale Pinki okazała się wielką agresorką- nie powiodły się nasze próby połączenia ich w przyjacielską parę. Prezesik był nią bardzo zainteresowany, ale Pinki niestety rzucała się na niego, gryzła go dotkliwie, choć specjalnie odizolowaliśmy ich od innych zwierząt, aby się nie przestraszyła. Pinki niestety wszystkich gryzie- choć nas już przestała- a najbardziej inne zwierzęta- rzuca się i na koty i psy- z nikim nie chce się zaprzyjaźnić. Jest wesoła lubi się bawić, ale najczęściej podczas tej zabawy gryzie. No więc Pinki- „wredna żona”- Prezesa nie chciała, a z niego jest kochane stworzenie- kocha wszystkich i ludzi i inne zwierzęta. Nie wiemy jak długo będzie mógł żyć, ale staramy się żeby było to dobre życie, żeby mu niczego nie brakowało.

W kwietniu musimy z nim pojechać na konsultację do doktora Piaseckiego, i ponowne USG, aby sprawdzić co dzieje się z tymi pozostałymi guzami.

Bardzo prosimy o wsparcie leczenia naszego ukochanego Prezeska, aby mógł jeszcze długo z radością witać wycieczki- szczególnie uwielbia grupy dzieci. Za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem „dla Prezeska” z serca dziękujemy.

 

 

 

13 kwietnia 2011

POŻEGNANIE Z GNIADYM

Twój Pan  bardzo cię kochał i zadbał o ciebie, abyś po jego śmierci nie trafił na rzeź, tak trafiłeś do nas, dzisiaj wyruszyłeś na spotkanie z nim, służyłeś mu wiernie tyle lat i teraz już na zawsze będziecie  razem ..., będziemy za tobą tęsknić.

 

 

 

 

 

2 kwietnia 2011

 

Droga na śmierć…

Postanowiliśmy zrobić coś w tej sprawie, aby taka sytuacja się nie powtarzała

 

- zobacz reportaż TVN Uwaga

 

 

27 marca 2011

Gwiazdka

Tak jak Zuzia- została uratowana ze Wstępów 2011 w Skaryszewie. Jest kucem, ale na targu nie znalazła kupca, który chciałby ją do jazd dla dziecka, do hipoterapii lub do dalszej hodowli. Miała trafić do transportera koni na mięso, bo właściciel przywiózł ją z myślą, że z targu wróci z pieniędzmi, a nie z koniem. Było mu wszystko jedno gdzie pojedzie. Razem z nami na targu byli tego dnia przedstawiciele innych fundacji. Była również Ewa z Fundacji Centaurus, która– gdy ją zobaczyła- postanowiła darować jej życie. Ponieważ w naszej przyczepie było jeszcze jedno wolne miejsce- obok Zuzi- poprosiła nas o przewiezienie kucki do Przystani na przechowanie, a Ewa zabrała wykupione przez jej fundację inne konie.

Gwiazdka ma około 20 lat, w paszporcie ma świadectwo krycia, a więc może być źrebna. Jest bardzo podobna do naszej Laluni, okaz łagodności i spokoju. Przez ten tydzień, który upłynął od przyjazdu do Przystani zadomowiła się na dobre, z radością bryka na pastwisku, lubi być głaskana i czyszczona. Stoi w zaaranżowanym przez nas prowizorycznym boksie i broni tego swojego kawałka ziemi przed innymi końmi, jakby to od zawsze był jej dom.

Jeśli już tak polubiła to miejsce to może jednak zostanie z nami. Zostanie przekazana na dożywocie do Przystani przez Fundację Centaurus. Jest tylko jeden problem- musielibyśmy postawić dla niej nowy boks, aby miała ten własny kawałek Przystani. Jeśli nam Państwo pomożecie to Gwiazdka, która została uratowana przed wyruszeniem do rzeźni, będzie miała u nas spokojną starość. Zawsze mocno wierzymy- i jak do tej pory to nasze myślenie okazywało się błogosławieństwem dla Przystani- że wtedy kiedy mamy wiele kłopotów i jest bardzo ciężko, a jednak ratujemy kolejne zwierzęce życie- to jakby Anioły towarzyszą nam nasi dawni mieszkańcy zza Tęczowego Mostu i wychodzimy na prostą. Może też ktoś z Państwa chciałby otoczyć Gwiazdkę wirtualną adopcją, za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem „dla Gwiazdki” z całego serca w jej imieniu dziękujemy.

 

 

26 marca 2011

Zuzia ze Skaryszewa

Takie imię otrzymała klacz, którą dzięki Państwa pomocy uratowaliśmy ze „Wstępów 2011” w Skaryszewie.  Przechodząc między końmi i tłumami ludzi zaważyliśmy konia, który kuleje. Na pytanie- dlaczego koń kuleje?- właściciel odpowiedział- nie wiem, ostatnimi czasy coś okulał. Jeśli rzeźnia jej nie kupi to dla lisów sprzedam.

Postanowiliśmy jej zaoszczędzić długiej drogi do rzeźni bo widać było, że nie będzie w stanie ustać i podołać trudom podróży, że może się przewrócić i zostać zadeptana przez inne konie. Z dalszej opowieści właściciela dowiedzieliśmy się, że ma około 17 lat, całe życie rodziła źrebaki i pracowała przy wozie, woziła opał. W paszporcie odkryliśmy świadectwo krycia z września 2010 r, więc jest możliwe, że jest źrebna. Mieliśmy duży problem z załadowaniem jej na przyczepy, bardzo się bała. W końcu po podaniu środka uspokajającego udało się  i wyruszyła do Przystani.

Weterynarz, którego wezwaliśmy już na miejsce, aby zdiagnozować przyczynę kulawizny  stwierdził, że niestety- tak jak w przypadku naszej kochanej Havanki- jest to stara, nie leczona kontuzja, która doprowadziła do uszkodzenia kości. W tej chwili trwa walka o jej życie, podaliśmy lekarstwa, które mają zatrzymać stan zapalny, jednak musimy się liczyć z tym, że zastosowane leczenie, z powodu zbyt długiego czasu, który upłynął od kontuzji- nie powiedzie się i będziemy zmuszeni się poddać. Jeśli była źrebna to z powodu podanych lekarstw poroni, źrebaka nie da się uratować. Konsultujemy jej stan z innymi weterynarzami, staramy się zrobić wszystko, aby jej pomóc.

Nie jest łatwym koniem, boi się ludzi i jakichkolwiek zabiegów pielęgnacyjnych i leczniczych. Nie chce być dotykana, nawet sprzątanie w boksie jest problemem. Mamy jednak nadzieję, że uspokoi się, zaufa nam i będzie mogła cieszyć się dobrym życiem w Przystani przez wiele lat.

Bardzo Państwa prosimy o pomoc w leczeniu Zuzi- jak zwykle okazało się, że to co mówią właściciele koni w  takich miejscach jak Wstępy- „Święto koni” w Skaryszewie- często nie jest prawdą. Gdyby udzielono jej pomocy zaraz po kontuzji pewnie wszystko byłoby już ok. Ale ten ktoś traktował ją jak przedmiot, który nie czuje więc nie cierpi. Chcemy wspólnie z Wami- nasi wspaniali przyjaciele- dać jej szansę, powalczyć o jej dalsze życie. Pomóżcie nam. Za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem –„dla Zuzi”- serdecznie dziękujemy!

 

 

 

24 marca 2011

Kto uratuje dręczone konie przed rzeźnią?

Zuzia ocalona ze skaryszewskiego piekła - Zobacz reportaż

 

24 marca 2011

Okiem Wolontariuszy- Skaryszew 2011- Relacja Ani

Skaryszew, przez wiele lat słuchałam czytałam oglądałam zdjęcia, zawsze z bólem serca. Nigdy nie miałam odwagi pojechać i zobaczyć tego na własne oczy, do tego roku. W lutym poznałam dziewczyny z Tary. pojechałam też na targ do Bodzentyna. przeżyłam to dzięki Dominikowi Nawie z „Przystani Ocalenie”. Dominik i Scarlett Szyłogalis z fundacji Tara namówili mnie na Skaryszew, myślałam sobie a co tam - muszę jechać, jestem wystarczająco silna żeby to przetrwać, poza tym - akcja foto, będzie dużo ludzi, będziemy patrzeć rolnikom i handlarzom na ręce, nikt nie będzie bił, będzie dobrze. I teoretycznie wygraliśmy, nikt nie bił, a nawet, jeśli ktoś chciał - zbiegali się jego koledzy i krzyczeli nie bij nie bij, bo filmują, nie bij, bo boli tylko nie bij, bo filmują, a kiedy nie filmują to można? Retorycznie pytam sama siebie do dziś… czy to znaczy, że kiedy nie filmują to oni wciąż okładają te zwierzęta? Wygraliśmy tym samym tylko tyle, że wszyscy musieli przyznać, że jest lepiej, a przecież tiry stały tam tak jak rok temu i dziesięć lat temu, stały by zabrać je w podróż dłuższą niż jakiekolwiek zwierze może przeżyć, w podróż, która kończy się rzeźnią, w podróż, dzięki której na włoskich stołach królują kiełbasy z polskich koni. Widziałam na targu włochów. obleśne typy z puklami kręconych włosów pokrytych żelem, który spływał na skórzane kurtki, chodzili między zwierzętami rozglądali się, dotykali, sprawdzali ile jest "ścierwa" w koniu, ile mięsa. czy opłacalne, a i owszem, bo my polacy nie szanujemy kompletnie zwierząt. Włosi przyjeżdżają do nas dwa tysiące kilometrów bo im się opłaca wciąż to "ścierwo" wieźć do siebie i przerabiać na kiełbasę. Opłaca im się, bo sprzedajemy je za bezcen, kiedy tylko przestaną być potrzebne, kiedy zachorują, kiedy są zbyt stare by ciągnąć wóz albo wozić nas w siodle, sprzedajemy za bezcen, bo koń to dla nas nie jest przyjaciel, choć tak strasznie się chełpimy husarską tradycją, ułańską tradycją. Sprzedajemy za bezcen, kiedy są zbyt stare i już nie potrafią dla nas pracować. Konie żyją nawet 40 lat, ale kto z was widział tak starego konia w jakiejś stadninie u jakiegoś gospodarza? Nikt pewnie, bo konia można oddać na kiełbasę, kiedy się wysłuży i kupić sobie nowego, jak porysowaną płytę Cd, albo jak przepalony telewizor kineskopowy. Choć tak naprawdę myślę, że więcej emocji w ludziach budzi oddanie telewizora do punktu elektrośmieci niż w ludziach ze Skaryszewa oddanie konia na rzeź, wzruszają ramionami i mówią, że taka jest kolej rzeczy, że one są właśnie po to. Po to żeby pracować a potem stać się kotletem. Kotletem, który nie ma uczuć te konie stają się na długo przed śmiercią, już na targu nim są, już na targu nie mają oczu, żaden z nich ich nie widzi, nie widzi w nich strachu i cierpienia, nie widzi tęsknoty, jest tylko badanie otłuszczenia. Inną zupełnie sprawą jest to jak w Skaryszewie obchodzi się "święto" konia. Tam było ponad 20 tysięcy ludzi, dwadzieścia tysięcy ludzi, którzy wciąż żyją w XVII wieku. Mam wrażenie, którzy wciąż żyją tym, do czego dał im prawo pan król - do handlowania końmi, jednak wtedy koń był zwierzęciem królewskim, teraz prowadza go pijany agresywny rolnik, który wierzy w to, że zwierze nie czuje. Wiem, nie powinnam generalizować, ale kamer i aparatów nie było tam w nocy. Nie było ich, kiedy rolnicy rzucali w nas kamieniami i piaskiem, kiedy fotografowaliśmy konie. Nie było ich, kiedy próbowali zabrać mi aparat. Nie było ich, kiedy mówili żebyśmy się zajęły czymś pożytecznym. Nie było, kiedy krzyczeli, że zaraz wezmą bat i nas pogonią. Ja im nie współczuję, że mało zarabiają, że nie mają z czego żyć. Nie trafiają do mnie argumenty, że gdyby nie ich trud to bym nie miała co jeść. Nie jem ich kur, świń, krów i koni. Wiem, że bez tego da się żyć. Za marchewkę i jabłka jestem im wdzięczna, ale odwdzięczam się im jak znaczna większość społeczeństwa całą chorą instytucją krus, i wiem, że nie trzeba być "pańcią z miasta" żeby mieć sumienie. Od niejedzenia mięsa jeszcze nikt nie umarł, a od jedzenia umierają tysiące ludzi dziennie, na zawały, z otłuszczenia, wreszcie - umierają zwierzęta, w okropnych męczarniach. Bez skrupułów mordowane dla... właściwie dlaczego? Wmawiamy sobie, że się inaczej nie da, że jesteśmy drapieżnikami. Nieprawda, nie jesteśmy. Jesteśmy żałosnym stworzeniem, które podporządkowało sobie naturę i teraz czuje się panem wszechświata. W emocjach wspomnień ze Skaryszewa gubię się w wątkach. Jestem wegetarianką od 10 lat, nawet nie zauważyłam, kiedy to minęło. Nie pamiętam smaku mięsa. Nie tęsknię za nim, nie choruję, nie mam pryszczy, nie jestem bezpłodna, podobnie jak wielu moich przyjaciół wegetarian. Jestem świetnym przykładem tego, że można żyć zdrowo w zgodzie ze swoim sumieniem, i choć wstyd się do tego przyznać - dzięki temu czuję się lepsza od moich znajomych mięsożerców. Czuję się bardziej cywilizowana, czuję, że robię więcej dla bycia człowiekiem do nich, ale nigdy nie byłam typem "naziwege”, który rzuca puszkami czerwonej farby w ludzi jedzących hamburgery. Po Skaryszewie jednak coraz ciężej mi zrozumieć mięsożerców, dlaczego? Bo patrzyłam w oczy zwierząt, które dziś już pewnie są kiełbasą kotletem smalcem i czyimiś butami, i tak sobie myślę, że pewnie większość z was - mięsożerców - już nigdy by nie wzięła kotleta do ust gdyby widziała te oczy, a jednak tak nie jest. Bo ludzie, którzy sprzedawali swoich przyjaciół na rzeź nie mieli tych refleksji. Ich zdaniem taka jest naturalna kolej rzeczy. Bo człowiek jest panem wszechświata, a wszystko, co istnieje jest po to żeby mu służyć. Nieważne, że ma taką samą rządzę przeżycia jak my. Ważne jest to, że my umieliśmy je oswoić i umiemy je zaszlachtować... Cały czas sobie powtarzam, że nie mogę, że nie powinnam gardzić tymi ludźmi, że nie mogę ich oskarżać o to, że je sprzedają do rzeźni, bo tak robili ich dziadowie i pradziadowie, ale przecież czasy się zmieniają. Wymyśliliśmy komputery, samoloty, telefony komórkowe i statki kosmiczne. Jesteśmy o milion lat świetlnych dalej niż nasi pradziadowie. To się nazywa cywilizacja, ale widać posiadanie komórki i anteny satelitarnej nie jest jeszcze dowodem na cywilizację jednostki, to wciąż pozostaje w obrębie naszego sumienia. Cywilizacja w Skaryszewie to wódka i bat. Takie to typowo polskie. Smutno mi, kiedy to piszę, bo bardzo lubię swój kraj, lubię kiszoną kapustę, ogórki małosolne, świeży chleb z chrupiąca skórką, pierogi, lubię mazury i góry, ale takie pijanej obleśniej polskości nigdy nie rozumiałam i już chyba nie mam na to szans. Skaryszew to spotkanie przy wódce. Konie są dla większości tylko pretekstem żeby się napić, a kiedy już towarzystwo się napije - wyłazi z nich cała ta polaczkowatość. Baty idą w ruch. Idą w ruch też seksistowskie uwagi kierowane pod adresem kobiet. Bo baba to powinna w domu w kuchni siedzieć i wytapiać smalec z martwych zwierząt a nie interesować sie tym czy się konia bije i jak mocno. Baba nie powinna mieć tez zdania, a tym bardziej zdania na tak męski temat jak traktowanie koni, bo koń to męska sprawa i dlatego dyskusje z tymi ludźmi były kompletnie bezcelowe. Choć ja - wychowana w rodzinie, w której mogłam zawsze mówić, co myślałam i nikt mi myślenia nie zabraniał - nie potrafię się ot tak zamknąć, ale dyskusja na argumenty tym razem nie wchodziła w grę, bo jak dyskutować z argumentem, że taka jest kolej rzeczy, że one są po to by prędzej czy później trafić na rzeź. Nie potrafię się z tym zgodzić. Świat nie przestanie się kręcić, jeśli te konie nie pojada do Włoch. Proponowałam napastliwym rolnikom żebyśmy wprowadzili w Polsce eutanazję skoro śmierć dla tych koni jest wybawieniem to powinniśmy takie wybawienie zapewnić także ludziom, starym schorowanym. albo tym młodym, ale niepełnosprawnym. Skoro koniom powinniśmy ulżyć to, czemu nie ludziom, z tym argumentem nie umieli dyskutować. Wtedy w ruch poszły ręce, groźby, żeby ich nie nagrywać, że zabiorą kamerę. Jeden nawet próbował. Naprawdę mnie poszarpał. Widziało to kilkudziesięciu innych, żaden nie zareagował. Myślę, że byli dumni z kolegi, ale jak widzę takie zachowanie wiem jedno - skoro nie ma problemu z poszarpaniem obcej osoby w miejscu publicznym - co musi robić zwierzętom, jeśli robią coś nie po jego myśli w stajni, nie przypuszczam żeby miał jakiekolwiek hamulce. Najgorsze jest to, że ze Skaryszewa wyjechałam w poczuciu kompletnej niemocy. W poczuciu parszywej porażki, bo tak naprawdę nie wystarczy pojechać do Skaryszewa i pilnować tych ludzi by nie bili zwierząt. Trzeba zmienić mentalność ludzi, tylko jak pytam patrząc na zdjęcia ze Skaryszewa. Tylko jak, kiedy oni już w tym samym poczuciu boskości i nieomylności wychowują już swoje dzieci i wnuków i one tymi batami poganiają konie na trapy włoskich tirów, ale na pewno się nie poddam. Opiszę skaryszewski targ we wszystkich językach, dołączę zdjęcia, może jak zaczną o nas w europie mówić "trzeci świat", może wtedy się coś zmieni.

Ania Plaszczyk - dziennikarka

 

 

7 marca 2011

 

Ocalić końskiego skazańca

 

 

Kochani zbliża się tzw. Święto koni, które z całą pewnością nie jest świętem dla koni. Tego dnia w swoją ostatnią drogę z targowiska; w drogę na śmierć- wyruszają setki koni. To właśnie na tym końskim jarmarku udało nam się, dzięki Państwa pomocy, ocalić Petrę, Kaszmirka, Misia, Dolly, Lumena i Vitę a w ub. roku Metaxe. Jeździmy tam już od kilku lat i zawsze wracamy z oczami pełnymi łez oraz z rozdartym sercem. Przechodząc obok ponad tysiąca koni, patrząc im w oczy wiemy, że jesteśmy w stanie uratować jednego albo dwa i to zawsze boli najbardziej.

Nie wybieramy koni, kupujemy zawsze tego, który ma najmniejsze szanse, aby podołać trudom transportu na śmierć. W tym roku również się tam wybieramy, chociaż to bardzo ciężki dzień w naszej działalności- będziemy tam. Ciężko nam na to wszystko patrzeć, my traktujemy konie inaczej, jako przyjaciół, a nie jako towar eksportowy na mięso.

Koniec ubiegły roku był dla nas wyjątkowo trudny, odeszło wielu z naszych zwierzęcych przyjaciół, wiele nowych zwierząt trafiło też do „Przystani” i wymagają opieki i leczenia. Stan naszego konta po kryzysie w poprzednich latach również świeci pustkami dlatego nasza sytuacja finansowa jest ciężka, chcemy jednak podarować życie chociaż jednemu końskiemu skazańcowi.

Z całego serca prosimy Państwa o pomoc, za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z przeznaczeniem dla „ocalonego ze Skaryszewa” z całego serca Państwu dziękujemy. Nie zmienimy świata, nie odwrócimy losu dla tych skazanych biedaków, ale temu jednemu możemy podarować coś najpiękniejszego życie. Targi już 14-15 marca 2011.

 

 

28 lutego 2011

"Reportaże w TVN Uwaga"

 

Zobacz reportaże:
 

Krowa Milka ocalona w Przystani

Chory na raka koń Brandon

Zwierzęta są po to, żeby szły na ubój

 

27 lutego 2011

"Przytulisko w finansowych tarapatach"

 

- Zobacz reportaż

 

17 stycznia 2011

Śnieżynka prosi o pomoc

Śnieżynka jest z nami od 10 lat- to jeden z pierwszych ocalonych przez nas koni. Uratowaliśmy ją z targu końskiego w Bodzentynie, gdzie trafiła niesamowicie brudna, z popękanymi kopytami (które trzeba było ratować zakładając specjalne klamry), opuchniętymi nogami, śmierdząca alkoholem i bardzo nieufna w stosunku do ludzi. Do Polski przyjechała aż z Litwy. Z opowieści handlującego wynikało, że ciężko pracowała dla ludzi- z drwalami w lesie. W 2002 roku zagrała w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Podczas finału WOŚP woziła bryczką chętne osoby, niosąc pomoc chorym dzieciom. Dzisiaj sama prosi o pomoc!!!

Śnieżynka starzeje się- ma w tej chwili około 28 lat- i jej stan pogorszył się. Od kilku dni ma kłopoty ze wstawaniem- musimy pomagać jej się podnieść.  Spracowane nogi odmawiają już posłuszeństwa. Tak bardzo się zmieniła od czasu kiedy do nas trafiła- z przerażonego, nieufnego konia stała się wielkim przyjacielem  ludzi. Lubi życie w stadzie, najbardziej zaprzyjaźniła się z Figą, ale kocha wszystkie konie. Nie sprawia żadnych problemów.

W tej chwili bardzo potrzebuje lekarstwa o nazwie equipalazone (fenylobutazon)- dostępnego tylko za granicą- oraz preparatów na stawy o nazwie equistro flexadin. Koniecznie potrzebuje również specjalnej podściółki z trocin. Z całego serca prosimy o wsparcie w jej utrzymaniu- ona wiele zrobiła dla ludzi, dlatego pomóżmy jej teraz. Za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem- „Dla Śnieżynki” z całego serca dziękujemy.

 

 

 

14 grudnia 2010

ZNÓW STRASZNY DRAMAT Z UDZIAŁEM ZWIERZĄT

W Gazecie  Wyborczej z 30.11 2010 czytamy:

Stado krów i świń należące do małżeństwa z Radoszyc może umrzeć z głodu i zimna. Ich właściciel jest w areszcie, żona nie jest zainteresowana opieką nad nimi. Policja już kilka razy zwracała się do wójta Barbary Matysiak, aby wydała decyzję o odebraniu im zwierząt. Bezskutecznie. Wczoraj wieczorem na miejscu interweniował wojewódzki lekarz weterynarii

„Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy, aby zwierzętom została zapewniona odpowiednia opieka. Kilka razy rozmawialiśmy z panią wójt, wysłaliśmy wniosek o czasowe odebranie właścicielom zwierząt, jednak pani wójt odmawia wydania takiej decyzji. Sytuacja jest patowa, a jest mróz i boimy się, że zwierzęta po prostu padną” - podkreśla Zbigniew Pedrycz, rzecznik świętokrzyskiej policji.

Chodzi o stado 40 krów i 18 świń należących do małżeństwa z Radoszyc. Właściciel stada od kilku tygodni przebywa w areszcie, jego żona w żaden sposób nie jest zainteresowana karmieniem  czy opieką nad zwierzętami. Mieszkańcom sprawa jest doskonale znana, bo świnie wiele razy wchodziły na ich podwórka, szukając jedzenia, a krowy zostawiane są same sobie i pasą się na pobliskich nieużytkach. Ustawa o ochronie zwierząt wyraźnie mówi, że gdy zwierzęta utrzymywane są w niewłaściwych warunkach, mogą zostać czasowo odebrane właścicielowi decyzją wójta i przekazane do schroniska dla zwierząt lub pod opiekę innej osoby lub instytucji. Ale wójt nie chce wydać tej decyzji - podkreśla rzecznik policji.

„Mogę choćby teraz wrócić do urzędu i ją podpisać, jeśli policja wskaże mi, kto będzie sprawował nad nimi opiekę. Gmina nie może tego zrobić, choć bardzo żal mi tych zwierząt, bo już raz to zrobiliśmy i drogo nas to kosztowało - odpowiada wójt Barbara Matysiak”…

No i sytuacja stała się patowa, kiedy nastały straszne mrozy, dlatego też poproszeni przez komendanta policji w RADOSZYCACH  o pomoc, udaliśmy się na miejsce, aby zobaczyć jak można rozwiązać ten problem. Po rozmowach z Panią  wójt otrzymaliśmy zapewnienie, że decyzja o czasowym odbiorze zwierząt zostanie wydana, aby nie dopuścić do tragedii sprzed 4 lat dotyczących   koni. Kiedy pojechaliśmy na miejsce gdzie przebywały zwierzęta okazało się, że świnek już nie było- dzień wcześniej zostały zabrane na ubój.  Pozostało stado 33 krów. Obraz jaki się nam ukazał był wstrząsający - na mrozie, pokryte warstwą śniegu  i wtulone w siebie stało stado  bydła, w tym  małe cielątka i wysoko - cielne matki.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że gdyby nie pomoc sołtysa, sąsiadów i policji, straży pożarnej   którzy je dokarmiali, te zwierzęta  nie miałyby szans na przetrwanie, po prostu by zamarzły. Po otrzymaniu decyzji o czasowym odbiorze uczestniczyliśmy w  procedurze odbioru bydła, które na koszt gminy zostało umieszczone u jednego z gospodarzy. Po wspólnych rozmowach z gminą postanowiliśmy pomóc, zapewniając pełną opiekę weterynaryjną.  Po przewiezieniu na miejsce, gdzie będą bezpieczne nasz weterynarz dokonał pierwszej obdukcji. Okazało się, że część  zwierząt ma powrastane w głowę sznury, które służyły za uwiąz, pod którymi są głębokie rany. Kilka sztuk ma otarcia na skórze, obicia, rany na nogach. Pierwsze zabiegi, które będą musiały być wykonane to usunięcie tych wrośniętych sznurów i wyczyszczenie i zabezpieczenie wszystkich ran. Prosimy Państwa o pomoc nam  w zapewnieniu tym poszkodowanym zwierzętom weterynaryjnej opieki, zakupie uwiązów z obrożami, które będzie można im założyć zamiast tych sznurów oplatających rogi oraz potrzebnych lekarstw. Za wszelkie wpłaty z dopiskiem dla  KRÓW Z RADOSZYC serdecznie dziękujemy.

 

 

 

 

30 września 2010

O 2 godziny za późno… cd

Przedstawiamy reportaż z naszej interwencji dotyczącej znęcania się nad stadem bydła o którym pisaliśmy już Państwu wcześniej.

http://www.tvp.pl/poznan/spoleczenstwo/telekurier/wideo/29092010/2851741

Z ostatniej chwili:

Urząd Gminy w Pilchowicach w całości uchylił decyzję o czasowym odebraniu zwierząt, nakazał je zwrócić właścicielowi, dlatego też, aby je ratować złożyliśmy odwołanie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego i w chwili obecnej czekamy na decyzje. Jednocześnie prokuratura skierowała już do sądu akt oskarżenia przeciwko opiekunowi zwierząt za znęcanie się nad zwierzętami.

Bydło do dnia dzisiejszego przebywa pod naszą opieką i ich stan jest określany jako dobry, dalej niestety mamy problemy z jednym z najstarszych byków u którego stan nóg i racic wymaga leczenia i korekcji. Utrzymanie zwierząt w całości jest finansowane przez nas, dlatego też, z całego serca prosimy o wsparcie w utrzymaniu tego umęczonego stada. Za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem: „dla bydła” z całego serca dziękujemy.

 


22 czerwca 2010

O 2 godziny z późno....

W piątek 18.06.2010 na godz. 9 rano razem z przedstawicielami Urzędu Gminy Pilchowice, przedstawicielami Inspekcji Weterynaryjnej w Gliwicach, Policją oraz Strażą Pożarną byliśmy umówieni na terenie jednego z gospodarstw w celu odbioru stada bydła, które przez właściciela trzymane było w stanie rażącego niechlujstwa. Wg opinii sąsiadów zwierzęta od około 4 lat nie wychodziły na podwórko, mieszkały na ogromnej stercie obornika o wysokości ok. 1,70 m, tak że leżały pod sufitem obory, bez możliwości poruszania się- szczególnie wstawania- do tego często nawet po nocach płakały z pragnienia, gdyż nie były dostatecznie pojone…. nie miały tam łatwego życia, co zresztą możecie zobaczyć Państwo na poniższych zdjęciach. Ta wizyta była nasza drugą w tym gospodarstwie w przeciągu kilku dni. Niestety kiedy dotarliśmy na miejsce, stada już nie było, zostało zabrane przed nami- prawdopodobnie zostało sprzedane. Po wykonaniu kilku telefonów dowiedzieliśmy się, że bydło w ilości 7 sztuk jedzie już do rzeźni aż na Podhale, że są już w drodze. Rozpoczynamy poszukiwanie zwierząt i składamy doniesienie na policję, ponieważ decyzją wójta zwierzęta były już odebrane i miały trafić pod naszą opiekę. Składając na policji zeznania otrzymujemy telefonicznie informację do jakiej ubojni bydło zostaje wysłane…. wyruszamy tam, aby je ratować. Na Podhalu  z pomocą przychodzi nam Powiatowy Lekarz Weterynarii w Nowym Targu oraz patrol Policji z Czarnego Dunajca .  Według telefonicznych zapewnień lekarza powiatowego, jeśli bydło tutaj dojedzie to zostanie zatrzymane, my jednak sami również postanawiamy na transport poczekać, a to co przeżywamy pod bramą tej ogromnej rzeźni- to tylko możecie sobie Państwo wyobrazić…. jak czuje się tam człowiek, który nie postrzega zwierzęcia jako kawałka mięsa tylko jako przyjaciela.  Poszukiwane przez nas zwierzęta nie docierają do tego miejsca i otrzymujemy  informację, że kierowca, który je wiezie jedzie z nimi z powrotem na Śląsk, dlatego i my wracamy.

W sobotę od wczesnych godzin porannych jesteśmy pod bazą, w której umieszczone jest bydło, w końcu razem z policją udaje się nam około południa wejść i odebrać zwierzęta, które stanowią materiał dowodowy. Z bazy zwierząt rzeźnych zabieramy 3 byki- w tym jeden stary, schorowany ledwo chodzący- oraz 3 krowy i jałówkę. Zwierzęta są brudne, oklejone od gnoju, na ciele mają liczne odparzenia, otarcia skóry od leżenia na tej wysokiej stercie gnoju– niektóre bez możliwości wstawania. 3 sztuki mają problem z chodzeniem. Po przewiezieniu do bezpiecznej stajni (wynajętym przez nas transportem) wszystkie kładą się znów i jedzą- są po prostu umęczone i bardzo głodne. Najstarszy z byków– wygląda na schorowanego- jest przesympatycznym zwierzęciem, z resztą wszystkie sztuki są bardzo spokojne.

Dotychczas spotkaliśmy się w tej sprawie z wielką życzliwością i profesjonalnym podejściem ze strony policji- przede wszystkim Komendy Miejskiej Policji w Knurowie, Komendy Miejskiej Policji w Pszczynie, Posterunku Policji w Woli oraz w Czarnym Dunajcu. Swą pomoc okazali nam również Powiatowi Lekarze Weterynarii w Gliwicach, Pszczynie oraz Nowym Targu- za to tym wszystkim osobom z serca dziękujemy!!!

Sytuacja zwierząt w tej chwili jest bardzo skomplikowana, gdyż właściciel bazy upiera się, że je kupił i jest nowym właścicielem- więc prawdopodobni ich życie niedługo dobiegnie końca w rzeźni. Jednak z całego serca prosimy Państwa o pomoc i wsparcie nas w dalszej walce o ich uratowanie. W tej chwili bardzo potrzebne jest nam wsparcie finansowe na ich utrzymanie- mamy do opłacenia rachunki np. za transport oraz  chcielibyśmy, żeby– jeśli tylko można- w ostatnich dniach życia dostały to wszystko co dla bydła najlepsze. Wszelkie wpłaty prosimy kierować na nasze konto zbiórkowe z dopiskiem „Dla bydła” .

Prosimy również o bardzo częste zaglądanie na naszą stronę internetową– jeśli coś się w sprawie bydła wyjaśni będziemy Państwa na bieżąco informować lub prosić o szybki odzew i pomoc, bo tylko dzięki poparciu społecznemu udało się uratować naszą Borutę. To setki ludzi dzwoniących i piszących maile w jej sprawie sprawiło, że ostatecznie podarowano jej życie i może mieszkać w Przystani. Może wśród Państwa- nasi przyjaciele i sympatycy- są prawnicy lub osoby znające się na prawie- potrzebna jest nam każda wskazówka i sugestia dotycząca rozwiązania pozytywnego tej sprawy- prosimy dzwonić pod nr- 0501-241-784.

 

 

 

 

18 marca 2010

 

"Niech płomyki świec, które palimy by pamięć o nich nie umarła, rozjaśnią drogę tym, co ziemską wędrówkę skończyli przed nami..." SKARYSZEW 2010

 

 

 

 

W tym roku te słowa choć dotyczą ludzi, tak bardzo pasują do sytuacji koni, którą obserwowaliśmy na targach w Skaryszewie.... było ich bardzo dużo, większość młode, dumne źrebaki, większe i mniejsze, wystraszone, a wręcz przerażone wyruszały na śmierć, z powycinanymi znakami, po sprzedaży ustawiano je.... na cmentarzu między grobami, bo brakowało gdzie indziej miejsca.... i tak oto ludzki cmentarz był miejscem oczekiwania w drodze do rzeźni dla tych, które ludziom miały być przyjacielem i pomocą.,.. niektóre zrezygnowane, z opuszczoną głową, szły spokojnie jakby gotowe na wszystko, inne walczyły przed załadunkiem, chciały uciec…. jednemu udało się wyrwać, biegał, radosny i wolny…. ale dokąd miał pójść?- szybko został złapany.... ostatnie obwąchiwania, dotyk chrapkami, pożegnania tych, które przyjechały razem…. sznurami powiązane nogi, krótkim sznurem przywiązanie do burty samochodu, wycinanie numerów, załadunek, obcość, strach i oczy zapatrzone w ludzi przechodzących obok samochodu, szukające ratunku.... najstraszniejszy do przeżycia widok to matki, które przyjechały na święto koni wraz ze źrebakami, próbującymi jeszcze pić mleko, a potem rozdzielano je, gdyż młode źrebaki sprzedano do innego transportu…. rżenie, nawoływanie, a wręcz przerażający płacz- to rozrywa serce, zostaje w uszach, nie daje spokojnie spać.... obok ludzki śmiech, krzyki, dźwięk orkiestry nawet tańce, zapach wódki, ludzka radość, dla koni rozpacz…. taki Skaryszew my pamiętamy, takie "Święto koni" zapada w naszą pamięć i serce.... i ten specyficzny obraz- cmentarz, groby, płomyki świec i konie w poczekalni na śmierć.... W tym roku pojechaliśmy razem z przedstawicielami dwóch zaprzyjaźnionych organizacji: Przyjaciele dla Zwierząt oraz Tier Ve-Ge z Austrii, którzy chcieli zobaczyć jak wygląda osławione Święto Koni. Nam udało się wykupić klacz, jedną ze starszych na tegorocznym targu, która otrzymała imię Metaxa.... jedno uratowane końskie życie...

 

 

Skaryszew 2010 - galeria

 

 

 

9 lipca 2009

100 LAT BORUTKO kochana!!!

Jej historię zna wielu, gdyż w ubiegłym roku słyszała o niej cała Polska. Wielu z nas wstawiło się za nią, kiedy to po brawurowej ucieczce z rzeźni wróciła tam i czekała na ubój! Poruszyła serca nie tylko Polaków, gdyż telefony o łaskę dla niej odbierano również spoza granic naszego kraju… Dzisiaj obchodzi swoje 3 urodziny!!! Borutka ma swój profil na portalu NASZA KLASA, gdzie od rana dostaje życzenia urodzinowe! My również Borutko życzymy ci samych szczęśliwych chwil - obyś na zawsze zapomniała, o tym co przeszłaś i pamiętała tylko te szczęśliwe chwile!!! Dzisiaj- z okazji jej urodzin- pragniemy Państwu przypomnieć jej wzruszającą historię, którą kilka miesięcy temu przypominała telewizja TVN w programie Uwaga...

 

 

Materiał wyemitowany w programie TVN Uwaga

 

Borutka - urodzinowa Księga gości

 

14 maja 2009

BODZENTYN….

Wspólna INTERWENCJA Komitetu Pomocy dla Zwierząt, Biura Lobbingu Prozwierzęcego, Fundacji Viva na targu z bydłem w Bodzentynie 4 kwietnia 2009r. Jeśli nie zgadzacie się Państwo z takim bestialskim traktowaniem przywożonych na targ w Bodzentynie zwierząt, prosimy piszcie protesty i wysyłajcie na nasz adres mailowy. Złożymy je na ręce Burmistrza Bodzentyna domagając się humanitarnego traktowania zwierząt na tym targu. Dramat zwierząt na TARGU W BODZENTYNIE TRWA OD WIELU LAT. Tylko działając razem, wspólnie możemy przeciwstawić się temu okrucieństwu.

 

Materiał video pokazany w TVN24

 

15 kwietnia 2009

BODZENTYN  5 rano...

Sobota 04.04.2009 razem z Fundacją VIVA oraz  Biurem Lobbingu Prozwierzęcego kontrolujemy targowisko z bydłem w BODZENTYNIE. Kolejny raz stwierdzamy, że dramat zwierząt  trwa, nic się niestety nie zmieniło i  zwierzęta nadal są traktowane brutalnie. Chodząc po targu zauważamy wiele sytuacji dramatycznych z udziałem zwierząt. Wiele wyniszczonych, wyrodzonych do granic możliwości krów leży, inne ledwo stoją na nogach, ale to nie przeszkadza ich właścicielom. Zwierzęta są brutalnie wciągane na samochody, kopane, rażone elektrycznymi poganiaczami, szczególnym barbarzyństwem jest rażenie ich po wymionach……, a takie przypadki widzieliśmy tam nagminnie. Innym barbarzyństwem jest przywożenie na targ  krów z ogromnymi wymionami pełnymi mleka, te krowy są ociężałe, mają problem z poruszaniem się, krzyczą..... Maleńkie cielęta zaledwie kilkunastodniowe  są ciągane za uszy i ogony, brutalnie okładane  kopniakami.  Na targowisku jest obecny oczywiście  jeden weterynarz, dobrze nam znany, który początkowo odmawia współpracy z nami.  Dostrzegamy jeszcze wiele innych nieprawidłowości np. po przeciwnej stronie targu powstaje kolejne ale dzikie targowisko, na którym odbywa się również sprzedaż bydła, dlatego wzywamy Policję i domagamy się sporządzenia notatki. Zgodnie z § 1 i § 2 Rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju  Wsi z dnia 4 stycznia 2008 w sprawie szczegółowych wymagań weterynaryjnych dla prowadzenia działalności  w zakresie organizowania targów, wystaw, pokazów i konkursów zwierząt, aby mógł się odbywać tam handel to miejsce musi być ogrodzone i utwardzone, musi tam być lekarz weterynarii. Na targu jest wiele sztuk bydła, które nie mają w ogóle kolczyków, a jest to wymóg zgodnie z art. 19 pkt. 1 Ustawy z dnia 2 kwietnia 2004 o systemie identyfikacji i rejestracji zwierząt, który wyraźnie określa: „Posiadacz bydła jest obowiązany do jego oznakowania i zgłoszenia tego kierownikowi biura przed dniem opuszczenia przez zwierzę gospodarskie siedziby stada…”  Niestety musimy przyznać, że Policja nie chciała podjąć  współpracy, mimo naszych próśb nie chciała podjąć interwencji, w końcu po ponad godzinie oczekiwania patrol przyjechał na targ.    Ponadto wiele krów ma rany na nogach, poranione głowy- do takich przypadków wzywamy weterynarza, aby udzielił im niezbędnej pomocy. Przed targowiskiem swoje działania kontrolne prowadzi Inspekcja Transportu Drogowego, która również stwierdziła wiele nieprawidłowości przy przewozie zwierząt. Niektóre samochody  nie spełniają żadnych norm. W wielu samochodach jest nadmierne przepełnienie, a największym barbarzyństwem jest wciąganie krów niepełnosprawnych ruchowo pomiędzy sztuki zdrowe, takie transporty też wyjeżdżały z targu-jedną z takich sytuacji można zobaczyć na załączonych poniżej zdjęciach. W tym samochodzie między zdrowymi upchnięto 3 krowy leżące, które nie miały możliwości same stać. Jedna z krów non stop leżała na targu, nie umiała iść  o własnych siłach. Aby uniknąć jej brutalnego załadunku wzywamy na targ Powiatowego Lekarza Weterynarii z Kielc. Prosimy o eutanazję tej sztuki-zwierzę było umęczone do granic możliwości, każdy dodatkowy kilometr to cierpienie. Niestety Powiatowy Lekarz Weterynarii nie wyraża zgody na eutanazję i krowa ta zostaje wciągnięta na samochód i załadowana na rzeź,  co było niezgodne z prawem, a całą sytuację widać na załączonych poniżej zdjęciach. Rozporządzenie Rady (WE) nr 1/2005 rozdz. I z dnia 22 grudnia 2004 w sprawie ochrony zwierząt podczas transportu i związanych z tym działań  zmieniające dyrektywy 64/432/EWG, 93/119/WE oraz rozporządzenie (WE) nr1255/97,  jasno mówi w pkt.2:„ Zwierzęta zranione lub wykazujące słabość fizjologiczną lub patologie, nie są uważane za zdolne do transportu, w szczególności, jeśli: a-  nie są zdolne do samodzielnego poruszania się bez bólu lub poruszania się bez pomocy.”  Do dnia dzisiejszego słyszymy  przeraźliwy krzyk-płacz krów, zwłaszcza tych leżących, nie mogących ustać, wciąganych na siłę, ranionych o kamienie lub wystające drewniane czy metalowe części trapu....Wiemy, że nie zmienimy świata, ale domagamy się traktowania tych zwierząt zgodnie z prawem obowiązującym i zapisanym w ustawach i rozporządzeniach, które niestety nie jest  przestrzegane. Kto ma go przestrzegać, jeśli nie robią tego nawet służby państwowe do tego powołane? Dla nas -zgodnie z zapisami ustawy obowiązującej w tym kraju - są to istoty odczuwające  cierpienie i z tego wynika obowiązek otoczenia ich poszanowaniem, pomocą i opieką. Chcielibyśmy domagać się traktowania ich na kilka godzin przed śmiercią z szacunkiem, ale czy to w ogóle w tym strasznym miejscu jest możliwe?  Kolejny raz wystąpimy do Burmistrza BODZENTYNA-tym razem wspólnie z obecnymi w tym dniu na targu organizacjami- z pismem dotyczącym znęcania się nad zwierzętami i zażądamy wyjaśnienia tej sytuacji.

PAMIĘCI TYCH CO, JUŻ  ZA PROGIEM NIEZNANYM
galeria specjalna

13 marca 2009

OCALONE CUDEM….. SKARYSZEW 7 rano

     W ostatnim czasie los nas nie rozpieszczał- pożar, brak ogrzewania w najchłodniejsze dni lutego,  brak możliwości szybkiego naprawienia zepsutego komina, konieczność ogrzewania Przystani grzejnikami elektrycznymi, ciągły strach o stan instalacji elektrycznej, poszukiwanie firmy, która może naprawić komin, pieniędzy.... do tego jeszcze choroby naszych podopiecznych.... Z tym wszystkim zmagaliśmy się w ostatnim czasie. Wiedzieliśmy również, że zbliżają się końskie targi w Skaryszewie. Nie wiedzieliśmy w końcu czy jechać czy nie, bo tyle problemów na głowie, a tam zobaczymy znowu śmierć i cierpienie.... Jednak postanowiliśmy nagrodę Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego przeznaczyć na ocalenie końskiego życia podczas tych targów- jeździmy do Skaryszewa już od kilku lat i zawsze staramy się ocalić chociaż jedno końskie życie.

zobacz galerię

      Byliśmy na targu już w niedzielę od późnych godzin nocnych, widzieliśmy wiele scen rozdzierających serce. Kochani!!! tego nie da się wogóle opisać, gdy się tego nie widzi na własne oczy- to rozdzielanie ich i pakowanie do różnych samochodów… do dzisiaj mamy w uszach ten koński przerażający płacz. Kolejny raz zastanawialiśmy się jak to będzie- jak spośród około półtora-tysiąca koni, z których większość wyjeżdżała stamtąd na rzeź, ocalić tego jednego. Tak naprawdę do końca nie wierzyliśmy, że wystarczy nam środków finansowych na dwa. Przechodząc między samochodami na placu nazywanym przez nas rzeźnym- gdyż prawie wszystkie konie trafiły stąd do samochodów wiozących je do rzeźni, zauważyliśmy standartowy obrazek- kilka koni, krótko uwiązanych za głowy do samochodu, tak że nie mogą nawet się schylić do ziemi po źdźbło słomy czy siana. Wśród nich jeden szczególnie zapada w serce- jakbyśmy zobaczyli znowu naszego biednego, ukochanego Lakusia (był jednym z pierwszych mieszkańców Przystani). Zatrzymujemy się, koń jest słaby, chwieje się na nogach i do tego jest strasznie przerażony. Widzimy, że całym swoim ciałem zasłania innego konia. Jak się okazuje potem jest to klacz, wygląda na 25 lat- teraz wiemy, że ma około 13!!! Każdy przechodzący zwraca na nią uwagę mówiąc….  tak, to kiedyś był  koń. Pytamy o cenę, negocjujemy jeszcze i oba biedaki są nasze. Obok nich stała jeszcze źrebna klacz, na którą już niestety zabrakło nam pieniędzy. Mamy ją cały czas przed oczami i zapamiętamy na zawsze! Jak się później okazało nasze koniki były sprzedawane z rąk do rąk kilka razy podczas tego targu. Aż wreszcie natrafiliśmy na osobę, która je przywiozła. Okazało się, że wałaszek pracował w polu i w zaprzęgu, a klacz jest ze szkółki w szkole rolniczej, a następnie przeszła przez ręce kilku handlarzy.… "Pani, ona podtuczyć się nie dała, jedno co, to źrebaka można jeszcze wyciągnąć, ale sucha jak wiór"…. Klacz wygląda okropnie, jest przeraźliwie chuda, trzęsie się, tylne nogi ma strasznie opuchnięte i jeden wielki kołtun z sierści. Do tego zauważamy jeszcze, że po nodze spływa jej mleko- więc musiała mieć źrebaka ze sobą…. ale co się z nim stało tego, nie zdołaliśmy się dowiedzieć. Wałaszek cały czas zakrywa ją swoim ciałem, broni jej, a kiedy próbowaliśmy przeprowadzić je do innego samochodu, rozdzielając na chwilę, wałaszek urywa sznur i ucieka w miejsce, gdzie ona stoi. Prosto z targu oba koniki zostały zawiezione do kliniki przy SGGW w  Warszawie. Wałaszek i tam bardzo broni klaczy- cały czas trzyma głowę zwróconą w jej stronę. Jego stan jest w miarę dobry- jest przerażony, zagłodzony i ogólnie zaniedbany. Musi dojść do siebie po piekle jakie przeszedł. Stan klaczy jest dość poważny, jednak coś więcej będziemy mogli powiedzieć po dokładniejszym badaniu. Zdajemy sobie sprawę z jednego- on tak bardzo pokochał tę klacz, najprawdopodobniej przyjechał razem z nią na targ, a potem jeszcze przez tych kilkanaście godzin spędzonych blisko siebie w tym strasznym miejscu, że nie możemy ich teraz rozdzielić.... (historia wielkiej przyjaźni jak kiedyś Luckiego do Batuty).

   Kochani przyjaciele!!! Prosimy Was o pomoc finansową dla nich- na leczenie i na transport. Z góry dziękujemy z serca tym, którzy pomogą nam w utrzymaniu i opiece nad nimi, którzy tak jak my uważają, że są tego warte. Otrzymały szansę dalszego życia- wiemy, że rozumiecie nas i udzielicie im pomocy!!!  Wpłaty z dopiskiem "OCALONE ZE SKARYSZEWA" prosimy kierować na numer konta konta konta zbiórkowego.

 

7 marca 2009

Ostatni galop ..........Skaryszew 2009

 Oto relacja- będącej w tym roku razem z nami na targach w Skaryszewie pierwszy raz-  wolontariuszki zaprzyjaźnionej z nami organizacji:

     "Miałam nieszczęście być na targu od 21.00 w niedziele do 15.00 w poniedziałek. Wiec z czystym sumieniem powiem, że niektórzy piszą bzdury o Święcie koni w Skaryszewie. To miejsce jest skandaliczne, niebezpieczne dla ludzi i zwierząt. Jeśli ktoś chce zobaczyć jak to wygląda niech przyjdzie jako "handlarz" w nocy- wtedy jest najgorzej. Wieczny chaos, alkohol, baty, rżenie, dzieci, samochody przejeżdżające 2 cm od koni z jednej strony i 2 cm od innych aut, ludzie pod nogami koni, konie bite, niektóre stały tam przez 20 godzin-

przerażone, zdezorientowane, zmęczone. Te konie jadą po tym całym ich "święcie" w wielokilometrowe trasy, najczęściej do rzeźni- w tym włoskich.

W trzech tirach leżały konie zanim jeszcze wyjechały z targu, w autach brak przegród, konie nie przywiązane, poustawiane na wszystkie strony- więc się pytam gdzie byli Ci weterynarze? Czemu nie odbierali telefonów? Fundacje kupiły te konie, których nikt oprócz handlarzy by nie kupił, nie miały żadnej szansy przejechać 40km w tirach, a co dopiero dalsza podróż. Te konie by się poprzewracały i tym samym spowodowały mękę reszty nieszczęśników z samochodu. Jacy biedni rolnicy? 90% to bogaci handlarze.

    Zdjęcia nie pokazują nawet połowy tego co się tam dzieje, nie zawsze można wyciągnąć aparat i nie zawsze jest się w stanie psychicznie to zrobić. Rżenie koni, sytuacje gdzie wskakują na wysokie żuki (przecież część takimi przyjechała i takimi odjechały-myślał kiedyś ktoś jak tam wchodzą?) Wzroku tych, które już w tirze u Włocha nie mają siły stać, przewracają się, ale jeszcze wstają- nie da się zapomnieć.

 Tym udało mi się zrobić zdjęcie, nagrać....

http://www.youtube.com/watch?v=MpROTVOIRYI&feature=channel
http://www.youtube.com/watch?v=oxlaspu4HeI&feature=channel

  I pojechały... jeden koń już leżał na podłodze auta tratowany przez resztę, weterynarz nie odbierał telefonu..

http://www.youtube.com/watch?v=GdtCFpfOQ4o&feature=channel

      Ich życie nic nie było warte? Gdyby ich wykupiono nie miały żadnych szans wytrzymać nawet kilku godzin podróży.

http://www.youtube.com/watch?v=Uw-RdjfWYeE&feature=channel

 Są teraz w klinice- według niektórych nie zasłużyły na szanse by do niej trafić, nie zasłużyły na  szansę by  nie trafić do transportu... nie

rzeźni, do transportu, bo i tak do rzeźni pewnie żywe by nie dojechały... ile

 

koni by przez nie w autach połamało nogi, poprzewracało się?http://www.youtube.com/watch?v=S7rRcf9rq4c&feature=channel
http://www.youtube.com/watch?v=D55AvvFcwks&feature=channel

       Tyle z relacji osoby, która była pierwszy raz na  "niby Święcie Konia". Koń to od wieków przyjaciel człowieka, ale jak bardzo zatraciło się to w naszym kraju! Czy można świętem konia nazwać takie traktowanie koni- stanie po 20 godzin bez jedzenia i bez picia, w stresie i hałasie, uwiązanym przy samochodzie transportującym na śmierć- konie przywiązane do przyczep i aut zlizują z nich szron, aby choć trochę ugasić pragnienie, szamoczą się, aby dosięgnąć źdźbło siana, które wypadło z przyczepy przy wyładunku, bez

skutku jednak- bo sznur przy szyi jest tak krótki, że ogranicza ruch.... ?

Czy można nazwać świętem rozdzielanie małych źrebaków od ich matek- a widzieliśmy takie, które jeszcze ssały, a chwilę później oderwane od matki szły w stronę jednego samochodu, matki do innego?

      Już od kilku lat jesteśmy tam i w żadnym wypadku nie można tego nazwać ich świętem, a wręcz ogromnym dramatem koni odjeżdżających stamtąd na rzeź- z około 1500 koni które tam były, większość z nich pojechało na śmierć!!! To jest raczej święto rzeźni!!!.... a może alkoholu, który jest wszędzie, w każdym wozie czy szoferce, przy każdej pseudo- przyczepie czy chwiejnym

stoliczku z jedzeniem.... W samochodach czekają całe rodziny na pieniądze za sprzedane do rzeźni konie, aby natychmiast obkupić się na stoiskach, którymi obstawione jest całe miasto, przy każdym włączona muzyka…. Tam rżenie przerażonych koni, a przy straganach  zabawa na całego!!! To już mięso, nie żywe zwierzęta, głodne i spragnione wody!!! Stukot ich kopyt stawał się coraz bardziej głośny, nerwowy- one czuły na co czekają, dlaczego tam stoją! Kolejny raz musieliśmy spojrzeć im w oczy!!!  Widzieliśmy wiele scen rozdzierających serce, ale jedna szczególnie doprowadziła nas do łez.... kiedy do samochodu wiozącego konie do rzeźni prowadzono matkę ze źrebakiem, nagle ten mały źrebak- mógł mieć około 7-8  miesięcy- wyrwał się, uciekł i zaczął tak pięknie galopować z podniesionym do góry ogonem, piękny, szczęśliwy i wolny.... niestety, kiedy matkę uwiązano do transportera na śmierć wrócił i pogodzony z losem stanął obok.... poszedł z nią na śmierć…. A my nigdy nie zapomnimy tego galopu- ostatniego w jego życiu....

        Po całej dobie spędzonej na zimnie wróciliśmy chorzy i z rozdartym sercem, jednak wiemy, że trzeba podjąć kroki, żeby ten stan rzeczy zmienić.... wrócimy tam za rok, a w tym roku udało się nam uratować 2 konie.....

 Pamięci Tych co już za progiem nieznanym  

Galeria zdjęć

Zapaliliśmy  Światełko Nadziei bo z nadzieją trwamy, że kiedyś się spotkamy z nimi... bez bólu, bez cierpienia, bez łez...

 

28 stycznia 2009

 

STOP dla długiego transportu zwierząt

Komitet Pomocy dla Zwierząt przyłącza się do zorganizowanej akcji zbiórki podpisów. Prosimy, przyłączcie się i Wy. Wystarczy wejść na stronę http://www.8hours.eu i dodać swój podpis.

„Dziś zbyt często, zbyt wiele zwierząt jest przewożonych na europejskich autostradach w warunkach nie do zaakceptowania. Najważniejszą kwestią jest długość transportu. Obecne prawodawstwo UE zezwala nawet na kilkudniowy transport zwierząt. To musi się zmienić. Żywe zwierzęta, przeznaczone do uboju, nie powinny być przewożone więcej niż osiem godzin. Dlatego też udziel wsparcia inicjatywie "8 godzin". Naszym celem jest zebranie 1,000,000 podpisów. Tego głosu europejscy politycy nie będą mogli zignorować.

27 października 2008

 

 

.......Nie ma na świecie nic cenniejszego, od przyjaciela prawdziwego.... To już 10 lat

 

Kochani to do Was wszystkich kierujemy te słowa- sponsorów, wolontariuszy i sympatyków.... a więc naszych przyjaciół. Jesteście z nami już od 10 lat. Tylko dzięki Wam udało nam się uratować tak wielu zwierzęcych przyjaciół- samych koni 110, 5 krów, 4 osiołki, 8 kóz, 7 baranów, 4 świnie, tchórzofretkę, króliki, kury, papużki, gołębie i inne ptaki, zające, sarny, kilkadziesiąt kotów i psów. Wiele z tych mniejszych zwierząt znalazło nowe domy lub odzyskało wolność, części z nich mogliśmy tylko pomóc godnie odejść, a niektóre zostały u nas jako rezydenci. To dla nich stworzyliśmy razem z Wami „Przystań Ocalenie”- ich dom, przystań spokojnej starości i drugiego życia.

Dzięki Wam interweniujemy w przypadkach znęcania się nad zwierzętami, reprezentujemy w sądach jako oskarżyciele posiłkowi bestialsko zabite lub skatowane zwierzęta- mamy obecnie kilka rozpoczętych spraw, a w kilku zapadły już wyroki. Pomagaliśmy zwierzętom będącym pod opieką innych fundacji, znajdujących się w trudniejszej niż my sytuacji: Nasza Szkapa, Stacyjka Maltusia, Centaurus, Mrunio, zwierzętom z likwidowanego schroniska w Ligocie, będącym pod opieką Straży dla Zwierząt oddział we Wrocławiu, ze schroniska w Orzechowcach, itd. Obecnie nadal pomagamy Fundacji Nasza Szkapa oraz w utrzymaniu ponad 60 psów w Przytulisku w Harbutowicach, które znalazły się w tragicznej sytuacji z powodu ciężkiej choroby pełnej poświęcenia i miłości do nich Pani Bożenki. Pomogliśmy koniom ze stada będącego własnością Stivena D i Ewy K., które zostały w 2006 r. odebrane decyzją Burmistrza gminy Końskie, z powodu doprowadzenia ich do skrajnego wyniszczenia a dużej części nawet do śmierci. Otoczyliśmy opieką finansową niepełnosprawną kotkę Fruzię, którą uratowali i adoptowali do swojego domu wspaniali ludzie z forum Dogomania. Pomagaliśmy i pomagamy karmicielom wolno- żyjących kotów i osobom, pod których opieką przebywa po kilkanaście lub więcej zwierząt, (karma, żwirek, lekarstwa, pomoc weterynaryjna, kilkadziesiąt zabiegów sterylizacji i kastracji). Razem z Wami niesiemy pomoc gdzie tylko możemy- kontrolujemy targi zwierząt, interweniujemy u Burmistrzów i Wojewodów, prowadzimy korespondencję z Inspektoratami Weterynarii oraz innymi instytucjami, czynnie uczestniczymy przy projekcie nowej ustawy o ochronie zwierząt..... wszytko po to, aby poprawić los zwierząt w naszym kraju. Czytając informacje na naszej stronie internetowej wiecie, kochani przyjaciele, że te działania przysporzyły nam zarówno wielu zwolenników, jak i przeciwników- i przed nimi musimy chronić nasze zwierzęta.

Dzisiaj pragniemy skupić się na tym co dobre, dlatego szczególnie pragniemy podziękować wszystkim za tych 10 wspólnych lat. Były to lata ciężkie i trudne..... taką drogę życia wybraliśmy, więc nie narzekamy, ale często po powrocie z rzeźni, z targu, lub z sądu przychodziły chwile zwątpienia w sens dalszych działań. Dzisiaj mamy okazję podziękować sobie wzajemnie- członkom Komitetu- to zaledwie kilkanaście osób, a często do konkretnego działania tylko kilka, które niosą cały ciężar działania, ale też i kłopotów, bólu i poniżenia ze strony wrogów. Jednak zawsze jeden drugiego wspiera i pomaga przetrwać te ciężkie chwile. Mamy rodziny, jesteśmy żonami, matkami, bardzo ciężko czasem pogodzić sprawy i kłopoty domowe, z problemami wynikającymi z naszej działalności. Bardzo trudno zostawić za drzwiami ból po odejściu, któregoś z naszych podopiecznych, nieudanej walce o życie, widoku maltretowanego, wyniszczonego ludzkim okrucieństwem zwierzaka, przegranej sprawie w sądzie, spotkaniu z okrutnym człowiekiem, bezdusznym urzędnikiem.... Jednak mamy siebie i zawsze możemy na siebie liczyć.

Dzwonicie Państwo do nas pytacie jak pomóc, i często te Wasze piękne słowa są dla nas ogromnym wsparciem, pomagają znowu zebrać siły i walczyć o prawa do godnego życia i godnej śmierci dla tych, które same obronić się nie mogą. Dziękujemy Wam wszystkim- ludziom o wielkich sercach, naszym sponsorom- i tym, którzy są z nami przez te wszystkie lata, i tym "nowszym". Szczególnie dziękujemy ludziom starszym- emerytom, rencistom oraz dzieciom- wiele spośród nich to osoby, które same nie mają zbyt wiele, ale są szczęśliwe, mając świadomość, że gdzieś tam na drugim końcu Polski jest zwierzak, który żyje dzięki nim i dlatego nam pomagają. Ile wzruszających historii moglibyśmy tu opisać- np. historie dzieci, które podarowały swoje kieszonkowe, pana, który wpłacał co miesiąc 3 złote, aż pewnego dnia wysłany do niego list wrócił z dopiskiem "adresat nie żyje".... lub pani, która postanowiła, aby na jej pogrzebie zamiast kwiatów stanęła skarbonka.... I tak odeszło już kilkoro z naszych sponsorów- przyjaciół, dzięki którym poprawił się los wielu zwierząt. Niektóre osoby przez wiele dni lub tygodni nie wychodziły ze swoich domów z powodu zdrowia, a gdy zrobiły wysiłek, aby wyjść, to po to, aby dotrzeć do budki telefonicznej i zadzwonić z pytaniem, czy udało się uratować konika, dla którego szukaliśmy pomocy lub jak się czują nasze zwierzaki.... Często ta rozmowa kończyła się szybko-$ przerywały ją łzy szczęścia, że się udało.... Oni wspierali nas prawie od początku istnienia- to dzięki nim ratowaliśmy, leczyliśmy, operowaliśmy, przywracaliśmy do życia zwierzęta, które już zostały skazane na śmierć, budowaliśmy boksy, napełnialiśmy żłoby owsem.... razem dawaliśmy nadzieję. Bez nich wszystko jest inne, ale będziemy kontynuowali naszą działalność, będziemy dbali o to, aby to, co mamy dzięki nim, procentowało i nadal promieniowało nadzieją. Ci wspaniali ludzie zawsze będą w naszej pamięci, pozostaną w naszych sercach. Pamiętacie o nas w dniu, ślubu, i Komunii świętej, urodzin, a nawet pogrzebu-wszystkim Wam za ten wielki dar serca, za pomaganie naszym zwierzakom- dziękujemy. Wiele osób składa się na to comiesięczne zabezpieczenie wszystkich potrzeb- wszystkim sponsorom stałym i osobom, które kiedykolwiek wpłaciły choć złotówkę na utrzymanie przytuliska lub wpłaciły 1%swojego podatku z całego serca kierujemy wyrazy wdzięczności. Dziękujemy naszym sympatykom i wszystkim wolontariuszom, jacy kiedykolwiek przewinęli się przez Przystań- szczególnie dziękujemy ekipie z Orzesza, Murowa i Zabrza. Dziękujemy lekarzom weterynarii, bez których nie dalibyśmy rady pomóc naszym podopiecznym (a są to często wyjątkowo trudne przypadki) -Paniom: Aldonie Kucharskiej, Bożenie Latocha, Gabrieli Rusak, Katarzynie Kocięckiej, Małgorzacie Bartosz i Lucynie Ćmok z Lecznicy "Zwierzaki" w Pszczynie; Panom: Mieczysławowi Hławiczce (za długoletnią, stałą opiekę nad naszą Przystanią), Andrzejowi Golachowskiemu (wraz z żoną Basią oraz całym zespołem XLwet w Tyńcu Małym), Jarosławowi Tomana, Pawłowi Golonce(wraz z żoną P. Małgosią oraz całym zespołem Szpitala dla koni Equiwet w Gliwicach), a także Julii i Michałowi Mazur z Lecznicy "Fauna" w Tychach, zespołowi Kliniki Weterynaryjnej Niedzielscy z Wrocławia oraz Kliniki dla Koni we Wrocławiu, Zespołowi Kliniki Koni przy SGGW w Warszawie, oraz zespołowi Kliniki dla Koni w Brnie.

Pragniemy podziękować przedstawicielom mediów, a szczególnie Ewie Banaszkiewicz i nieistniejącemu już programowi Animals (TVP2), który wielokrotnie pokazywał mieszkańców Przystani, dzięki czemu- zwłaszcza ludzie starsi, nasi przyjaciele i sponsorzy- mogli na własne oczy zobaczyć swoich podopiecznych; TVN24, Telewizji Polsat, oraz regionalnym oddziałom TVP, dziękujemy wielu różnym stacjom radiowym oraz redakcjom gazet. Szczególnie wyjątkowe podziękowania kierujemy pod adresem naszych przyjaciół Ani Ostrzyckiej i Marka Rymuszko oraz całej redakcji "Nieznanego Świata" za kilkuletni już patronat medialny, wszelką życzliwą pomoc, zrozumienie dla naszych działań oraz naszego bólu, i za to, że tak po ludzku możemy się czasem Wam wypłakać na ramieniu.... Serdecznie dziękujemy wszystkim wiernym czytelnikom, którzy są z nami już od lat, śledzą losy Przystani w na łamach "Nieznanego Świata" i żywo reagują na wszystko co się u nas dzieje spiesząc z różnoraką pomocą ...

Jako Organizacja Pożytku Publicznego zajmujemy się działalnością edukacyjną- przyjmujemy wycieczki szkolne w Przystani lub odwiedzamy młodzież i dzieci w szkołach i przedszkolach. Kierujemy więc serdeczne podziękowania dla wszystkich wspaniałych przedszkolaków, dzieci szkół podstawowych, młodzieży gimnazjalnej i licealnej oraz nauczycieli (nie sposób tu wymienić wszystkich- jest ich wiele) za pomoc w utrzymaniu Przystani (szczególnie Mariolce Gałce za działania edukacyjne na terenie kilkudziesięciu szkól w woj. świętokrzyskim ). Dziękujemy również naszym kochanym przyjaciołom z Zespołu Wilki, szczególnie Monice i Robertowi Gawlińskim, za wszelką pomoc dla Viktora i innych naszych zwierząt, i za to, że dzięki ich otwartości wiele osób usłyszało o naszych działaniach oraz Zespołowi Myslovitz za wspieranie nas na koncertach i przekazanie honorarium na Przystań.

Pragniemy podziękować również adwokatom i radcom prawnym, którzy często od strony prawnej pomagają nam w działaniach interwencyjnych w obronie zwierząt- największe podziękowania dla Pani Kasi K. (nigdy nie odmawia nam pomocy, jest zawsze z nami w tych trudnych chwilach, kiedy zmagamy się z okrucieństwem wobec zwierząt) to wspaniała i bardzo skromna osoba. Tym podziękowaniom tak naprawdę nie ma końca, gdyż przez te 10 lat spotkaliśmy tak wielu wspaniałych, kochających zwierzęta i będących naszymi przyjaciółmi na drodze walki o poprawę ich losu ludzi. Nie sposób wymienić wszystkich Państwa imiennie- dlatego wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób pomagali nam w naszych działaniach serdecznie dziękujemy. Bardzo się cieszymy, że ten nasz Łańcuch Dobrych Serc ciągle się powiększa. Często przychodzą chwile zwątpienia..... ale wiemy, że mamy Was, tych na których zawsze możemy liczyć, którzy są właściwie z nami każdego dnia. Za tę prawie 10 letnią przyjaźń dziękujemy Kasi Kresek- Urbaniak, Kasi i Willemu Szlósarczyk, Państwu Małgosi i Jerzemu Bodzioch..... „Przyjaźń jest największym darem jaki mądrość może ofiarować, aby uczynić szczęśliwym całe życie".... 


Za tę przyjaźń dziękuje


Zarząd u Komitet Pomocy dla Zwierząt

oraz wszyscy nasi podopieczni mieszkańcy Przystani Ocalenie

 

Urodzinowa Księga gości

 

10 sierpnia 2008

1% ratuje życie Borutka dziękuje za ratunek!

 

 

Wielkie wyrazy wdzięczności przekazujemy wszystkim Państwu, którzy podobnie jak w poprzednim roku okazaliście nam swoje zaufanie. I choć w tym roku tylko urzędy skarbowe wiedzą kto dokonał przekazania 1% swoich podatków, to jednak od wielu z Państwa- naszych stałych i wiernych przyjaciół- wiemy, że prowadziliście swoją własną kampanię pozyskiwania 1% dla naszej Przystani. I za to właśnie serdecznie Wam kochani dziękujemy!!! Ci z Państwa, którzy byliście w Przystani jakiś czas temu oraz odwiedziliście nas ponownie w niedawnym czasie, mogliście się przekonać, jak bardzo to miejsce się zmieniło, jak wiele udało nam się zrobić. Jednak nic byśmy nie zrobili, gdyby nie ten Wasz często mały, ale tak wielki w sumie z innymi 1% podatku. Wspaniała jest ta Wasza wielka przyjaźń- zaufanie okazane nam i szacunek oraz szansa na życie dla naszych braci mniejszych!!! Dzięki tym wpłatom przygotowujemy nową oborę i odrębny wybieg dla naszych krów, których po brawurowej ucieczce z rzeźni naszej gwiazdy (krowy znanej w całej Polsce) mamy w tej chwili 4. Właśnie dzięki pieniądzom z 1% uratowaliśmy jej życie, a obecnie skupujemy siano, słomę, owies i inne zboża, aby zapewnić zapasy na zimę Borutce i wszystkim mieszkańcom Przystani oraz innym zwierzętom, którym w miarę naszych możliwości, staramy się pomagać przez cały rok. Dzięki Państwa wpłatom mogliśmy w zeszłym roku zakupić niezbędne, używane maszyny rolnicze, które pozwalają nam obrabiać, a teraz także zbierać plony- zboża, słomę oraz siano z pól i łąk, które mogliśmy wydzierżawić. Czekają nas jeszcze zbiory marchewki i ziemniaków, które przygotowaliśmy po to, aby jesienią nasze konie, krowy, kozy, owce i świnki miały ten przysmak jak najdłużej. W ostatnim czasie przekonaliśmy się, że konieczna jest zmiana naszej przyczepy do przewozu zwierząt na taką, która będzie dawała możliwość wyprowadzania ich również przodem. Planujemy także naprawić chociaż częściowo- dachy na budynkach w Przystani, utwardzić i wyłożyć płytami kolejne fragmenty terenu wokół boksów- każdy kto był u nas w czasie lub po deszczu wie, jak wielkim problemem było błoto i niemożność swobodnego poruszania się po obejściu. Jeśli wszystko się dobrze ułoży, postaramy się doprowadzić wodę do stajni, tak aby konie miały stały dostęp do wody- bo dotychczas wiele czasu poświęcamy na pojenie. W sytuacji, w której 1% podatku jest wpłacany przez urzędy skarbowe tak późno- bo do końca lipca, tak wyglądają nasze plany związane z wykorzystaniem tych środków. Jeszcze raz serdecznie dziękujemy wszystkim Państwu za przekazanie tych pieniędzy, za Waszą akcję promocyjną i determinację w pozyskiwaniu kolejnych wpłacających- o czym niekiedy do nas piszecie, dzwonicie i pytacie o wyniki tej agitacji! To wszystko sprawia, iż kolejny raz uświadamiamy sobie, że mamy wielu wiernych przyjaciół, którzy myślą o Przystani jak o swoim dziele, dbają o jej dobre imię i przyszłość naszych zwierząt pozyskując nowych sponsorów, którzy razem z nami zapewniają im codzienne utrzymanie i możliwość spokojnego życia. Dziękujemy Wam za wielkie serce, które jest na wagę życia mieszkańców Przystani Ocalenie!!!

 

 

15 lutego 2008

Święto koni- ale nie dla koni.........
 

"Tylko jedna, jedyna nadzieja Że....
Bóg jest ojcem wszystkiego stworzenia!
Więc się już jakaś Łaska rozprzestrzenia
I z trawą zieloną czeka
Na tę służkę bożego.
PO PIEKLE W SŁUŻBIE CZŁOWIEKA !"

EWA SZELBURG ZAREMBINA
 


 

Kolejny raz byliśmy na targach końskich- Wstępy 2008- w Skaryszewie, na tym niby "święcie konia"..... I kolejny raz stwierdziliśmy, że to jarmark koński, ale z całą pewnością nie dla koni. Z bólem serca patrzyliśmy na to, w jaki sposób traktowane są te piękne i szlachetne zwierzęta...... mnóstwo małych źrebaków- sprzedawanych nie do hodowli ale na rzeź, konie odpinane prosto od wozu, który przyciągnęły na targowisko, podprowadzane pod włoskie Tir-y i sprzedawane na mięso.... sprzedaż wyglądała zawsze tak samo- kupujący przechodził, wskazywał palcem (wydając wyrok) następnie wycinano symbole w sierści na zadzie.... wiele koni było nieustannie smaganych batem, aby się jak najlepiej prezentowały, żeby je dobrze i szybko sprzedać...... Kiedy przybyliśmy na targ w tej części, która nazywana jest placem rzeźnym 3|4 koni miała już powycinane znaki...... ich życie właściwie kończyło się w tym miejscu..... Niektóre stały tam od późnych godzin wieczornych do popołudnia następnego dnia czekając na załadunek w ostatnią drogę. Wiele z nich stało ze spuszczonymi głowami...... czuły, że to koniec ich życia. Widzieliśmy setki koni ładowanych na śmierć i ich dumną walkę przed załadunkiem w ostatnią drogę.......To wszystko co opisujemy możecie Państwo zobaczyć na zamieszczonych poniżej zdjęciach…... one najlepiej obrazują tę ogromną końską tragedię, która ma miejsce na tym targowisku, nazywanym przez ludzi "świętem konia". Pobyt na targowisku jest dla nas z wielu powodów bardzo trudnym do przeżycia wydarzeniem, dlatego poprosiliśmy o pomoc fotoreportera Pana Macieja i to właśnie on wykonał większość zdjęć. Prowadząc od lat przytulisko dla koni, ratując im życie, aby taki straszny los ich nie spotkał, a potem opiekując się nimi codziennie, stajemy się emocjonalnie zbyt słabi, w sytuacjach, gdy widzimy setki wpatrzonych w nas oczu, pełnych strachu, przerażenia i prośby o pomoc..... nie potrafimy podejść tak blisko do tych samochodów....... paraliżuje nas świadomość bezradności, w oczach pojawiają się łzy, a w pamięci pozostają obrazy i emocje, potem trudno zamknąć oczy czy zasnąć, bo te obrazy powracają........ Kolejny raz pozostaje nam mieć nadzieję, że jest i czuwa nad nimi Wiatronogi...... i gdzieś tam- w miejscu ich przeznaczenia- jakiś człowiek wykona dobrze swoje zadanie i czeka je lekka, szybka śmierć..... Zaczynamy też wątpić w sens działań dotyczących skreślenia konia z listy zwierząt rzeźnych, gdyż mimo złożonych w Sejmie petycji i ogromnego poparcia społecznego, nie udaje się nic zdziałać organizacjom w tę działalność zaangażowanym- przez trzecią już kadencję Sejmu..... Widać, że to jeszcze bardzo daleka droga- ciągle napotykamy na całkowite niezrozumienie, mur obojętności, lub tłumaczenie, że jest tak wiele ważniejszych spraw.....- i ogromna szkoda, gdyż dla większości Polaków koń jest przyjacielem...... ale na pewno nie jest tak na targach w Skaryszewie. W tym strasznym naszym zdanie miejscu nie mogliśmy pozostać w bezsilności- zawsze staramy się podarować życie choć jednemu końskiemu skazańcowi- tym razem uratowaliśmy klacz, która otrzymała na imię Dolly. Dolly żyje dzięki Wam wszystkim- dziękujemy.....

 

 

 

"Święto koni" ?- Skaryszew - galeria specjalna
 

 

31 stycznia 2007


Przystań Ocalenie w kolejnym programie   "Kundel Bury i kocury" - fragmenty programu  wyemitowane w TVP3 Kraków

 

 

13 grudnia 2007


Zobacz materiał, który ukazał się w programie regionalnym TVP 3 Kraków
 

 

 


Zobacz los braci mniejszych- Pomóż!!!  Nie bądź obojętny...


 



 

Słyszeliśmy płacz koni............

Poniedziałek 30.01.2006 r. - ten dzień na zawsze pozostanie w naszej pamięci. Wokół żałoba, w radiu muzyka i wiadomości wciąż przypominają o  tragedii w Chorzowie, wszechogarniający smutek i przygnębienie, na wspomnienie ludzi, którzy stoją przed bramą hal targowych, opłakują swoich ukochanych - tatusiów, mamusie, dzieci, przyjaciół....... Mieszanka miłości i bólu, poświęcenia i pasji, cierpienia i nadziei, że jeszcze wróci ktoś ukochany, że jeszcze przekaże ktoś dobra wiadomość, a także nadzieja, że odnajdzie się ukochany ptak.......... Tam  - ludzie walczą o życie w każdym jego przejawie o życie ludzi i zwierząt, a my tu- całkowicie przez przypadek znaleźliśmy się pod bramą miejsca, które też jest piekłem na Ziemi-przed bramą rzeźni dla koni........... Organizacjom nie wolno wejść na teren rzeźni więc obserwujemy to co się dzieje z ukrycia........ trwa skup, od wczesnych godzin rannych do późnego popołudnia, przywożone są z różnych stron przyczepami do przewozu koni, ale również Żukami, starymi samochodami dostawczymi (np. Jelczami), to niezgodne z prawem ale......Nic się nie zmieniło w sposobie podejścia do przywożonych tu zwierząt, nadal koń nie jest traktowany jak żywa odczuwająca ból istota ale jak .....mięso. Wyrzucane z samochodów jak worki ze zbożem lub kłody drewna......... załadunek lub rozładunek zwierząt w takich miejscach to dla ludzi choć trochę lubiących zwierzęta najokrutniejszy widok, proceder najgorszy z możliwych........tego właśnie chcieliśmy zaoszczędzić naszemu Kasztankowi.  Widzimy młode, około 4 miesięczne źrebaki, konie o smuklej sylwetce, zapewne sportowo-rekreacyjne, kulejące lub z wygiętym nienaturalnie kręgosłupem jakby miały przerośnięty kłąb. Większość to jednak starsze, wypracowane konie pociągowe,  strasznie brudne, sponiewierane, z pokrzywionymi nogami......jeden z nich przypomina do złudzenia naszego Kostusia dlatego jest nam wyjątkowo smutno, łzy płyną same strumieniem.......jedne są wyprowadzane z samochodów-  wiedzą dokąd przybyły, nie chcą wychodzić z samochodu, tulą się do siebie, opierają....... inne przeprowadzane już do stajni przedubojowych, wszędzie słychać koński płacz-to nie jest zwykłe rżenie to przerażający płacz-zostanie w naszych uszach, pamięci i sercu na zawsze-płacz tych, które nie chcą opuścić samochodu i tych, które już są prowadzone do rzeźni, oderwane od tego co dotychczas znały, kochały..... od matki, czy kochanego człowieka........ Jak na jeden dzień to za dużo,  dla nas to widok przerażający, trudny do zniesienia  ....... Nie możemy nic zrobić, stoimy całkowicie bezradni, i rodzi się tylko pytanie - dlaczego za  tyle lat wiernej służby dla człowieka, pracy i poświęcenia... taki straszny los? czy może kiedyś koń zostanie skreślony z listy zwierząt rzeźnych - czy to tylko marzenie?......... W tej chwili nie możemy zrobić nic więcej, ale udajemy się na Policję  i postanawiamy razem z inną organizacją przeprowadzić kontrolę tego miejsca, dlatego nie podajemy ani miejsca ani nazwy rzeźni-musimy mieć możliwość  tu wrócić. Jakby tego było jeszcze mało dzwoni telefon-pewna Pani szuka konika pod siodło dla swojej córki, znalazła naszą stronę w Internecie więc zadzwoniła jak do hurtowni sprzętu jeździeckiego, aby ów sprzęt zamówić. Kiedy tłumaczymy jakie konie są w naszym przytulisku i że nie oddajemy itp. Pani nie kryła oburzenia, że takiego konika jakiego ona chciała to nie mamy, podsumowała rozmowę takimi słowami - po co kupować takie końskie wraki, czy nie lepiej kupować konie młodsze, zdrowsze i oddawać ludziom pod siodło - bo to dziś takie modne i byłoby wielu chętnych - a my zbieramy takie wraki przecież to trzeba leczyć..... Już wielokrotnie mieliśmy podobne telefony i listy od ludzi, którzy szukają konika do jazdy, najlepiej jeszcze klaczki zdolnej do rozrodu i stawiają warunki pod jakimi mogliby łaskawie adoptować od nas któregoś z naszych podopiecznych. Lista żądań jest często długa - wiek, zdrowie, płeć, maść, zdolność do rozrodu, jeszcze najlepiej żeby był ujeżdżony - nic tylko wsiadać i jechać. Jeszcze żąda się od nas żebyśmy zawieźli konika  na miejsce i dopłacali do jego utrzymania miesięcznie 100 lub 150 zł...... Zawsze staraliśmy się zostawiać je bez odpowiedzi, ale tym razem....... Może z powodu całej złożonej sytuacji wokół nas-chcemy się Państwu wyżalić........  a tym, którzy z takimi sprawami dzwonią czy piszą przypomnieć, że my nie ratujemy, nie wybieramy zwierząt na zamówienie składane  jak w sklepie. Ratujemy  te, które w danej sytuacji najbardziej potrzebują pomocy - np. nie mogłyby podołać trudom transportu na śmierć . I nie jesteśmy w tym sami, bo  mamy poparcie naszych wspaniałych sponsorów-przyjaciół . Dowodem jest Kostuś-stary, zniszczony pracą, wychudzony i niedołężny konik znalazł  kilku sponsorów, tak że jeszcze wspomaga utrzymanie swoich braci w Przystani. Znalazł też miejsce w sercach tak wielu osób, które pytają o jego zdrowie, dzwonią,  żywo interesują się tym co się z nim dzieje, płaczą często w słuchawkę, gdy opowiadamy o codziennej walce o życie.......... Kiedy znowu słyszeliśmy dochodzące z radia informacje o  wydarzeniach z Chorzowa towarzyszyła nam myśl  tam - miejsce heroizmu ludzi w walce o życie przyjaciół, współpraca ludzi i zwierząt - psy ratownicze, miejsce ludzko-zwierzęcej przyjaźni - bo przecież na tę wystawę pojechali ludzie-starsi, dorośli i dzieci - którzy zwierzęta traktują z szacunkiem, troszczą się o nie, kochają....... a my znaleźliśmy się w miejscu, w którym, człowiek pokazuje to co najgorsze w naszej naturze-świadome zadawanie bólu, chęć zysku za wszelka cenę, krzywda i ból ......a po wszystkim wędrówka z uśmiechem do baru. W tym poczuciu bezradności pomyśleliśmy, że jednak nie jesteśmy sami,  mamy dowody, że rozumiecie Państwo nasze zasady i nie zostawicie nas, że nadal będziecie z nami, że razem uratujemy choć kilka......... Otrzymaliśmy jeszcze jedna  wiadomość -o starym około 22 letnim  koniku Maćku, który jeszcze pracuje w lesie. Czekamy na telefon w jego sprawie  i mamy nadzieję, że razem uda się uratować kolejne życie. Pragniemy również pomóc zwierzętom z hali targowej w Chorzowie, dzwoniliśmy w dniu tragedii, ale poinformowano nas, że najpierw  ratuje się ludzi, ale byliśmy  na miejscu zdarzenia zaoferowaliśmy chęć przyjęcia wszelkich zwierząt, które potrzebują teraz tej pomocy, bo np. nie odnajdą się ich właściciele.....Czekamy  na informacje........ Kolejny raz stając tam  z poczuciem niemocy i bezradności w obliczu  tej wielkiej końskiej tragedii i naszej kolejnej wielkiej porażki mogliśmy tylko poprosić - wiatronogi Boże koni spraw, by umieranie nie bolało.................. Ten dzień to jeden z najtrudniejszych w naszej 8 letniej działalności... Długo  będziemy  go pamiętać..........

Dla jednych wrak.... dla nas przyjaciel - Kostuś, który uwielbia dom i domowników:



 


"Każde zwierzę ma prawo do poszanowania.

Człowiek, jako należący do świata zwierzęcego, nie może eksterminować innych zwierząt ani eksploatować ich, gwałcąc to prawo!"

Z Deklaracji Praw Zwierząt UNESCO, 1978r.


12 grudnia 2010

Czesia prosi o pomoc

 

Jej życie nie było łatwe. Ile krzywdy ze strony człowieka doświadczył ten pies, jesteśmy w stanie sobie tylko wyobrazić, uczestnicząc w interwencjach w sprawie psów. Wiemy, że była niemym świadkiem strasznego okrucieństwa człowieka wobec bezbronnego zwierzęcia, którego doświadczają psy tej rasy. Trafiła do nas przerażona, wycieńczona, głodna, z dużymi ranami na głowie......Samo wspomnienie sprawia, że trudno o tym nawet pisać, chociaż minęło już kilka lat. Wielu z Państwa odwiedzających Przystań mogło czasem zauważyć, zaledwie jej nos wystawiony z budy…Nigdy raczej nie pokazuje się cała, gdy są obcy, tylko niektórzy z nas zostali wybrani i okazała nam bezgraniczne zaufanie. „Ile krzywdy musiał wyrządzić jej człowiek, że tak panicznie boi się ludzi”, o to pyta nas wielu z Państwa. Nam zaufała dopiero po dwóch latach przebywania razem i okazała się cudownym i wspaniałym psem o ogromnym, wiernym sercu. Myśleliśmy, że już od tego czasu zawsze będzie dobrze....a jednak los znowu postanowił inaczej. Od ponad tygodnia Czesia nie chodzi na tylne łapki, a jedynie ciągnie je za sobą. Teraz, gdy tak bardzo potrzebuje nas ludzi, ufa nam bezgranicznie. Kiedy codziennie jeździmy z nią do weterynarza na zastrzyki, wynosimy na rękach na podwórko, wnosimy do samochodu, karmimy, przytulamy, patrzy na nas z ogromną ufnością, choć kiedyś nie pozwalała nawet spojrzeć na siebie, a o dotyku w ogóle nie było mowy. Niestety rokowania nie są dobre, gdyż leczenie na razie nie przynosi spodziewanej poprawy. Może będzie konieczne zakupienie wózeczka oraz nauczenie jej poruszania się na nim, jeśli sprawność w łapkach nie wróci. Ośmielamy się Państwa prosić o pomoc dla tego bardzo doświadczonego przez ludzką głupotę i okrucieństwo psa, na leczenie oraz zakup wózeczka, gdy zastosowane leczenie jednak nie zadziała. Nadal mamy nadzieję, że drogie lekarstwa pozwolą jej wrócić do sprawności, ale czas płynie i rokowania nie są pomyślne. Prosimy o to, abyście kochani przyjaciele wspomogli nas w walce o jej sprawność. Może ktoś zechciałby zostać wirtualnym opiekunem Czesi? Za wszelkie wpłaty z dopiskiem dla Czesi z całego serca dziękujemy.

 

 

 

 

16 październik 2010

REKSIU PROSI O POMOC……szuka domu, zbiera na hotelik

„Jest taki pies na imię ma Reks.
Kiedyś miał dom i człowieka swego,
teraz nie ma już nic z tego.
Wyrzucony i niechciany,
drut na karku przywiązany.
Znaleziony gdzieś na dworze,
Czekał czy mu ktoś pomoże
Choć tak skrzywdziła go istota z którą był jakiś czas
Reks ciągle ufny jest i wierzy w nas.
Nie ma agresji w sobie,
Przyjaźń ofiaruje Tobie.
Takiej przyjaźni nikt Ci nie da,
Ale da taka właśnie psia bieda.
On będzie kochał bezgranicznie
Całkowicie nie połowicznie!
Na smyczy chodzić potrafi ładnie,
Gdy go zobaczysz w serce zapadnie.
Nie ma gdzie mieszkać i jest smutne psisko
Bo jak nie będzie na hotelik to pewnie grozi mu schronisko”. 

Taki piękny wiersz o Reksiu napisała jedna z wolontariuszek z dogomanii- bardzo dziękujemy.  W lipcu znaleziono go w okolicach Przystani z kawałkiem drutu zwisającym z szyi, był wycieńczony, wychudzony, wygłodniały. Sądzimy, że został porzucony i przywiązany w lesie, ale odgryzł drut i uwolnił się. Poszukiwaliśmy  jego właściciela przez ogłoszenia niestety nie przyniosło to rezultatu. Z powodu braku miejsca w Przystani  musiał zostać umieszczony w  hoteliku. Jest ufny wobec ludzi, lubi dzieci, przyjaźnie reaguje na inne zwierzęta. Trochę szarpie na smyczy , ale podczas spacerów jest przyuczany do łagodnego zachowania. Został wykastrowany i zaszczepiony. Intensywnie poszukujemy dla niego prawdziwego domu- może komuś z Państwa zapadnie w serce i ktoś okaże mu miłość, podaruje dom taki już na zawsze. On bardzo lubi towarzystwo człowieka i odwzajemni się swoim wielkim psim sercem .W obecnej chwili z całego serca prosimy o wsparcie finansowe w utrzymaniu REKSIA- liczy się każdy grosz, każda złotówka. Miesięczny koszt utrzymania to 400 zł. Za wpłaty z dopiskiem „dla Reksia” serdecznie dziękujemy.

 

 

 

 

 

16 październik 2010

LENKA I MURZYNEK PROSZĄ O POMOC

 

Psy, o których pisaliśmy niedawno są obecnie już bezpieczne. Dodatkowo, ku zaskoczeniu wszystkich przyjechał z nami również maluszek, Lenka urodziła jednego szczeniaczka. Cała rodzinka fizycznie czuje się dobrze. Lenka jest przekochaną sunią, o wspaniałym charakterze, jest mądra, bezgranicznie oddana człowiekowi. To ona uratowała życie swojego poprzedniego właściciela- gdy zachorował poszła do najbliższej wsi i tak długo stała przed jednym z gospodarstw, aż ludzie poszli za nią w pola i znaleźli nieprzytomnego pana. Murzynek jest w stosunku do obcych jeszcze nieufny i zdystansowany, ale z każdym dniem bardziej otwiera się na człowieka. Wszystkie 3 pieski przebywają w hoteliku na naszym utrzymaniu. Zostały przyjęte i otoczone niesamowitą miłością i wspaniałą opieką, za co serdecznie dziękujemy Paniom Lilce i Beacie. Oprócz psiaków do Przystani przywieźliśmy z tego samego miejsca 30 kur, 10 kaczek,10 gęsi oraz kozę Zosię- więc to w sumie kolejnych 54 nowych naszych podopiecznych. Może ktoś z Państwa zechciałby wspomóc nas w utrzymaniu tego ptasiego stada- u nas mają one dożywocie, nie będą zjedzone na obiad!!! Dziękujemy Państwu Milenie i Kryspinowi oraz ich rodzicom i babci za wspaniałą opiekę, jaką otoczyli te zwierzęta, gdy ich właściciel poszedł do szpitala. Karmili je, pilnowali oraz pomagali nam w ich załadunku w drogę do Przystani. Za wszelkie wpłaty z dopiskiem „na zwierzaki ze Szczytna” z całego serca dziękujemy.

 

 

 

21 grudnia 2009

Kto posiada wiernego przyjaciela ten skarb posiada...

 

Waszej przyjaźni doświadczamy przez kolejne lata, i ze swej strony zawsze staraliśmy się zasłużyć na tę przyjaźń Kochani, np. poprzez w miarę aktualne wiadomości na stronie oraz wysyłanie życzeń i kalendarzy w okresie świąt. Co roku mimo rożnych przeciwności nam się udawało, jednak w tym roku nie... przepraszamy.... Co roku sądzimy, że ten kończący sie był dla nas trudny, nawet bardzo trudny, ale mamy też wielką nadzieję, że kolejny rok będzie lepszy. Co roku też wydaje się nam, że już gorzej być nie może, a jednak... tym razem pod koniec roku dopadły nas choroby- najpierw całkowicie rozłożył się Dominik. Lata ciężkiej pracy, poświęcenia, zapomnienia o sobie zakończyły się pobytem w szpitalu, a teraz długą rehabilitacją... Po kilku dniach do szpitala na operację trafiła Dorota.... To zawsze ona wraz z Grażyną przygotowywały kartki świąteczne oraz materiały do drukowania kalendarza. W tej chwili do tego zadania została tylko Grażynka, która ma dwoje maleńkich dzieci....To również Dorota dniami i nocami pakowała i adresowała koperty- w tej chwili nie ma kto tego robić... Dlatego przepraszamy Was kochani przyjaciele, ale kalendarze, które przygotowujemy co roku, aby były dla Was wszystkich- wspierających nasze działania i kochających Przystań- pamiątką i dowodem naszej przyjaźni, zostaną wysłane w późniejszym terminie. Mamy nadzieję, że mimo tego, że nie otrzymacie przed tymi świętami- pełnymi miłości i ciepła- naszych kartek z życzeniami, to jednak będziecie przekonani o tym, że w naszych domach przy wigilijnym stole jedno miejsce jest zawsze zajęte przez Was - bo dzięki Wam nadzieja i miłość goszczą w Przystani.

 

Czy tak musi być...... Skaryszew 2006 rok

Panie zechciej ukoić nasz ból,
patrząc na to wszystko bardzo cierpimy,
Panie zechciej ukoić ich lęk,
wiedzą gdzie jadą................
Rozpoczynają drogę na śmierć.

Dla jednych to wspaniała impreza ludowa, dla innych to tradycja czyli Wstępy 2006, a dla nas to wielka tragedia tych pięknych i wspaniałych zwierząt, które wyruszają stamtąd w swoją ostatnią drogę na śmierć. Byliśmy tam, przeżyliśmy to bardzo, znowu spośród kilkuset koni udało nam się ocalić tylko dwa...... lub aż dwa. Pozostał żal, brak łez, ogromna bezsilność i proszenie Czterokopytnego Boga koni....., aby umieranie nie bolało. To jeszcze dla nas bardzo bolesny temat, aby coś więcej Państwu napisać, ale myślę, że zdjęcia zamieszczone poniżej odzwierciedlą to co pewnie czułby każdy z Państwa. To walka tych zwierząt i ich obrona przed załadunkiem w ostatnią drogę na śmierć. Jak trudno pogodzić się z tym, że spośród końskich skazańców patrzących błagalnym wzrokiem udało się uratować tylko dwa...



Jeśli chcecie wiedzieć co dzieje się u nas w Przystani Ocalenie i jakie akcje obecnie prowadzimy, koniecznie zajrzyjcie do działu AKTUALNOŚCI (na górze menu, po lewej stronie). Możecie tam też znaleźć nasze ARCHIWUM AKTUALNOŚCI z ostatnich miesięcy. Wszystkie wieści będą teraz publikowane w tym odrębnym dziale.
 

Uwaga!
Na naszej stronie znajdują się drastyczne zdjęcia.




Bardzo pilne!!!
Apel o pomoc dla krzywdzonych zwierząt w Bodzentynie!


Prosimy, pomóżcie - razem położymy kres bestialstwu i przemocy wobec zwierząt które dokonuje się w każdą sobotę i poniedziałek na prowadzonym przez gminę targowisku koni, bydła oraz innych zwierząt w Bodzentynie. O naszych działaniach w tej sprawie pisaliśmy na naszej stronie już kilkakrotnie, niestety wszystko co robiliśmy w celu zamknięcia tego targowiska lub ograniczenia okrucieństwa wobec zwierząt zostało zastopowane w momencie wejścia na teren targowiska organizacji Animals Angels, która podpisała z Burmistrzem porozumienie w sprawie nadzoru. Z raportów tej organizacji dostępnych na ich stronie internetowej (niestety tylko w wersji angielskiej i niemieckiej) wynika, że często dochodzi tam do znęcania się nad zwierzętami, ale nikt nie wyciąga  z żadnych  konsekwencji wobec osób dopuszczających się bestialstwa, oraz nie robi się nic, żeby na tym gminnym targowisku przestrzegano obowiązującego w tym kraju prawa....

WIĘCEJ - KLIKNIJ!!!




[Stronę najlepiej oglądać w rozdzielczości 1024x768 lub wyższej]


Horsesport Jeździecki Portal Informacyjny SSSMOK - zwierzakowa toplista :)

©Copyright 05.2004. Site by sssmok®. Wszelkie prawa zastrzeżone.

 

 

 

Księga Gości


KONTAKT DO NAS:

Tel. kom: 0-501-241-784
                0-603-586-183

Tel. fax.+48 32 4482077

 



Otrzymaliśmy Nagrodę Prezydenta Lecha Kaczyńskiego!!!

czytaj więcej