Nowy podopieczny- Boluś

Jest taki pies, przez którego nasza Dorota nie śpi kolejną noc. Myśli, co zrobić i jak mu pomóc. Sama nie da rady… Sytuacja finansowa Przystani nie jest dobra a czas coraz trudniejszy... Rozum podpowiada, że nie powinniśmy… ale Przystań powstała właśnie dla takich skrzywdzonych istot, tak beznadziejnych przypadków, dla których nikt nie chce otworzyć serca, którym nikt nie daje szansy, dla takich o których świat zapomniał... Od lat przytulamy mocno skrzywdzone istoty, opłacamy leczenie, rehabilitację, staramy się wyprowadzić na prostą, dać wszystko to czego w życiu nie miały…i w wielu przypadkach udaje się wyrwać zwierzę z objęć śmierci i podarować mu kilka lat dobrego życia. Zapytacie po co?

Czytaj więcej...

Grono Przystaniowych Aniołków powiększył Lord...(*)(*)(*)

Od kilku dni zabieramy się do napisania tego pożegnania... Od kilku dni próbujemy przekazać Wam, kochani Przyjaciele wiadomość o śmierci naszego ukochanego Lorda... Nie potrafimy... Tak trudno nam to przychodzi...
Sami nie wierzymy, że nie ma Go już z nami. Nie potrafimy pogodzić się z Jego odejściem. Cały czas wydaje nam się, że niedługo wróci z kliniki i znowu będzie stał w swoim boksie dopominając się o jakiś smakołyk... Jednak nasz ukochany Lord już nie wróci... Nigdy...
Pobiegł na wiecznie zielone pastwiska pozostawiając po sobie ogromną pustkę...
Lord był oazą spokoju, mimo swoich sporych gabarytów nigdy nie pokazał swojej siły. Zawsze spokojny, ułożony, grzeczny, cichutki, majestatyczny a przy tym ogromny! Można tak wymieniać bez końca Jego zalety. Był koniem idealnym ale mocno schorowanym. W połowie lipca 2017 roku , razem z zaprzyjaźnioną Fundacją pojechaliśmy ratować dwa życia. Ojciec i syn stali zaprzęgnięci do wozu, którym przyjechali na targ. Mieli dwie możliwe drogi, albo pojadą do włoskiej rzeźni, albo zostaną wykupieni.

Czytaj więcej...

Nowy podopieczny Przystani- Antoś

 

Dzięki cudownym Aniołom, Antoś został uratowany i cieszy się spokojną emeryturą w Przystani <3

 

Kochani Przyjaciele Przystani...
Mam na imię Oliwia, część z Was kojarzy mnie jako córkę Dorotki, część z profilu Przystani na którym co roku dostaję piękne życzenia urodzinowe, a jeszcze część zapamiętała mnie jako małą dziewczynkę biegającą po Przystani. Obecnie mam 23 lata i moją największą miłością jest Przystań i zwierzęta. Właściwie to tak jak moja mama i Dominik wiele lat temu, poświęciłam i podporządkowałam im całe swoje życie, ale absolutnie tego nie żałuję bo kocham to co robię. Czasami tylko ogrom cierpienia, śmierci czy porażek mnie przerasta ale to chyba wpisane jest w życie każdego z nas. Niby co Cię nie zabije to Cię wzmocni ale u mnie to chyba nie działa... Każde odejście, pożegnanie czy porażka bolą tak samo i pozostawiają w sercu ogromną rysę. Dzisiaj dowiedziałam się o starszym koniu, którego życie dobiega końca w skupie koni rzeźnych. Niestety wszyscy wiemy, że to ostatni ,,przystanek” przed śmiercią. Niewiele koni ma szansę wyjechać z tego miejsca w inną trasę, niż tą ostatnią... Zobaczyłam Jego zdjęcie i moje serce pękło na milion kawałków. Nie potrafię udać, że go nie widziałam, czy tak po prostu zapomnieć...

Czytaj więcej...

Zgasła kolejna Przystaniowa Gwiazda- Mona (*)

 

Mona - legenda Przystani. Nasza piękność ze wspaniałą, dużą latarnią na głowie i kręconą, jasną grzywą. Uratowana 14.07.2003 r. z targów końskich w Bodzentynie. Kupiliśmy Ją, ratując przed śmiercią w transporcie do włoskiej rzeźni, ponieważ miała złamaną tylną nogę i nie było szans, żeby dotarła tam żywa. Złamanie było na tyle stare, że w miejscu złamania powstał staw rzekomy. Wiele miesięcy żyła ze złamaną nogą, może nawet pracowała, albo tuczono ją, aby była cięższa, a tym samym droższa przy sprzedaży do rzeźni. Nikt nie dawał Jej szans na komfortowe i długie życie. Mona na przekór wszystkim pozbierała się i przeżyła z nami kilkanaście pięknych lat. Zawsze była pełna życia i siły. Nie było takiego płotka czy słupka którego nasza Mona nie była w stanie połamać czy powyginać. Była z nami 17 pięknych lat, niby spory kawał czasu a jednak nie wystarczająco długi...

Czytaj więcej...

WAŻNE!!!

 

Kochani, przypominamy, że PANDEMIA nadal trwa. Nasze Przytulisko jest CAŁKOWICIE wyłączone z odwiedzin. Nie można wejść zobaczyć kotków, lisków, piesków, szopów czy króliczków. Można zobaczyć koniki na pastwisku, kózki, baranki oraz krówki. Głownie dla Nich powstała nasza Przystań.
Przystań Ocalenie to Przytulisko, to nie ogród zoologiczny, który można odwiedzić w każdej chwili i wejść w każdy zakamarek. Jeśli komuś zależy to te zwierzaki które można zobaczyc tj konie, krowy, kozy, barany wystarczą żeby do Nas przyjechać. Kiedy piszemy, że nie można wejść na plac ale mozna zobaczyc na pastwiskach to wiele osób niezadowolonych nigdy się nie pojawia. A czy te zwierzaki są gorsze? One nie są warte uwagi czy zobaczenia? Czasem mamy wrażenie, że niektórzy szukają sensacji, afery czy czegoś czego mozna się doczepić.

Czytaj więcej...

Kolejna porażka... Kolejne pożegnanie (*)


Ostatnie dni nas nie oszczędzają. Dzisiaj znowu straciliśmy cudownego Przyjaciela- Lisa Kajetana. Pokonała Go paskudna choroba. Kajtuś był naszym symbolem, symbolem wolności, niezależności. Był naszym pierwszym ocalonym lisem. Tak wiele wniósł w nasze życie, tak wiele nas nauczył. Był najmądrzejszym stworzeniem jakie dane nam było poznać. Kochał się bawić, kochał pluszaki, piszczące zabawki, piłki. Kochał wszystko co nadawało się do zabawy. Jego woliera zawsze była pełna pochowanych skarbów. W każdym kącie nasz Kajuś miał coś pochowane, nie wolno było tego ruszać. Kiedy sprzątaliśmy i ruszyliśmy któryś skarbiec podbiegał, zabierał skarby i chował do budy. Kajetan kochał psy, gdy tylko jakiś przechodził to wszystkie zaczepiał. Szczególnie upodobał sobie naszą wózeczkową ekipę. Kiedy Swietka, Maszka i Albercik żyli, specjalnie gonili na swoich pojazdach blisko niego żeby zrobić mu na złość. Wszyscy tak wiele życia wnosili do naszej Przystani. Dzisiaj nie ma już żadnego z Nich... Od dzisiaj znowu wszyscy razem mogą się bawić, gonić, zaczepiać...

Czytaj więcej...